2 listopada 2017

20.



         Przez cały czwartek nie widzę nigdzie Harrego i nie dostaję od niego żadnej wiadomości. I w sumie nie powinnam się dziwić, bo przecież nas nic nie łączy. Ale jakby już trochę przywykłam, że spotykam go prawie na każdym kroku i było dość dziwnie, gdy nie kręcił się gdzieś obok.
Plus ten gnojek wciąż nie oddał mojej książki.
Podczas lunchu Niall nie może przestać gadać o dziwnym zachowaniu Harrego w środowy wieczór, gdy odbierałam swoją torbę. Fakt, to było trochę dziwne, ale myślałam, że przedyskutowaliśmy to dokładnie już wczoraj.
-Był kurewsko zaborczy. Zauważyłaś jak spojrzał na mnie zanim i po tym jak cię pocałował? Jakby się upewniał, że patrzę- jęczę na słowa blondasa. Litości, ile można.
Ale dziewczyny oczywiście nie podzielają mojej opinii. Izzy nie może przestać trajkotać o tym jakie to seksowne i na swój sposób urocze, że był zazdrosny o Nialla, a Effie uważa go za nadętego jaskiniowca, któremu się wydaje, że wszystko mu się należy i wszystko mu wolno. Ja nie wiem co ten biedny chłopak musi zrobić, by ruda przestała myśleć o nim w ten sposób.
-A jak cię całował! Odstawił tę całą szopkę, bo pewnie myślał, że jestem twoim kolejnym facetem, złamas jeden- fuka, a ja jedynie siłą woli powstrzymuję się od walenia głową w stół. Serio.
-A dla mnie to urocze. Był zazdrosny i chciał pokazać, że Jack jest jego. Też bym chciała żeby ktoś się tak czasem zachowywał w stosunku do mnie- twierdzi blondynka, wymachując plastikowym widelcem na prawo i lewo. Effie wywraca oczami.
-Zachował się jak kutas i tyle. Nawet nie próbuj go usprawiedliwiać. To co zrobił było absolutnie obleśne. Jack nie jest jego własnością- na litość boską!
-Przecież my nie jesteśmy nawet  razem. O czym wy w ogóle mówicie? Też tam byłam i jakoś nie wydaje mi się żeby zachował się w ten sposób z zazdrości- prycham, a oni patrzą na mnie jak na skończoną idiotkę. No ja pierdole.
-To niby dlaczego to zrobił?- pyta wyzywająco ruda, a ja wzdycham, mając ogromną ochotę uciec od nich i ich durnych sprzeczek jak najdalej.
-Pojęcia nie mam, ale na pewno nie z zazdrości- unoszę brew. –Przecież nie ma prawa być zazdrosnym. Nic nas nie łączy.
-No właśnie. Przecież go tylko całowałaś. Bez obrazy, ale z wieloma facetami robiłaś o wiele więcej- wtrąca Effie, a ja gromię ją spojrzeniem, ale ma skubana rację. Częściowo. Kurwa.
Przygryzam wargę i wzruszam ramionami, nie mając zamiaru wyjawiać im prawdy.
-Prawda?-  naciska Niall, unosząc brew. Cholera, przejrzał mnie.
Chrząkam, zerkając na zegarek na moim nadgarstku i zbierając swoje rzeczy.
-Na śmierć zapomniałam, że muszę jeszcze coś załatwić- mówię, pakując zeszyty do torby na ramię i staram się nie myśleć o tym jak podejrzanie się zachowuję.
-Jack? A wykłady?
-Nie czekajcie na mnie!- wołam przez ramię, pędząc już w przeciwnym kierunku niż sale wykładowcze. Zwalniam dopiero za zakrętem, gdy nie czuję już na sobie ich spojrzeń i wypuszczam cicho powietrze. Cholera. Chwila spokoju mi się przyda, a wykładowcy nie powinni zbytnio narzekać na moją nieobecność.
Zatrzymuję się dopiero na parkingu przed moim garbusem, zastanawiając się co ja mam teraz kurwa robić. Nie mam ochoty, by już wracać do akademika i gapić się samotnie w ścianę. Do jakiejś knajpy też nie pójdę, bo nie chcę bez sensu wydawać reszty pieniędzy. Przygryzam wargę, zerkając na Rakietę i nagle wpadam na pomysł. Znam pewne miejsce, gdzie będę mogła posiedzieć w spokoju za bezcen.

***

Parkuję tym razem przed barem mimo, że dzisiaj mam wolne i wchodzę od  środka. Trochę dziwnie wchodzić od tej strony, ale przynajmniej mogę liczyć na spokój i szklankę soku. Podchodzę do baru, a Liam unosi brwi na mój widok, wycierając kufle.
-Myślałem, że masz dziś wolne.
-Bo mam- mówię po prostu, wzruszając ramionami. Jego brązowe oczy patrzą na mnie badawczo, a ja szczerzę zęby. –Urwałam się z wykładów i potrzebuję miejsca gdzie będę miała spokój i dostanę coś do picia- chłopak karci mnie spojrzeniem, ale nie mówi ani słowa, gdy wyciąga szklankę i nalewa do niej soku pomarańczowego. Posyłam mu całusa, biorę co swoje i udaję się do wolnego boksu pod oknem. Kiwam jeszcze głową Nancy, która wychyla się z kuchni i siadam wygodnie, wyciągając notatki z torby i postanawiając się trochę pouczyć. W końcu studia same się nie zrobią, a później nie będę miała na takie pierdoły czasu bo szykuje się kolejna impreza. Na którą oczywiście zamierzam pójść. Jednak tym razem żadne ze Świętej Trójcy nie będzie mi towarzyszyć, bo Niall i Effie wybierają się na imprezę do ich kumpla za miastem, a Izzy spotyka się z rodzicami, którzy przyjechali specjalnie z Manchesteru. Więc zostaję sama. Ja jedna i wielka impreza.
Miejmy nadzieję, że przez ten czas moje niańki zdążą zapomnieć o czym rozmawialiśmy zanim bezczelnie od nich uciekłam.

***

Gdy skończyłam referat o psychozie, a Liam dolał mi już soku, od zeszytów odciąga mnie znajomy głos. I w sumie jestem wdzięczna, bo mam już wszystkiego dość.
-Widzę, że nie tylko ja miałem na dziś dość nauki.
Podnoszę głowę i uśmiecham się zaskoczona widokiem Louisa. Ma na sobie dżinsową kurtkę z wełnianym kołnierzem, w której wygląda milion razy lepiej niż ja w swojej i wcale nie wydaje się zmarznięty. Oszalałam czy wszyscy dookoła wyglądają bardzo dobrze w swoich grubych kurtkach, podczas, gdy ja przypominam w swojej bałwana z czerwonym nosem? Kurwa mać.
-Ta, właśnie skończyłam pisać referat i głowa mi pęka- wzdycham, a on szczerzy się do mnie i zajmuje miejsce naprzeciwko. Jakby machinalnie przeczesuje ręką włosy, a ja zatrzymuję wzrok na liczbie 28 wytatuowanej na jego kościstych palcach. Hm.
-Mówiąc o poważnych rzeczach, mam nadzieję, że widzimy się dzisiaj na imprezie w bractwie?- unosi brew, a ja zamykam książkę od biologii i krzywię się.
-W zasadzie miałam w planach wpaść dzisiaj gdzieś indziej…
-Hej, hej, chwileczkę. Nie może cię u nas zabraknąć. Gdziekolwiek chciałaś iść, mogę ci zagwarantować, że u nas będzie o milion razy lepiej- wskazuje na siebie kciukiem, a ja jeszcze przez chwilę mierzę się z nim spojrzeniem, aż w końcu przygryzam wargę i wzdycham.
-Dobra, niech będzie- Louis uśmiecha się uroczo na moje słowa, przez co wygląda trochę jak mały chłopiec. –Ale jak będzie do kitu, przysięgam, że już więcej tam nie przyjdę- wydymam usta, a on udaje urażonego moimi słowami, więc uśmiecham się pod nosem.
-Nawet tak nie żartuj- posyłam mu długie spojrzenie, a potem wbijam wzrok w moje notatki. W sumie spotkałam go tylko jakieś dwa razy, ale wydaje się całkiem w porządku. I tak jakby wtrąca się pomiędzy mnie i Harrego, więc dlaczego ja nie miałabym się wtrącić u niego?
-Więc- podejmuję, podnosząc na niego wzrok, a on kładzie ręce na stole, bawiąc się swoimi palcami. –Jak tam ta dziewczyna, którą zaciągnąłeś do pokoju tydzień temu?- przez chwilę marszczy brwi, jakby nie do końca wiedział o co chodzi, a potem jakiś dziwny cień przebiega przez jego twarz i wzrusza ramionami.
-Nie mam pojęcia- unoszę brew. –Zniknęła, gdy was wyrzucałem z pokoju- wychwytuję cichy smutek w jego głosie i krzywię się. To w sumie trochę jakby przez nas. Czuję się winna.
-Wybacz- mówię, a on uśmiecha się i ponownie wzrusza ramionami.
-Nie szkodzi. Była całkiem słodka, ale mówi się trudno- wzdycha, a po chwili szczerzy do mnie zęby. –Zawsze mogę to nadrobić dzisiaj- no proszę, jaki przedsiębiorczy. I to niby ja mam opinię podrywaczki. Phi.

***

Rozmawiamy z Louisem jeszcze przez jakąś godzinę, a potem podrzucam go na kampus. On musi szykować imprezę, a ja muszę uszykować siebie na imprezę. Jestem mu wdzięczna, że nie wybuchnął śmiechem, gdy zobaczył garbusa, choć wyglądał jakby chciał. Rakieta wszystko słyszy i potem robi się smutna i mnie nie słucha i nie mogę jej zapalić. Więc trzeba przy niej uważać na słowa. To dość wrażliwe autko.
Wcisnęłam się w obcisłe dżinsy z wysokim stanem, w których mój tyłek wygląda nieziemsko i obcisły czarny top. Wciągnęłam niskie trampki, ubrałam skórzaną kurtkę i zgarnęłam z szafki telefon, klucze, dowód i kilka banknotów. Tak na wszelki wypadek. Wiem, że prawdopodobnie zmarznę jak cholera z odkrytym brzuchem, ale staram się o tym nie myśleć. Poprawiam jeszcze ciemnofioletową pomadkę w lustrze i jestem gotowa. Przeglądam się ostatni raz i stwierdzam, że wyglądam dobrze.
Wychodzę przed akademik i widzę, że Louis czeka już na mnie w swoim starym srebrnym mercedesie 500E na parkingu. Powiedział, że musi się upewnić, że na pewno do nich trafię. I tak, znam się trochę na samochodach.
Wsiadając posyłam mu szeroki uśmiech i zapinam pasy.
-Wyglądasz bardzo dobrze, więc możemy ruszać- szczerzy się do mnie, a ja wywracam oczami i zerkam na niego z ukosa. Ma na sobie dopasowane czarne spodnie wiszące nisko na jego wąskich biodrach, czarny T-shirt z białym nadrukiem i czarną bluzę. Potrafię też dostrzec, że na stopach ma czarne vansy, a ma tak zadziwiająco małe stopy, że uśmiecham się pod nosem. To całkiem urocze.
Marszczę brwi, gdy mój wzrok pada na plastikowy krzyżyk przyklejony do deski rozdzielczej, a w nos uderza ledwie wyczuwalny zapach babcinych perfum. Unoszę brwi.
-To auto mojej babci. Powiedziała, że mi je da, jak czasem podrzucę ją do kościoła- krzywi się, a ja wydymam usta, by się nie roześmiać i wbijam wzrok za szybę.
Prowadzimy luźną rozmowę, gdy on wreszcie parkuje przed bractwem. Unoszę brew, zastanawiając się jak on do licha znalazł miejsce do parkowania pod samym bractwem, gdy impreza już się zaczęła. Dopiero potem dostrzegam tabliczkę z napisem „Nie parkować”, którą zgarnia i wrzuca do bagażnika, gdy wysiadamy.
-Całkiem sprytne- mówię, a on posyła mi kolejny uśmiech i wprowadza do środka. Przystaję na moment, patrząc na tłum studentów pijących, tańczących, grających w pijackie gry i obściskujących się wszędzie dookoła.
-Witamy w niebie- woła mi wprost do ucha, by przekrzyczeć rytmiczną muzykę, rozsadzającą głośniki w salonie. Szczerzę się do niego, a on kłania mi się lekko i znika w tłumie. Okej. Zabawę czas zacząć.

***

Po kilku kolejkach i partyjce w pijanego ping ponga mam naprawdę dobry nastrój. Mimo tłumu wypełniającego prawie każdą wolną przestrzeń domu i ogrodu, nie spotkałam nikogo znajomego. Okej, wróć. Kogoś z kim mogłabym normalnie porozmawiać.
Z pełnym kubkiem w ręce wychodzę na środek salonu, by dołączyć do jakiejś szatynki bujającej się w rytm muzyki. Posyła mi uśmiech i nie trwa długo, gdy czuję czyjeś ciepłe dłonie na mojej talii. Oglądam się przez ramię i uśmiecham szeroko na widok znajomych miodowych oczu i ciemnego zarostu.
-Kopę lat- mówi mi do ucha, a ja odwracam się do niego, starając się zapomnieć jak atrakcyjnie wygląda w zwykłej czarnej bluzie i jasnych dziurawych dżinsach. No ja pierdole. –Znowu spotykamy się na imprezie mojego bractwa. Musisz serio je lubić, skoro ponownie tu przyszłaś, gdy wokół tyle imprez do wyboru- uśmiecha się, pokazując zęby, a mnie na ten widok ściska w dołku.
-Spotkałam Louisa na mieście i mnie tu zaciągnął- wyjaśniam, wciąż poruszając się w rytm muzyki. Zayn unosi nieznacznie brew, ale nic nie mówi, ponownie kładąc dłonie na mojej talii i przyciągając mnie bliżej w tańcu.
Przez jakiś czas po prostu tańczymy, uśmiechając się do siebie co jakiś czas, bo rozmowa w tych warunkach jest raczej trudna, gdy on nagle wyciąga zapalniczkę z kieszeni i wskazuje głową na drzwi od ogrodu. Przytakuję i łapię go za rękę, gdy przebijamy się przez tłum na zewnątrz.
Zimne powietrze uderza we mnie gwałtownie, chłodząc rozgrzane policzki i przez jakiś czas  jest to nawet przyjemne. Zayn zatrzymuje się przy ceglanym murku, a ja opieram się o niego, popijając drinka i obserwując go jak wyciąga papierosa i podpala go. Potem zerka na mnie i wyciąga w moim kierunku paczkę. W sumie nie powinnam, ale kierowana jakimś dziwnym impulsem, uśmiecham się i biorę jednego. Zayn podpala go, a ja zaciągam się, czując lekkie zawroty głowy. Po chwili wypuszczam dym, a on wciąż mnie obserwuje.
-Pasuje do ciebie papieros- siadam na murku tyłem do domu i patrzę na niego. Siedzi do mnie bokiem, twarzą do salonu, przytrzymując między palcami dymiącego papierosa. Nagle odczuwam wielką potrzebę narysowania tego co widzę.
-Serio? Normalnie nie palę- mówię, zaciągając się kolejny raz i przecząc w ten sposób moim słowom. Zayn uśmiecha się i przeczesuje wytatuowaną dłonią opadające mu na oczy włosy. Gdybym tylko miała ołówek i kawałek papieru…
-Nie powiedziałbym. Zaciągasz się jak profesjonalista- uśmiecham się do niego, bo w jego ustach te słowa brzmią jak komplement. Choć wiem, że palenie to gówno i powinnam tego papierosa wywalić do kosza. Zresztą, jego papierosa też. Gdyby któreś ze Świętej Trójcy mnie teraz zobaczyło, dostałabym niezły opierdol. Nawet od Nialla. Chociaż wygląda jak wygląda, jest bardzo przeciwny papierosom.
Ponownie skupiam wzrok na zawiłym tatuażu na jego dłoni i łapię się na tym, że trzymam ją, oglądając z bliska.
-Bolało?- pytam, śledząc palcami ciemne zawijasy. Kręci głową, uśmiechając się półgębkiem.
-Nie tak bardzo jak mogłoby się wydawać- odpowiada. Z tego co zdążyłam wcześniej zauważyć, Zayn ma naprawdę wiele tatuaży. Louis zresztą też. Założyli z Harrym jakiś klub miłośników tuszu, czy co?
No dobra, Horan też nie ma ich tak mało i ja również mam dwa i planuję kolejne, ale hej, ci kolesie są serio prawie cali w tuszu i gdy stoją razem, wyglądają jak poobklejani jakimiś kodami kreskowymi. Ale muszę przyznać, że to cholernie gorące.
-Chcę sobie zrobić kolejny tatuaż, ale aktualnie trochę brakuje mi kasy- wzdycham, mgliście orientując się, że palce Zayna są zaplątane z  moimi. Chłopak ponownie się zaciąga i unosi zaciekawiony brwi. –W sumie to mam pomysł na trzy kolejne. Babcia mnie zabije, gdy mnie z nimi zobaczy- krzywię się lekko, a chłopak się śmieje. Przestaję na chwilę oddychać, widząc to. Cholera.
-Ja też nie powinienem mieć zbyt wielu tatuaży, jeśli chcę w przyszłości znaleźć pracę- mówi, a ja spoglądam na niego zaciekawiona.
-A gdzie chcesz pracować?
-W szkole. Jako nauczyciel angielskiego- o. Tego się nie spodziewałam. Ale powiem jedno, jego przyszłe uczennice będą miały cholerny problem żeby się skupić na lekcji. Współczuję, ale też trochę zazdroszczę. Bo kto by nie chciał takiego nauczyciela? –Co?- pyta, najwyraźniej zauważając moje zdziwienie.
-Nic. Po prostu nie sądziłam… nie wyglądasz na kogoś, kogo interesowałaby praca w szkole- jąkam się odrobinę, ale tylko odrobinę, a on kiwa głową. Przecież nie wypiłam aż tak dużo.
-A ty nie wyglądasz na kogoś, kogo interesowałaby psychologia. I to jeszcze kliniczna- unoszę brwi, patrząc na niego, bo jestem pewna, że nic mu nie mówiłam o moich studiach. Zayn uśmiecha się, widząc wyraz mojej twarzy. –Harry się wygadał- ciekawe co jeszcze o mnie mówi.
Harry.
Marszczę brwi, wyrzucając niedopałek na ziemię i wyplątując dłoń z uścisku Zayna. Zeskakuję na ziemię, otulając się ciaśniej kurtką. Chłopak patrzy na mnie zaskoczony.
-Zmarzłam. Lepiej wrócę do środka- sięgam po niedopitego drinka, a on kiwa głową, patrząc na mnie i uśmiechając się w ten swój sposób, a ja nie jestem w stanie odgadnąć jego spojrzenia. Typowe.
Odwracam się na pięcie i wracam do środka, nie oglądając się za siebie. I nie muszę tego robić, by wiedzieć, że na mnie patrzy, gdy odchodzę.

***

Po jakimś czasie bezsensownego siedzenia na kanapie i prowadzenia dziwnej rozmowy z podpitą parą, która przerwała obściskiwanie, by ustalić czy miłość Leii i Luka była chora czy nie i olewaniu długich spojrzeń rzucanych mi przez jakichś typków, ponownie jakimś cudem znajduję się na parkiecie. Jeśli parkietem można nazwać środek salonu.
Dopijam drinka do końca i odkładam go na pobliski stolik, nie przestając ruszać biodrami. I prawie piszczę, gdy ktoś mnie za nie łapie.
-Mam lekkie déjà vu- jego niski głos i znajomy zapach działają na mnie jak balsam i rozluźniam się, czując bijące od niego ciepło. Przygryzam wargę, gdy czuję jego gorące usta na mojej szyi. –Gdzie chowałaś się przez cały ten czas?- odwracam się do niego i odsuwam go od siebie, unosząc brew. Ma na sobie zwykły biały T-shirt z czarnymi nadrukami damskich dłoni, czarne dopasowane dżinsy i czarne trampki, a wygląda jak z okładki jakiegoś pierdolonego magazynu. Czarne loki kręcą się uroczo nad jego uszami, a dłuższą grzywkę ma odgarniętą do góry. Założę się, że ułożenie włosów wcale nie zabrało mu zbyt wiele czasu. Pewnie je tylko przeczesał palcami. Skubany.
-Wcale się nie chowałam- Harry przejeżdża językiem po ustach, na których błąka się lekki uśmieszek, lustrując mnie wzrokiem od góry do dołu i na chwilę zatrzymując wzrok na moim biuście. Teraz to ja mam déjà vu. –A co, szukałeś mnie?- krzyżuję ręce na piersi, co jest pewnie błędem, bo on przygryza wargę, jeszcze intensywniej patrząc na moje cycki zanim odpowiada.
-Po prostu obiło mi się o uszy, że tu jesteś- ha! Zgaduję, że Louis wypaplał. Ten chłopak lubi mówić. Czasem nawet rzeczy, których nie powinien. –Masz ochotę na drinka?- pyta, a ja już mam się zgodzić, gdy nagle przypominam sobie co wcześniej przy nim robiłam i mówiłam, gdy się napiłam. Pewnie już trochę za późno na abstynencję, ale trudno. Nie znaczy to, że muszę jeszcze więcej wypić. Zwłaszcza przy nim.
Kręcę głową, a on unosi brwi, ale nic nie mówi. I dobrze, bo coś czuję, że jakby zaczął mnie namawiać, w końcu bym się ugięła i skończyła na jego kolanach, myśląc o motylkach i innych gównach. Co ten alkohol robi z ludźmi.
Harry bierze mnie za rękę i ciągnie przez tłum do kuchni, gdzie robi sobie drinka. Wiem, że przy tym wciąż się na mnie gapi, ale olewam go zupełnie, udając, że wcale tego nie dostrzegam i obserwuję grupkę w kącie grającą w butelkę. Myślałam, że to zbyt dziecinne i gówniane na studia, ale wszystko rozumiem, gdy wylosowana dziewczyna zdejmuje bluzkę i rzuca ją na bok. Jasne.
-Chcesz się przyłączyć?- zaciskam mocniej palce na zimnym blacie za moimi plecami, gdy jego gorący oddech ogrzewa moją szyję. Patrzeć jak Harry Styles ściąga swoją koszulkę, a potem może spodnie i pożera mnie wzrokiem, gdy wypadnie na mnie? Staram się skupić na zimnym kamieniu, by ostudzić myśli. Cholera.
Podnoszę na niego wzrok, by odkryć, że przyszpila mnie spojrzeniem ciemnych oczu, w których widzę odbicie własnych myśli. Zasycha mi nagle w ustach.
-Tutaj jesteście!- oddycham w duchu, gdy nagle znikąd pojawia się Louis z kubkiem w jednej ręce i papierosem, który na pierwszy rzut oka wydaje się normalny, w drugiej. Nagle uderza mnie słodki zapach i dostrzegam szeroki uśmiech i lekko zaczerwienione oczy chłopaka. Oczywiście. –Jack, Jon, Jakie Chan, jak się bawisz?- unoszę brew.
-Całkiem spoko- mówię, a chłopak marszczy lekko brwi. A potem podnosi wzrok na Harrego i uśmiecha się głupio.
-Myślę, że teraz jest lepiej niż spoko- unoszę również drugą brew i patrzę na Harrego, który wpatruje się w swojego kumpla z lekką irytacją na twarzy. Co, bynajmniej, nie odejmuje mu atrakcyjności.
-A ja myślę, że powinieneś już iść- wtrąca Styles, patrząc na kumpla znacząco, a ten unosi ręce w obronnym geście. –I nie pal tyle trawki stary- Louis wygląda jakby chciał wygłosić jakieś stosowne kontrargumenty, gdy nagle pochodzi do niego jakaś brunetka i odciąga na bok, twierdząc, że Louis musi wypić drinka z jej pępka. Cóż, nie kłamał, gdy mówił, że nadrobi zeszłotygodniową porażkę. -Wiesz, też chętnie bym się napił- mówi Harry, a ja odwracam się do niego, by mu powiedzieć, że właśnie sobie zrobił drinka, gdy dostrzegam jego znaczące spojrzenie, zatrzymujące się na moim pępku. Unoszę brew. Nikt nie będzie pił z mojego pępka. Chłopak uśmiecha się, dostrzegając mój upór. –A może chciałabyś napić się ze mnie?- strzelam mu spojrzenie jednoznacznie mówiące co myślę o tym pomyśle. Nie ma mowy.

***

Mnie już chyba do końca pogięło. Jestem kurewsko pojebana. Może mi ktoś przypomnieć jak to się stało?
Patrzę na Harrego, który zerka na mnie z tym swoim uśmieszkiem i zdejmuje koszulkę ku uciesze tłumu. Staram się ignorować rosnącą irytację, gdy widzę jak jakieś laski się na niego gapią. Głupie pindy. Chłopak posyła mi kolejny uśmiech i kładzie się na stole, a ja przełykam ślinę, zastanawiając się co ja kurwa robię.
Co ja kurwa robię?!
Patrzę jak jakaś blondynka lekko drżącą ręką nalewa tequili do jego pępka, wylewając odrobinę, a potem sypie wąski pasek soli na jego piersi. Gapi się przy tym za długo na jego twarde mięśnie, a ja mam ochotę wyrwać jej kłaki. Kolejna głupia pinda.
Boże, jestem jakaś upośledzona.
Harry bierze do ust kawałek cytryny, nie odrywając ode mnie spojrzenia. Zaciskam i prostuję palce, przeklinając w duchu.  Kurwa mać, w co ja się wpakowałam.
Ludzie wokół zaczynają skandować moje imię, a ja wzdycham lekko, związuję włosy bransoletką i podchodzę do stołu, na którym leży Harry, co wywołuje gwizdy i oklaski.
No dobra. Robiłam to już wcześniej wiele razy, więc nie powinno być tak źle.
Tyle, że jeszcze nigdy nie piłam z Harrego Stylesa.
Kurwa mać.
Przyciskam usta do jego pępka, a czując palący alkohol w gardle szybko zlizuję sól z jego piersi, wiedząc, że mruczy pod moim dotykiem. Potem chwytam pomiędzy zęby cytrynę z jego ust i piję jej sok, a Harry wstaje, wyrzuca ją i przyciąga mnie do krótkiego, ale mocnego pocałunku. Ludzie wokół krzyczą w jakiejś dziwnej euforii, a ja utwierdzam się w fakcie, że z moją głową jest coś nie tak, gdy mój brzuch zaczyna wariować. Miałam nie pić do kurwy nędzy. W końcu odsuwamy się od siebie, a Harry obdarza mnie palącym spojrzeniem.
-Chcesz jeszcze raz?- nie.
-Tak- kurwa.

***

W końcu gdy trzykrotnie wygrałam zawody na szybsze wypicie z faceta (w moim przypadku Harrego), udało mi się wreszcie powiedzieć, że mam dość, a Harry się ubrał, pozwalając mi jaśniej myśleć. Co i tak nie było łatwe, zważając na ilość alkoholu, który już wypiłam. Szlag.
W końcu ląduję na kanapie na kolanach Harrego, czując te dziwne przewroty w żołądku, gdy on ściska moje udo. Boże, dlaczego ja chociaż raz nie mogę siebie posłuchać?
Zerkam na Louisa, do którego przymila się jakaś brunetka, wyglądająca jakby naprawdę potrzebowała go przelecieć i odwracam się do Harrego.
-Zaraz wracam- mówię, a widząc jego zmarszczone brwi, staram się nie przygryźć wargi. To nie tak, że on się o mnie troszczy i chce wiedzieć gdzie idę. Po prostu jest ciekawy. –Idę do łazienki- w końcu puszcza moje udo, a ja wstaję i na tylko trochę chwiejnych nogach przepycham się przez tłum w stronę schodów. Przez chwilę błądzę, otwierając przypadkowe drzwi, aż w końcu lekko zirytowana, otwieram te właściwe.
Ale kurwa lepiej żebym tego nie robiła.
Wciągam głośno powietrze, widząc dwóch obściskujących się chłopaków i z prędkością światła zamykam drzwi, zanim zdążą mnie zauważyć. Klnę cicho pod nosem i już mam odejść, gdy coś do mnie dociera. Jeden z nich miał znajome rozczochrane włosy. Ponownie otwieram drzwi i tym razem na serio czuję jak mój żołądek się ściska.
Wysoki chudy chłopak z brązowymi włosami jest przyciśnięty do umywalki przez napakowanego bruneta, wciskającego mu język do gardła. Obaj ściskają się mocno w agresywnym pocałunku i wydają dźwięki jakby bardzo im się to podobało.
-Kurwa- klnę na głos zanim zdążę się powstrzymać, a oni odwracają się w moją stronę. Patrzą na mnie zaskoczeni, a gdy mnie rozpoznają, przerażenie pojawia się na twarzach, które widziałam już tyle razy.
Zanim zdążą się ruszyć, zamykam drzwi, uciekam na kolejne piętro i zamykam się w łazience. Kurwa mać. Myślałam, że oni się nie znoszą. A tu proszę.
Jebany Chuck leci na pierdolonego Greysona. Kto by się spodziewał.
Wychodzę z łazienki z lekkim mętlikiem w głowie, który zaraz znika, gdy ktoś mnie porywa i przyciska do ściany w ciemnej części korytarza. Wzdycham, ale zaraz dostrzegam zielone oczy błyszczące w mroku.
-Strasznie długo ci to zajęło- mówi. Oh, to może dlatego, że właśnie nakryłam moich dwóch kumpli obściskujących się w toalecie.
-Tak… jakoś wyszło- mamroczę, wyrzucając ten obraz z mojej głowy. Ale kurwa nie mogę. Nie mam nic do gejów, zawsze chciałam mieć kumpla geja, ale to po prostu… woah. Ciekawe czy Niall wie.
Harry opiera rękę o ścianę przy mojej głowie, a drugą ściska moje biodro, skutecznie wyrzucając te myśli z mojej głowy. No proszę, a jednak można.
-Podobało mi się, gdy ze mnie piłaś. Wyglądałaś przy tym cholernie gorąco- czuję słodką miętę i cytrynę, gdy nachyla się do mnie, zatrzymując tak blisko, że potrafię zobaczyć jego rozszerzone źrenice nawet w nikłym świetle. Czuję jak ściska mnie w dołku. Oh, kurwa.
Przyciągam go za biodra, złączając nasze usta z zadziwiającą siłą. Gdy przejeżdżam językiem po jego wardze, napiera na mnie, przyszpilając do ściany i prawie jęczę. Wplatam palce w jego miękkie włosy i czuję przy tym tak irracjonalną przyjemność, że przyciągam go bliżej. Czuję jego gorące dłonie na całym moim ciele i w końcu ciągnie w górę za moje kolana, a ja oplatam go w talii, nie przerywając pocałunku. Słyszę jak otwiera jakieś drzwi wolną ręką, drugą ściskając mój tyłek. Wpadamy do środka, a Harry przyciska mnie do drzwi, zamykając je na klucz. Wzdycham, gdy jego usta przechodzą na moją szczękę, a potem szyję. Odchylam głowę na prawo, by dać mu lepszy dostęp i jęczę, gdy dociska do mnie swoje biodra, a ja czuję wyraźną twardość. Nagle wiedziona dziwnym impulsem otwieram oczy i zamieram akurat w momencie, gdy Harry odpina moje spodnie i wciska palce za gumkę moich majtek.
-Kurwa- ponownie klnę, gdy mój wzrok spotyka się z zszokowanym spojrzeniem Zayna z ręką w swoich dżinsach. Harry zatrzymuje się na ton mojego głosu i ogląda prze ramię, a widząc Zayna, unosi brwi.
-Stary- mówi, ale gdy jego wzrok pada na dłoń mulata w jego spodniach, dla odmiany marszczy brwi. –Co ty kurwa robisz?- Zayn na jego słowa przytomnieje i błyskawicznie wyciąga rękę, zapinając spodnie, a ja potrafię dostrzec delikatny rumieniec na jego policzkach.
-Co wy kurwa robicie! To mój pokój!- fuka w końcu, a ja szarpię lekko za włosy Harrego, gdy jego palce poruszają się w moich majtkach.
-Nie widać?- uśmiecha się głupio i tym razem to ja czuję gorący rumieniec, gdy wciąż zaskoczone spojrzenie Zayna zatrzymuje się na mnie.
-Chyba nie oczekujesz, że stąd wyjdę- patrzy w końcu na swojego kumpla, a ten marszczy lekko brwi.
-Przecież się nie przyłączysz, więc to chyba logiczne- fuka, a ja mimowolnie przygryzam wargę, zatrzymując chwilowo myśli nad tym pomysłem. O. Kurwa.
-Nie będziecie się pieprzyć w moim łóżku!- zaskoczenie Zayna zmienia się w irytację, a ja wcale się mu nie dziwię. Harry dosłownie chce wywalić go z jego pokoju by móc ze mną… cóż.
-A dlaczego od razy pieprzyć?- mruczy Harry, jakby na potwierdzenie swoich słów ponownie łaskocząc mnie pod majtkami. Cholera.
Zayn posyła mu twarde spojrzenie, a Harry odpłaca się tym samym. Wcale nie wygląda jakby chciał się poddać, więc szarpię go delikatnie za włosy. Chłopak w końcu wzdycha ciężko i niechętnie mnie puszcza, a ja błyskawicznie zapinam spodnie, modląc się, by Zayn tego nie zauważył. Ale, gdy podnoszę głowę, patrzy na mnie nieprzeniknionym wzrokiem. Kurwa mać.
Harry marszczy brwi i krzyżuje ręce na piersi, wyglądając na bardzo niezadowolonego, a ja przygryzam wargę i skubię rękaw swojej kurtki nie za bardzo wiedząc co powinnam teraz zrobić, by przerwać tę cholernie niezręczną ciszę. W końcu mój wzrok pada na telewizor na ścianie i podłączoną do niego konsolę i mówię pierwszą rzecz jaka mi przychodzi do głowy.
-Zagramy?

***

Jakimś cudem kończymy na ziemi przed telewizorem, krzycząc i wijąc się na wszystkie strony. To wcale nie to, co myślicie. Chociaż, kurwa, szkoda.
Przygryzam wargę i unoszę ręce w zwycięskim geście, gdy ponownie wygrywam.
-To jest jakieś pojebane! Na pewno oszukujesz!- woła Zayn, nie mogąc się pogodzić z kolejną porażką. Wskazuję na niego padem, marszcząc brwi.
-Po prostu nie możesz pogodzić się z faktem, że pokonała cię dziewczyna. Znowu- szczerzę zęby przy ostatnim słowie, a on zachowuje się jak prawdziwy dorosły mężczyzna i pokazuje mi język. Chichoczę jak mała dziewczynka i siadam wygodniej po turecku.
Kto by pomyślał, że konsola pomoże nam przełamać dziwną ciszę i wymazać choć częściowo z pamięci niezręczne sytuacje, w których się spotkaliśmy. Muszę to zapamiętać, tak na przyszłość.
-Stary, po prostu jesteś słaby i tyle- czuję dłoń Harrego na moim udzie, gdy wychyla się lekko, by spojrzeć na swojego kumpla siedzącego po mojej drugiej stronie. Zayn rzuca mu zirytowane spojrzenie.
-Chciałbym ci przypomnieć, że ciebie też pokonała- mówi, a Harry siada prosto, wyciągając przed siebie długie nogi i opierając się na rękach.
-Fakt- przygryza wargę, zerkając na mnie, a ja unoszę brew, odkrywając, że kurewsko mi się podoba, gdy to robi. Ja pierdole. Znaczy, chciałabym.
-Nie mam ochoty już grać- wzdycha Zayn, a ja mrugam kilkakrotnie i patrzę na niego.
-Bo nie chcesz znowu przegrać z dziewczyną, co nie?- wywraca oczami na moje słowa, a ja popycham lekko jego ramię z uśmiechem.
-Ale wiem co możemy zamiast tego robić- unoszę brew w niemym pytaniu, a on wyciąga z kieszeni dwa skręty z najniewinniejszych uśmiechem świata. Słyszę jak Harry parska, a ja wpatruję się w zawiniątka w ręce jego kumpla. W końcu uśmiecham się szeroko, wiedząc, że jestem cholernie pojebana.

***

Po jakimś czasie wciąż siedzimy na ziemi w wyraźnie lepszych nastrojach. Przed oczami zaczyna mi odrobinę wirować, więc dla pewności opieram się o ramię Harrego. Chłopak uśmiecha się pod nosem i obejmuje mnie. Potem sięga po skręta od Zayna, zaciąga się i bez ostrzeżenia nachyla nade mną. Odruchowo otwieram usta i wciągam cały dym, który w nie wydmuchuje i wypuszczam go po trochu, gdy się całujemy. Patrzę na niego z głupim uśmiechem i biorę od niego skręta. Gdy już mam się zaciągnąć, patrzę nagle na Zayna, który obserwuje mnie z lekkim uśmiechem. Jest tak cholernie pociągający w tych rozczochranych włosach, że przygryzam wargę. Kurwa.
Zaciągam się mocno i robię z nim to samo, co Harry przed chwilą ze mną. Słyszę jak Styles wciąga głośno powietrze, gdy zaczynam całować jego kumpla. Zayn nie protestuje, wplątując swoje wytatuowane dłonie w moje włosy. Smakuje jak papierosy i mięta i ma naprawdę miękkie usta i jego zarost jest milszy w dotyku niż myślałam. Chichoczę jak ostatnia idiotka, odsuwając się od niego i siadając na piętach. Harry posyła mi zaskoczone spojrzenie, tylko trochę zamglone przez zioło. Patrzę w jego zaczerwienione oczy i przygryzam wargę, wpadając na pewien pomysł.
Zdecydowanie nie powinnam palić, żeby uniknąć takich pomysłów. Ale na to jakby trochę już za późno.
Podaję skręta Zaynowi, patrząc na nich po kolei. Obaj są tak cholernie przystojni i gorący, że moje hormony zaczynają wariować. Ja pierdole, można od tego zwariować? Bo ja chyba właśnie to zrobiłam.
-Teraz wasza kolej- mówię, a oni patrzą na mnie jak na skończoną idiotkę. Unoszę wyzywająco brew. –Wymiękacie?
-Nie ma mowy żebym całował się z facetem- Harry posyła mi twarde spojrzenie, a Zayn kiwa głową, zgadzając się z nim. Wzdycham lekko, wzruszając ramionami.
-Szkoda, to mogłoby być całkiem gorące.
-Podnieciłoby cię, gdybym go pocałował?- pyta nagle Harry z dziwnym błyskiem w oku, a ja patrzę na niego rozciągając usta w krzywym uśmieszku. Ja pierdole, obiecuję, że już nigdy więcej nie będę palić zioła. Serio. Kurwa mać.
Harry patrzy na mnie jeszcze przez chwilę, a potem również się uśmiecha i bierze skręta od lekko skołowanego Zayna. Zaciąga się mocno i ku mojemu cholernemu zdziwieniu, przyciąga go do siebie za kark i całuje go, wydychając dym.
K. U. R. W. A.
Umarłam i jestem w jakimś jebanym niebie.
Zayn najpierw trochę niepewnie odpowiada, a potem ściska koszulkę Harrego, gdy ten przechodzi do języczka, a ja mogę to dosłownie zobaczyć. Nie wierzę.
Czuję gorąco wypływające na policzki, które nie ma nic wspólnego z zażenowaniem i ściskam dłonie na kolanach, patrząc na nich niemal, że z otwartymi ustami. W życiu nie widziałam czegoś równie podniecającego.
-Cholera- wyrywa mi się, a oni w końcu się od siebie odrywają ku mojemu niezadowoleniu i patrzą na mnie. Zayn nadal odrobinę zaskoczony, a Harry z ciemnym błyskiem w oku, który znaczy, że jest napalony, jak zdążyłam zauważyć. Pytanie czy na mnie czy na Zayna.
Ha.
-Podobało ci się?- pyta, a ja przygryzam wargę i kiwam głową, niezdolna wypowiedzieć nic logicznego. Wcale przed chwilą nie umarłam.
Uśmiech Harrego lekko się pogłębia i podchodzi do mnie złączając nasze usta i sprawiając, że wariuję do końca. Gdy schodzi do mojej szczęki, szyi, a potem dekoltu przyprawiając mnie o dreszcze, kierowana jakąś dziwną siłą (ziołem), wyciągam rękę i przyciągam do siebie Zayna, który sekundy później złącza nasze usta.
I tak moje myśli stały się rzeczywistością.
Ląduję na ziemi w staniku i dżinsach na zmianę chichocząc, drżąc i jęcząc, gdy Harry i Zayn całują mnie i gładzą po całym ciele. Wszystkie moje zmysły dosłownie wariują i sapię głośno, patrząc jak obaj zostają z gołymi klatami.
Ja pierdole.
Sufit wiruje z zadziwiającą szybkością, a mój chichot wydaje się coraz odleglejszy. Moje powieki stają się z każdą sekundą coraz cięższe, a jedyne co czuję to miękkie włosy obu chłopaków w moich dłoniach i uch usta i ręce na całym moim ciele. Przymykam na chwilę oczy, a ostatnie co widzę, to pochylający się nad mną Harry i Zayn z gołymi torsami.