20 września 2017

19.



         Kładę się wygodniej na łóżku i wiercę przez chwilę, szukając idealnej pozycji. W końcu taką znajduję i wzdycham, owijając się kołdrą w kokon. Ale gdy tylko to robię, do moich uszu dociera niezadowolone mruczenie i marszczę brwi. Czekaj, co?
Otwieram oczy i zaraz je mrużę, oślepiona porannymi promykami. Rozglądam się po sypialni i powoli dociera do mnie, że leżę w łóżku Harrego. Znowu. Patrzę w bok, a widząc zwiniętego w kłębek Harrego, któremu właśnie ukradłam całą kołdrę, wspomnienia wczorajszej nocy wracają do mnie. Oh.
Widząc, że się lekko trzęsie, okrywam go i przez chwilę po prostu patrzę jak śpi z tymi rozrzuconymi na poduszce włosami i lekkim uśmiechem błąkającym się w kącikach ust. Piękny widok z rana. Uśmiecham się i wyciągam rękę, by odgarnąć pojedyncze kosymi z jego czoła. Przygryzam wargę, rozkoszując się tym widokiem.
Moment.
Co ja kurwa robię?
Mrugam kilkakrotnie i moją uwagę przyciąga budzik na stoliku nocnym po stronie Harrego. 7:15.
Cholera, 7:15!
-Harry, już 7:15! Spóźnimy się na wykłady!- piszczę, brutalnie zdzierając z niego kołdrę i pędząc do łazienki. Czy ja chociaż jeden jedyny raz mogę się nigdzie nie spóźnić? Proszę?

***

Zjedliśmy błyskawiczne śniadanie, bo Harry uparł się, że nie może wyjść z mieszkania bez niego, i zapakowaliśmy się do jego mustanga, pędząc na wykłady. Zabroniłam mu podwozić mnie do akademika, bym mogła wziąć swoje zeszyty i notatki, więc wbiegłam do sali równo z wykładowcą. Posłałam mu szeroki uśmiech i poszłam zając swoje miejsce obok Effie, która rzuciła mi dziwne spojrzenie, ale nic nie powiedziała. Spojrzałam na nią z ukosa, ale widząc, że siedzi normalnie, zmarszczyłam brwi. Może wczorajszej nocy jednak nie było tak szalenie jak się zapowiadało. W każdym bądź razie moja wczorajsza noc była szalona.
Przygryzam wargę, naciągając rękawy uniwersyteckiej bluzy na dłonie, kolejny raz błogosławiąc Effie, że spakowała mi rzeczy na zmianę. Inaczej nie obeszłoby się bez marszu wstydu, który trwałby kilka godzin i musiałabym tak chodzić po całej uczelni, bo nie byłoby mowy, żebym zdążyła dotrzeć do akademika, przebrać się i wrócić na czas.
Cała w skowronkach zajadam swojego kurczakburgera z frytkami i myślę, że już lepiej być nie może, gdy nagle Izzy psuje cały nastrój.
-Wybacz Jack, że wczoraj zasnęłam zanim przyszłaś. Byłam strasznie zmęczona po tych wszystkich wykładach i tak jakoś wyszło- mówi przepraszającym tonem, a ja w pierwszej chwili posyłam jej szeroki uśmiech, nie analizując jej słów zanadto.
-Nie szkodzi- ale sekundy później rozumiem, że zachowałam się jak idiotka, zapominając o najważniejszej rzeczy. Nie powiedziałam Izzy żeby mnie kryła.
-Jak to nie nocowałaś u Izzy?!- Effie wytrzeszcza na mnie swoje zielone oczy, prawie wypluwając swoje kanapki. Kurwa.
Niall i Izzy wbijają we mnie zaskoczone spojrzenie, oczekując wyjaśnień. Podejrzewam, że gdyby blondynka się teraz nie odezwała, jakoś by mi się upiekło, a tak wyszło na jaw, że jednak nie spałam u Izzy ani u siebie. Ani w ogóle w akademiku. Cholera jasna.
Żuję burgera o wiele dłużej niż potrzeba, a potem przełykam go wolno chcąc zyskać trochę na czasie i móc pozbierać myśli. Niech to szlag.
-Gdy przyszłam do Izzy ona już spała jak zabita i mimo, że próbowałam, nie było opcji żeby się obudziła- mówię, siląc się na spokojny ton, jakby nie wydarzyło się nic wielkiego i staram się nie myśleć o trzech palących spojrzeniach skierowanych w moją stronę.
-Więc gdzie nocowałaś skoro nie było cię u Izzy ani u siebie?- pyta w końcu Niall, a ja zanurzam frytkę w ketchupie, unikając ich spojrzeń. Ja pierdole.
-U Anta. Mieszka niedaleko, więc bez problemu tam trafiłam- mamroczę, chwytając się pierwszej lepszej myśli i w końcu podnoszę na nich wzrok, zachowując kamienną twarz. Muszę wygrać te bitwę albo już nie żyję. Z godną podziwu odwagą znoszę rażenie ich spojrzeń i dokładam wszelkich starań, by ukryć uśmiech zwycięstwa, gdy widzę jak po kolei łykają moje kłamstwo.
-No okej. A dlaczego się spóźniłaś?- Effie już o wiele spokojniejsza wraca do swoich kanapek. Wzruszam ramionami.
-Zapomniałam włączyć budzik- tym razem nie kłamię, więc idzie o wiele łatwiej.
Wszyscy wracają do posiłku i już naprawdę zaczynam sobie w głowie gratulować jasności umysłu w ciężkiej chwili i prawdziwego fuksa, gdy nagle wszystko trafia szlag.
-Hej, Jackie!- sztywnieję nagle, słysząc za plecami znajomy głos. I nie muszę się nawet odwracać, by wiedzieć kto to. Wystarcza mi irytacja wymalowana na twarzy Effie, bezbrzeżne uwielbienie Izzy i zaciekawienie u Nialla. Jebany Harry kurwa Styles. Jestem trupem.
Odwracam się do niego, unosząc brew i siląc się na lekki uśmiech. Ale, gdy dostrzegam jego błyszczące oczy i dołeczki w policzkach, wcale już nie muszę się na nic silić.
-Zostawiłaś u mnie torbę. Podrzucę ci ją do pracy jeśli chcesz- unosi pytająco brwi, a ja jestem tak zajęta gapieniem się na niego jak skończona idiotka, że sens jego słów dociera do mnie, dopiero, gdy ruda zaczyna się dławić, a Horan szarpie gwałtownie za struny swojej Susanne, fałszując. Kurwa.
-Nie, w porządku, sama po nią wpadnę- rzucam, obliczając w głowie ile czasu zostało mi na ucieczkę. Ale cholera nie jest tego zbyt wiele.
-Jesteś pewna?- pyta, a ja kiwam energicznie głową. Lepiej się mi dobrze przyjrzyj Harry, bo całkiem możliwe, że już nie zobaczysz mnie w takiej postaci. Święta Trójca nie zna litości. –W takim razie, do zobaczenia- posyła mi promienny uśmiech, który sprawia, że wizja rychłej śmierci czająca się przy moim stole wydaje się odrobinę mniej straszna, kiwa głową Świętej Trójcy i odchodzi, nieświadomy, że właśnie zostawił mnie na ich pastwę. Oh, kurwa.
Wolno odwracam się do reszty i posyłam im niewinny uśmiech. Ale on nie jest w stanie stopić ich lodowatych spojrzeń. Cóż, miałam całkiem fajne życie. Chyba przyszedł czas, by się z nim pożegnać.
-Jackie. Jakie to słodkie- mówi nagle Izzy, przez co wszyscy tracą na chwilę koncentrację, a ja czuję ulgę, wolna od ich spojrzeń. –Dlaczego my wcześniej na to nie wpadliśmy?- oh, no nie wiem. Bo na przykład byliście zbyt zajęci walczeniem na śmierć i życie o moje dziewictwo, by wymyślać mi słodkie przezwiska.
Tak tylko mówię.

***

-Dowiem się w końcu jakim cudem wylądowałaś wczoraj u pierdolonego Harrego Stylesa czy każesz mi to z siebie wyciągać siłą?- podnoszę wzrok na Horana, który nonszalancko opiera się o moją Rakietę obok mnie, kładąc but na błotniku. Już wiem dlaczego zawsze są takie ujebane, kurwa mać. Zatrzymuję wzrok chwilę dłużej na jego czarnym trampku i wzruszam ramionami, poprawiając kaptur kurtki. Przynajmniej przestało tak cholernie wiać, ale zanosi się na deszcz.
-Nie miałam innego wyjścia- zerkam z zazdrością na jego skurzaną kurtkę, w której wcale nie jest mu zimno. Dlaczego świat musi być taki niesprawiedliwy? Niall rzuca mi spojrzenie, poprawiając w wolnej ręce futerał z Susanne w środku. Mimo wszystko, muszę przyznać, że mam naprawdę gorącego kumpla, a Effie to niezła szczęściara. I trochę się jej nie dziwię, że tyle czasu spędzają w sypialni.
-To dlaczego nie wróciłaś do siebie?- unosi ciemną brew, a ja wpycham ręce głęboko w kieszenie, szukając w tłumie studentów rudego krasnala i trochę wyższej blondynki.
-Chciałam. Ale gdy zobaczyłam jak podekscytowany idziesz korytarzem, a potem Effie wciąga cię do środka, po prostu nie mogłam. Myślałabym potem tylko o tym, że wam przerwałam- mówię, zerkając na chłopaka i w jego oczach widzę coś na wzór wdzięczności. Szczerzę zęby. –Właśnie, jak tam wasze wczorajsze eksperymenty?- Horan odpowiada mi równie głupim uśmiechem i widzę, że szykuje się, by opowiedzieć mi o wszystkim. Nie ma takich problemów z otwartym rozmawianiem o ich życiu erotycznym jak jego dziewczyna. Często rozmawiamy na ten temat nad piwem, grając w jakąś grę na jego laptopie. To nie tak, że Niall nie ma kumpli czy coś, bo ma ich sporo. Tylko tak jakoś wyszło, że jakby zaliczam się do ich grona i jak sam mi kiedyś powiedział, jestem na czele listy. Taki naj kumpel. Czy coś.
Ale w momencie, gdy pewnie ciekawa opowieść o wydarzeniach wczorajszej nocy ma opuścić usta blondyna, Effie pojawia się na horyzoncie.
-Mam nadzieję, że nie rozmawiacie o wczoraj- marszczy brwi, Horan traci wątek, a ja wznoszę oczy do nieba. Ruda nie ma zupełnie problemu by rozmawiać o moim dziewictwie, ale jeśli chodzi o intymne szczegóły jej związku, milczy jak grób. Trochę hipokryzja. Cała Effie.
Patrzę w milczeniu jak podchodzi do Nialla i całuje go w usta. Fakt, nie widzieli się aż dwie godziny. Cała kurde wieczność.
Izzy podchodzi do mnie i opiera się o moją biedną Rakietę. Unoszę brew, gdy widzę, że również wspiera nogę na jej drzwiach. Po co ja kurwa w ogóle myję ten samochód?
Blondynka szczerzy do mnie uroczo zęby i sprzedaje sójkę w bok, widząc moją naburmuszoną minę. Pokazuję jej język, a ona chichocze i opiera głowę na moim ramieniu. Pewnie w tym momencie wyglądamy jak para lesbijek, co potwierdzają długie spojrzenia grupki chłopaków przechodzących obok. Unoszę na nich środkowy palec, ale fakt, byłybyśmy cholernie gorącą parą lesbijek. Izzy byłaby tą uroczą i słodką, którą wszyscy by lubili, a ja tą groźną.
-Wpadniesz na browara?- mrugam kilkakrotnie, wyrzucając z głowy dziwne myśli i patrząc na Nialla. Cholera, jestem pojebana.
-Jak mnie zawieziesz, a potem odbierzesz z pracy- unoszę brew, a chłopak wzrusza ramionami.
-Dobra- cholernie dobrze go mieć. Moja twarz rozpogadza się w ułamku sekundy, a Horan śmieje się na ten widok. Effie jest prawdziwą szczęściarą, serio. Pewnie gdybym nie kochała Nialla jak głupkowatego brata, chciałabym go jej odebrać. Cóż, zakładam, że pewnie trudno przyjaźnić się z Jack Black.

***

Wpadam do pokoju zaraz za rudą, wyciągam z torby książki i pakuję do niej potrzebne rzeczy, żeby potem nie musieć się wracać. Zgarniam jeszcze z szafki okulary, bo wiem, że będziemy grać, a Effie wywraca na mnie oczami. Posyłam jej i Izzy szeroki uśmiech i wychodzę na korytarz, zostawiając je i ich referaty w spokoju. Swoją drogą, musiałabym w końcu zając się swoim. Ale to później.
Wychodzę z damskiego akademika i idę chodnikiem w stronę męskiego, nucąc pod nosem jakąś melodię. Jest szansa, że dzisiaj się nie spóźnię do pracy. Mimo pozorów, Niall jest bardzo punktualny i dba, by wszyscy zawsze byli na czas. Ja przez jaki czas też myślałam, że taka jestem, ale potem okazało się, że po prostu Horan przestał mnie upominać, że powinnam wyjść wcześniej żeby zdążyć. No cóż.
Wspinam się na trzecie piętro, rzucając bezczelne uśmiechy mijanym chłopakom, obserwującym mnie ciekawskimi spojrzeniami, omijam szerokim łukiem kupkę cuchnących ubrań leżących na środku korytarza i już jestem pod odpowiednimi drzwiami. Wchodzę jak do siebie i zaraz zdejmuję kurtkę i rzucam torbę w kąt.
-Cześć wam- kiwam Benowi i Chuckowi, który też przed chwilą przyszedł i rzucam się na łóżko Nialla. Chłopacy odpowiadają mi uśmiechami, przyzwyczajeni do mojego towarzystwa. Często składam wizyty Horanowi, więc raczej dobrze znam jego współlokatora i jednego z kumpli, którzy też często tu przesiadują. –Jak życie?- pytam, wyciągając się na brzuchu, a Ben rzuca mi spojrzenie znad swojego laptopa, przygryzając kolczyk w wardze.
-Spoko. Właśnie skopałem dupę temu frajerowi w Fifę- mówi, przeczesując swoje fioletowe włosy. Parskam.
-Znowu? Chuck, na litość boską, weź się w garść- oburzony brunet fuka na mnie, a ja z Benem szczerzymy do niego głupio zęby.
-Jak jesteś taka mądra to jestem ciekaw czy sama byś z nim wygrała- krzyżuje umięśnione ramiona na szerokiej piersi, wydymając usta.
-Mam ci przypomnieć kto z nim wygrał trzy razy pod rząd dwa tygodnie temu?- na moje słowa zakolczykowana brew Bena unosi się wysoko i już ma mi jakoś odszczeknąć, gdy drzwi się otwierają i staje w nich sam Niall, ściskając w rękach dwie zgrzewki piw.
-O, cześć panienki- rzuca w stronę chłopaków i podchodzi do mini lodówki w kącie pokoju i pakuje do niej swoje zakupy. Skubani. Też bym taką chciała, ale nie było mowy żebym dała radę przetransportować taką do pokoju, nie rzucając się nikomu w oczy. Oni nadal nie chcą mi zdradzić jak tego dokonali.
Blondyn wyciąga trzy piwa, które już były w środku i podaje każdemu, a dla siebie bierze oranżadę. Uśmiecham się na ten widok. Ten frajer będzie dzisiaj robił za mojego kierowcę. Ja to mam dobrze.
-Hej, Chuck, nie widziałem cię od zeszłego weekendu. Kogo tym razem poderwałeś?- pyta, otwierając swoją butelkę z cichym sykiem. Biorę łyk i wzdycham, czując jak przyjemnie zimny napój rozlewa się po moim brzuchu. Tego właśnie potrzebowałam.
Chuck zanim odpowiada wypija chyba pół piwa na raz i beka głośno, wycierając usta wierzchem dłoni.
-Taką jedną słodką blondynkę z tego bractwa za rogiem- wskazuje głową kierunek, a chłopacy kiwają głową z uznaniem. No fakt, należą tam same laski. Kiedyś nawet myślałam czy by do niego nie dołączyć, bo mają naprawdę fajną chatę, ale potem dowiedziałam się, że częścią inicjacji jest obciągnięcie wybranemu przez przewodniczącą facetowi na piątkowej imprezie. Nie, dziękuję.
-Tam w ogóle są jakieś słodkie?- mamrocze Ben, stukając szybko w klawiaturę i zanim ktokolwiek zdąży mu odpowiedzieć, do pokoju wpada wysoki chudzielec z rozczochranymi brązowymi włosami i rozrzuconymi szeroko ramionami.
-Moje dziwkiiiii!- woła, a potem zauważa  mnie i kłania się lekko, przykładając dużą dłoń do piersi. –Madame- wywracam oczami, gdy puszcza mi oczko i posyła obleśny uśmiech. –Co porabiają moi ulubieni frajerzy?- rzuca się na łóżko obok mnie, a ja klepię go w udo, gdy widzę jak gapi się na mój tyłek.
-Dopiero przyszedłeś, a ja już mam ochotę walnąć cię w mordę- burczy Chuck, a Grayson posyła mu całusa, jeszcze bardziej irytując bruneta. Wzdycham i siadam wygodnie, przejmując pałeczkę zanim zrobi się nieprzyjemnie. Ogólnie Chuck z Graysonem się przyjaźnią, ale ten mniejszy tak działa brunetowi na nerwy, że czasem nad sobą nie panuje. Czasem naprawdę mu się nie dziwię.
-Okej, nie przyszłam tu by wysłuchiwać waszych bezsensownych kłótni podszytych testosteronem- mówię, a oni zerkają na mnie z lekkim zainteresowaniem. Spoglądam na Horana, który pociąga łyk swojej oranżady, krzywi się lekko (bo to nie piwo) i siada obok mnie. –Dowiem się wreszcie co robiliście wczoraj z Effie w naszym pokoju czy będę tu siedzieć i gapić się jak Chuck znowu przegrywa w Fifę?- teraz już wszyscy gapią się na blondyna, nawet Ben wychylił się na chwilę zza swojego ukochanego laptopa.
-Nie wziąłem jej o tyłu- oznajmia Niall co spotyka się z zrezygnowanym jękiem chłopaków. Uśmiecham się. Wiedziałam, że siedziała zbyt normalnie. –Ale próbowaliśmy paru innych rzeczy- dodaje, spoglądając na mnie. Gdyby tylko jego dziewczyna wiedziała o temacie tej rozmowy, spaliłaby się głębokim rumieńcem i nie odzywałaby się do swojego chłopaka przez parę dni. Widać jak Niall mi ufa.

***

-Dobra panienki, Jack i ja musimy się zbierać- mówi w końcu blondas, a ja zerkam na zegarek na moim nadgarstku. 15:30. Nie ma mowy, że się spóźnię. Będę nawet przed czasem.
Reszta jęczy niezadowolona, bo to oznacza koniec rozmowy o horanowych podbojach łóżkowych. Tłumię uśmiech, odkładam puste już piwo i zbieram swoje rzeczy. Kiwam im zanim wyjdę i za bardzo skupiam się na Greysonie wołającym za nami „Pa suczki!”, że dopiero na korytarzu zauważam, że Niall niesie w ręce dodatkowy kask. Unoszę brwi.
-Nie jedziemy Rakietą?- pytam, a on patrzy na mnie jakbym postradała zmysły.
-Chcę przeżyć.
-Dlatego pojedziemy motorem?- rzuca mi tylko krótkie spojrzenie, a ja wzdycham. Cudownie.

***

Liam nie mówi tego na głos, ale wygląda na całkiem zadowolonego, że tym razem jestem na czas, a nawet trochę wcześniej. Ant oczywiście zaczepia mnie o motor Nialla, pytając gdzie podział się facet od mustanga. Oczywiście każe mu się pierdolić.
Koło 24, gdy wychodzę na zimne powietrze za barem, uśmiecham się, widząc czekającego już tam Nialla na swojej czarnej bestii. Miło czuć, że ktoś o ciebie dba. I naprawdę to doceniam, do czasu aż ktoś zaczyna się rządzić moim dziewictwem. Wtedy już nie jest miło.
Biorę od Horana czarny kask i zanim odjedziemy, przypominam sobie o jeszcze jednej rzeczy.
-Wpadniemy w jedno miejsce po drodze, okej?- gdy kiwa głową, podaję mu adres i po chwili już ściskam go w pasie, gdy rusza do przodu, nabierając prędkości.

***

-To nie zajmie długo- mówię do blondasa, podając mu kask. Kiwa tylko głową, ponaglając mnie. Uśmiecham się krzywo, bo wiem, że, gdy ma założony kask lubi milczeć, bo myśli, że jest wtedy tajemniczy i pociągający i w ogóle. I w życiu mu tego nie powiem, ale ma skubany rację. Jak cholera.
Wychodzę z widny i już po chwili pukam w odpowiednie drzwi. Czekając, przebieram nogami w miejscu i pocieram dłonie, chcąc się trochę rozgrzać. Jazda motorem w listopadzie to najgłupszy pomysł w historii, ale miłość Horana do jego czarnej maszyny jest prawie tak wielka jak do jego dziewczyny. Jeśli nie większa.
W końcu Harry mi otwiera, a ja zastygam, chuchając na swoje dłonie. Chłopak unosi nieznacznie brwi, a ja uśmiecham się lekko i chowam je błyskawicznie do kieszeni.
-Cześć.
-Cześć- przez chwilę gapimy się na siebie w ciszy z uśmiechami na twarzach. Ma na sobie te same dresy, ale tym razem również czarną koszulkę. Szkoda. Ale ciekawe czy dzisiaj założył coś pod spód… Chrząkam.
-Wpadłam po moją torbę- odzywam się wreszcie, gdy mój mozg zaczyna normalnie pracować.
-Jasne- przepuszcza mnie w drzwiach, a gdy wchodzę, nie mogę pozbyć się wrażenia, że gapi się na mój tyłek. Oglądam się na niego przez ramię, a gdy widzę, że faktycznie to robi, unoszę brew. Harry dostrzegając moje spojrzenie, uśmiecha się niewinnie i wzrusza ramionami. Oh, dupek.
Idę prosto do jego sypialni, a gdy mijam salon, telewizor jest wyłączony. Schylam się po torbę, która leży dokładnie w miejscu, w którym ją zostawiłam i widzę kątem oka jak Harry opiera się o framugę, obserwując mnie ze skrzyżowanymi na piersi ramionami. Zarzucam ją na ramię i odwracam się do niego, uśmiechając lekko.
-Mówiłaś, że nie spakowałaś nic do spania- jego oczy błyszczą rozbawieniem, gdy unoszę brwi. A zaraz czuję rumieńce na policzkach, gdy wyciąga z kieszeni moją różową koszulkę od piżamy w jednorożce. Otwieram usta, nie wiedząc co powiedzieć.
-Ty… g-grzebałeś w mojej torbie?- tylko tyle udaje mi się wydukać, a on uśmiecha się odrobinę szerzej, widząc moje zaskoczenie i skrępowanie. Cholera, on widział moją paskudną piżamę!
-Była rozpięta i chciałem ją zapiąć, a to rzuciło mi się w oczy- nic dziwnego. Wściekły róż faktycznie może rzucać się w oczy. Kurwa mać. –Dlaczego nie chciałaś jej założyć? Jestem pewien, że wyglądałabyś w niej uroczo- szczerzy się, a ja marszczę brwi i z palącymi policzkami wyrywam mu piżamę z ręki i szybko upycham ją do torby. Gdybym ją założyła, pewnie wczorajszej nocy skończyłabym na kanapie. Samotnie.
-Dostałam ją od babci i… zresztą, nie muszę ci się tłumaczyć!- fukam, a on chichocze, widząc moje wzburzenie. W końcu podchodzi do mnie i kładzie dużą dłoń w dole moich pleców, przyciągając mnie do siebie. Drugą ręką odgarnia moje włosy za ucho i łapie mnie za podbródek. Rzucam mu zirytowane spojrzenie, które topnieje odrobinę pod wpływem jego dotyku. Ale tylko odrobinę.
-Chciałbym zobaczyć cię w tej piżamce, ale zdecydowanie wolę cię bez niej- przełykam głośno ślinę, ale to jedyna widoczna reakcja na jego słowa, na którą sobie pozwalam. Ale to mu oczywiście wystarcza, by szelmowsko się uśmiechnął i cmoknął mnie w kącik ust. Staram się nie zastanawiać nad tym jak bardzo mi się to podoba i odpycham go delikatnie od siebie.
-Muszę już iść. Ktoś na mnie czeka- mówię, a jego spojrzenie nagle ciemnieje. Patrzy na mnie jeszcze przez chwilę, marszcząc nieznacznie brwi, aż w końcu mnie puszcza. A ja ruszam do wyjścia, choć wolałabym zostać. Bardzo. Bo mogłyby się wydarzyć ciekawe rzeczy tej nocy. Ale nie mogę wystawić Nialla, bo, po pierwsze, był tak miły, że mnie podwiózł i, po drugie, wyciągnąłby mnie siłą z tego mieszkania, gdyby się dowiedział, że chcę tu zostać. Cholera.
I odwracam się w drzwiach, by mu ponownie podziękować i jakoś się pożegnać, ale unoszę brwi, gdy widzę jak wsuwa na bose stopy trampki.
-Odprowadzę cię- tłumaczy jedynie, prostując się i zamykając mieszkanie. Idziemy bez słowa do windy, a ja potrafię się tylko gapić na niego jak marszczy przez cały czas brwi i bierze ode mnie torbę. Co jest bardzo miłe z jego strony, tak nawiasem. Ale trochę trudno mi się połapać w jego zmiennych nastrojach.
W końcu wychodzimy, a ja widzę jak Niall podnosi na mnie wzrok i prostuje się nieznacznie na widok Harrego za moimi plecami. Jego czarny motor, który ze ścigaczami nie ma nic wspólnego, w słabym świetle ulicznej lampy prezentuje się nienagannie. Odwracam się do Harrego i uśmiecham lekko.
-Jeszcze raz dzięki za nocleg- wpycham dłonie w kieszenie kurtki, a on jeszcze przez chwilę wbija wzrok w Horana za moimi plecami, pewnie podziwiając jego piękną maszynę, aż w końcu spogląda na mnie, kiwając nieznacznie głową. Wciąż nie zmienia wyrazu twarzy i zaczynam się zastanawiać czy go czymś przypadkiem zdenerwowałam. Cholera, nie wiem. –Um, to cześć- dukam i już chcę wziąć od niego swoją torbę, gdy ona nagle przyciąga mnie do siebie za talię i łączy nasze usta w silnym pocałunku. Jestem tak zaskoczona, że prawie go nie odwzajemniam.
-Dobranoc Jackie- mówi, gdy mnie wreszcie puszcza i podaje torbę. Stoję jeszcze przez krótki moment zbaraniała, gapiąc się na niego, aż w końcu odwracam się na pięcie, przymocowuję torbę z tyłu siedzenia tak, by nie spadła, biorę kask od Nialla, zakładam go i siadam za nim, obejmując go w pasie. Ten nic nie mówi, tylko odjeżdża z głośnym rykiem, a ja patrzę za Harrym dopóki nie zniknie mi z oczu. Co się kurwa właśnie stało?

8 września 2017

18.

        

         Jestem kurewsko pojebana.
Spoglądam na Harrego, ubranego jedynie w szare dresy, co zauważam z niemałym zadowoleniem, starając się nie wyglądać jakby właśnie przyłapał mnie na gorącym uczynku. Cholera, otworzyłby chwilę później, a mnie już by tu nie było. Prawie się udało.
-Um, cześć Harry- uśmiecham się lekko, nie za bardzo wiedząc, co powinnam teraz powiedzieć, by nie wyjść na popieprzoną. Chłopak marszczy ciemne brwi, dostrzegając torbę na moim ramieniu. Chrząkam, poprawiając ją i uśmiechając się z lekkim zakłopotaniem. –Bo widzisz… Effie wyrzuciła mnie z pokoju, bo mają zamiar z Niallem wypróbować parę nowych rzeczy, ale nie mogą zrobić tego u niego, tak jak było w umowie, bo jego współlokator wszystko pomieszał i myślał, że to jego kolej przyjść z dziewczyną, więc miałam spać u Izzy, ale ona zasnęła i naprawdę próbowałam wszystkiego żeby ją obudzić, ale chyba sam wiesz, że to całkiem niemożliwe, więc pomyślałam, że jesteś moją ostatnią deską ratunku, bo tak jakby nie mam się gdzie podziać, a spanie na ławce w parku jakoś mi się nie uśmiecha, więc…- wyrzucam z siebie na jednym wydechu, a Harry marszczy brwi jeszcze bardziej, unosząc ręce.
-Chwila, moment, wróć- zatrzymuje mnie, próbując zrozumieć cokolwiek z mojej paplaniny. –Czyli nie masz gdzie spać i przyszłaś do mnie?- pyta, wbijając we mnie uważne spojrzenie, a ja, nie za bardzo wiedząc co powiedzieć, krzywię się i kiwam głową. Przez chwilę stoimy tak w ciszy, gapiąc się na siebie, a ja z każdą mijającą sekundą  żałuję coraz bardziej, że tu przyszłam, gdy on nagle się uśmiecha i kiwa głową. –Jasne, że  możesz tu zostać- na jego słowa wypuszczam powietrze z piersi i dociera do mnie jak bardzo spięta byłam. Chyba ostatni raz się tak denerwowałam, gdy otwierałam list z uczelni rok temu. Posyłam mu szeroki uśmiech, gdy przepuszcza mnie w drzwiach.
-Naprawdę ci dziękuję. Nie wiem jak ci się za to wszystko odwdzięczę- mówię, gdy zamyka drzwi na klucz i bierze ode mnie torbę. Patrzy na mnie z dziwnym błyskiem w oku, a leniwy uśmiech wypływa na jego usta. Kurwa. Chciałabym nie wiedzieć co to znaczy.
-Nie przejmuj się tym- rzuca w końcu, obdarowując mnie promiennym uśmiechem. Wyrzucam myśli z przed chwili z głowy na ten widok.
Harry rusza przed siebie, a ja podążam za nim, ponownie zauważając, że ma całkiem niezły porządek w mieszkaniu. W salonie jedynym źródłem światła jest telewizor, gdzie Harry musiał oglądać jakiś film zanim przyszłam. Wbijam wzrok w ekran, by nie gapić się na jego gołe plecy, albo co gorsza, tyłek. Unoszę brwi i uśmiecham się krzywo, widząc, że oglądał To właśnie miłość. Cmokam.
-No, no. Najpierw Pamiętnik, a teraz to. Nie wiedziałam, że z ciebie taki romantyk- chłopak patrzy na mnie przez ramię, marszcząc brwi, a potem nagle przypomina sobie o filmie i zerka na ekran.
-Eeee, bo ja właśnie… bo, jest przerwa w meczu i…- plącze się, a ja uśmiecham się szerzej. No proszę.
-Nie kręć mi tutaj- wskazuję na pudełko lodów czekoladowych stojących na ławie przed kanapą. Harry odwraca szybko wzrok, ale jestem w stanie dostrzec rumieniec na jego policzkach. Uroczo.
Gdy chłopak poszedł zanieść moją torbę do sypialni, przysiadam na kanapie w salonie i biorę pilota do ręki. Naciskam guzik i unoszę brwi, widząc, że film jest z wypożyczalni. Więc nie dość, że wybrał go zupełnie samodzielnie, bez żadnego przymusu, to jeszcze dobrowolnie za niego zapłacił. Ooo.
Właśnie w tej sekundzie Harry wraca do salonu, unosząc brwi. Szczerzę do niego zęby, gdy patrzy to na płaski ekran na ścianie, to na mnie, wyraźnie nie wiedząc co powiedzieć.
-Wiesz, to, że lubisz komedie romantyczne jest całkiem urocze- mówię, a on posyła mi ostatnie zrezygnowanie spojrzenie i siada obok mnie, ubrany jedynie w te dresy. Wszystkie tatuaże na jego klacie, brzuchu, ramionach, a nawet stopach razem z jego wzrostem, smukłymi mięśniami i ciemnym spojrzeniem, którym mnie nieraz raczy zdecydowanie przeczą definicji słowa uroczy, ale prawda jest taka, że Harry Styles naprawdę jest uroczy. Wzdycham, gapiąc się na wyraźną linię jego szczęki i lekko poczochrane ciemne włosy. –Wezmę prysznic, jeśli ci to nie przeszkadza, i obejrzymy go razem, gdy wrócę- chłopak zerka na mnie z naburmuszoną miną i kiwa głową bez słowa. Zagryzam wargę, by ukryć uśmiech i wstaję z kanapy. Uroczy smarkacz.

***

Gdy pięć razy upewniam się, że Harrego nie ma nigdzie w pobliżu, podchodzę do swojej torby leżącej na ziemi w jego sypialni, owinięta jedynie w ręcznik. Zapomniałam wziąć do łazienki ciuchy na zmianę. Ale chyba mi się upiecze.
Ale w minucie, gdy otwieram torbę, już wiem, że wcale mi się nie upiecze. Patrzę z przerażeniem na różową piżamkę w kucyki, którą spakowała Effie. Czy ją do końca pogięło? Dostałam tę piżamę od babci, gdy wyjeżdżałam na studia i od tego czasu leżała schowana głęboko w szafie, chyba, że akurat nie miałam innego wyboru, bo od dawna nie robiłam prania. Co prawda, zamysł był taki bym spała u Izzy, więc piżama nie robiłaby żadnego problemu. Rzecz w tym, że ostatecznie zostałam u Harrego Stylesa i po prostu nie mogę paradować przed nim w różowej piżamce w kucyki. Mam jeszcze trochę godności na litość boską. Nie licząc faktu, że jeszcze niedawno planowałam stracić z nim dziewictwo i jeśli mam być szczera jeszcze nie do końca zrezygnowałam z tego pomysłu. Nie ma szans, że się w nią ubiorę. Cholera jasna.
Wciągam na siebie czarną bieliznę, ciesząc się, że chociaż tego wstydu ruda mi oszczędziła i przeszukuję torbę po raz tysięczny, mając nadzieję, że jakimś cudem znajdę tam coś bez różu i jednorożców. Ale jak się można domyślić, nie znajduję kurwa niczego.
W końcu decyduję się na akt desperacji. Przygryzam wargę, przełykając dumę i sprawdzam czy ręcznik na pewno dobrze się trzyma.
-Harry?- wołam niepewnie, a mój głos trąci desperacją o wiele bardziej niżbym chciała. Niech to wszystko szlag.
-Tak?- woła z salonu, a ja przestępuje nerwowo z nogi na nogę. Cholera jasna, dlaczego ja nie zrobiłam tego jebanego prania wcześniej?
-Mógłbyś tu na chwilę przyjść?- przełykam ślinę, słysząc jak podnosi się z kanapy i czuję mocne uderzenia serce współgrające z jego cichymi krokami.
-Co jest?- pyta, pojawiając się w progu i sztywnieje, dostrzegając jak próbuję obciągnąć ręcznik, który ledwie zakrywa mi tyłek, w sposób, by nie odsłaniać za dużo stanika. Czuję gorący rumieniec na policzkach, patrząc jak jego grdyka wędruje w dół, a potem w górę, gdy przełyka ślinę. Lustruje mnie wzrokiem od góry do dołu, a ja bardzo się staram, by nie wić się pod jego spojrzeniem i przestać obciągać ten cholerny ręcznik. Wbijam wzrok w czarny lakier na paznokciach moich stóp.
-Czy, um, mógłbyś mi pożyczyć jakieś ciuchy? Effie nie spakowała mi nic do spania- mamroczę, a gdy nie odzywa się od dłuższej chwili, wciąż pożerając mnie wzrokiem, co doskonale czuję, podnoszę na niego wzrok, ponownie przeklinając czerwień na moich policzkach.
-Eee… tak, jasne- mamrocze, w końcu podchodząc do komody, ale odrywa ode mnie wzrok tylko na chwilę, gdy szuka ubrań w szufladzie. W końcu podaje mi swoją czarno-białą bluzę hokejową, która nawet na niego wydaje się trochę za duża. Unoszę brwi, czekając na jakieś spodnie czy coś, ale on wzrusza ramionami, łapiąc o co mi chodzi. –Um, wszystkie spodenki i dresy mam w praniu. Jedyne czyste mam na sobie i chętnie bym ci je oddał, ale tak się składa, że nie mam nic pod spodem- tłumaczy, a ja ze wszystkich sił staram się nie zerknąć na jego krocze, czując jeszcze większe ciepło na policzkach. Kurwa mać.
-Jasne, dzięki- biorę od niego bluzę, a on posyła mi lekki uśmiech. Patrzę na niego znacząco, gdy on wciąż stoi w miejscu, gapiąc się na mnie. Chrząka.
-To ja może już…- wskazuje za siebie kciukiem i odprowadzam go spojrzeniem, by upewnić się, że faktycznie poszedł. Gdy znika mi z oczu, wzdycham z ulgą i patrzę niepewnie na jego bluzę. Wydaje się być wygodna i ciepła.
Gdy ją zakładam, moje dłonie znikają w za długich rękawach, a sama bluza sięga mi do połowy ud, więc nie jest tak źle. Bywało, że nosiłam krótsze sukienki. Taaa.
Uśmiecham się mimowolnie, gdy zapach mydła i wody kolońskiej Harrego mnie otula. Odwieszam ręcznik w łazience i wracam do Harrego, siadając obok niego na kanapie. Podciągam kolana pod brodę, upewniając się, że bluza się nie zsunęła i nie widać mi tyłka, czując na sobie jego spojrzenie.
-Wyglądasz w niej lepiej niż ja, ale to nie powinno mnie dziwić- zerkam na niego, a gdy widzę jak się uśmiecha, ukazując dołeczki w policzkach, nic nie mogę poradzić na nieśmiały uśmiech na moich wargach. Nie żebym była nieśmiała czy coś. Ale, dziwna sprawa, przy tym konkretnym facecie zmieniam się w jakąś pojebaną nastolatkę, której drżą kolana na sam widok jego gołej klaty, albo pod wpływem jego intensywnego spojrzenia. No ja pierdole. I bądź tu poważnym. –Oglądamy?- unosi brew, a ja kiwam głową bez słowa.
Przez jakiś czas oglądamy w milczeniu, a ja czuję się dziwnie spięta. Nie żebym wcześniej nie trzymała jego penisa w dłoni czy coś. Aż w końcu Harry najwyraźniej dostrzega gęsią skórkę na moich nogach i lekkie dreszcze, więc przyciąga mnie do siebie, ustawiając bokiem do telewizora i przeciągając moje nogi przez jego kolana. Potem otula nas kocem, a ja wzdycham cichutko, czując się milion razy lepiej. Ja nie wiem.
Nagle czuję jego gorącą dłoń na mojej bosej stopie i piszczę. Harry marszczy brwi, pocierając ją lekko.
-Rany, są lodowate. Jesteś pewna, że nie jesteś chora czy coś? Na przykład na brak serca?- pyta, a dostrzegając moje spojrzenie, chichocze. Dźgam go w brzuch równie lodowatą dłonią, a on syczy. –To się leczy- jęczy, masując bolące żebra, a ja nie jestem pewna, czy mówi o moim słabym krążeniu czy wrednych odruchach. Ale przestaję się nad tym zastanawiać, gdy puszcza moje stopy tylko na chwilę, by złapać moje dłonie i przycisnąć je płasko do jego ciepłego brzucha. Uśmiecham się zadowolona i układam wygodniej w jego objęciach. Kto by pomyślał, że dzisiejszy wieczór może przyjąć taki przyjemny obrót?
-Jesteś ciepły- mruczę, ponownie skupiając się na filmie, którym straciłam zainteresowanie chwilę temu, jeśli mam być szczera.
-Chłopacy są spoko, ale wolę jednak dziewczyny, okej?- wywracam oczami na jego koszmarny żart, a on tylko szczerzy się zadowolony.
-Jesteś beznadziejny- mamroczę, sięgając po pudełko lodów. Ale w akcie zemsty Harry popycha moją rękę z łyżką pełną zimnej czekoladowej rozkoszy, gdy mam ją włożyć do buzi w wyniku czego, moja twarz zostaje cała upaćkana lodowatą breją. Rzucam mu wściekłe spojrzenie, a on rechocze, kładąc głowę na kanapę. Ma przymknięte oczy, więc nie może zobaczyć jak wyciągam do niego łyżkę i dowiaduje się o tym dopiero w chwili, gdy zimne lody lądują na jego policzku, brodzie i nosie. Wciąga głośno powietrze, podnosząc głowę i patrzy na mnie zszokowany.
-Ty!- syczy, a ja zaczynam się śmiać i piszczeć, gdy jedną rękę wkłada do pudełka lodów i zaczyna mnie nimi mazać po twarzy, a drugą wsuwa pod moją bluzę i zaczyna mnie łaskotać. Wiercę się i wiję, próbując trafić w niego łyżką z lodami i nawet udaje mi się parę razy.
W końcu ląduję na plecach na kanapie, a Harry nachyla się nade mną, stawiając kolana przy moich biodrach. Szarpię się jeszcze przez chwilę, a czując jak jego ciepłe palce przestają mnie łaskotać pod bluzą, uspokajam się, dysząc lekko. Spoglądam na niego do góry, a widząc radosne iskierki w jego zielonych oczach, szeroki uśmiech i lekkie rumieńce nie mogę się nie uśmiechnąć.
Jednak mój uśmiech blednie, gdy jego łokcie lądują na kanapie po obu stronach mojej głowy, a jego twarz jest znacznie bliżej mojej. Jest tak blisko, że moje piersi stykają się z jego klatą, gdy oddycham ciężko. Patrzę w jego zielone oczy, niepewna co powinnam robić. Bo niby leżę pod nim na jego kanapie w jego mieszkaniu, ubrana w jego bluzę, pod którą mam jedynie bieliznę, ale jego spojrzenie jest tak łagodne i niewinne, że czuję jak ściska mi się serce. Pewnie to błąd.
Przekonuję się o tym sekundę później, gdy jego lodowate od lodów palce lądują na moim rozgrzanym policzku, i gdy wciągam gwałtownie powietrze, Harry złącza nasze usta.
Od razu wplątuję palce w jego miękkie włosy, rzucając na podłogę łyżkę, która upada z cichym brzdękiem. Druga ręka Harrego ściska moje prawe biodro, a ja wiem, że jego bluza odkrywa więcej niż powinna w chwili, gdy czuję rozgrzane mięśnie jego brzucha na mnie. Momentalnie czuję jak moje lodowate kończyny zaczynają się robić gorące. Cholera. Chyba właśnie znalazłam lek na słabe krążenie.
Szarpię go za włosy, gdy gryzie moją wargę, a niskie warknięcie wydobywa się z jego piersi. Mruczę z zadowoleniem jak jakaś gigantyczna kotka, gdy Harry powoli zlizuje lody z mojego czoła, nosa, policzka, szczęki i szyi. Odchylam głowę w prawo, wbijając paznokcie w jego nagie plecy, gdy czuję jego gorący język na obojczyku a potem piersi. Jego puszyste włosy łaskoczą mnie po twarzy przez co chichoczę cicho. Harry zachęcony tym odgłosem zaczyna gładzić moje boki i uda gorącymi dłońmi. Kurwa mać.
Powietrze w salonie wzrasta o milion stopni, gdy jego dłoń wędruje w dół mojego uda i zahacza o majtki. Wtedy szarpię go za włosy, odciągając od moich piersi i zaczynam całować wzdłuż mocnej szczęki i szyi. Harry wtula głowę w zgięcie mojej szyi, ściskając moje biodra i mrucząc cicho. Zlizuję odrobinę lodów z jego twardej piersi i słyszę jak wciąga głośno powietrze. Uśmiecham się do siebie i chcę to kontynuować, gdy nagle jego palce bez żadnego ostrzeżenie wślizgują się do moich majtek, a potem prosto we mnie. Jęczę głośno, zupełnie na to nieprzygotowana. Kurwa mać. Ta noc może być o wiele lepsza niż zakładałam.
Harry korzystając z mojego zaskoczenia, wraca do całowania mojej szczęki i szyi. Wolną ręką ściska moją pierś, a ja zagryzam usta, gdy jego palce zaczynają się we mnie wolno poruszać. Wbijam paznokcie w jego ramiona i przejeżdżam nimi w dół jego kręgosłupa, gdy czuję napięcie rosnące w moim brzuchu. Harry sapie głośno, a gdy ja czuję, że jestem już blisko, on wyciąga ze mnie palce tak nagle jak je włożył. Marszczę brwi i otwieram oczy, by zobaczyć jak się do mnie bezczelnie uśmiecha.
-Coś nie tak?- pyta, a ja mam ochotę powyrywać mu wszystkie kłaki. Oh, do kurwy nędzy.
-Harry- jęczę, wyginając plecy w łuk, niezdolna sklecić logicznego zdania. Mój mózg działa na zwolnionych obrotach i jedne czego chcę, to jego palce we mnie. Trochę pierwotne i wulgarne, ale prawdziwe.
-Powiedz mi czego chcesz, a ja to spełnię- przez sposób w jaki to powiedział i w jaki na mnie patrzy wiem, że mówi zupełnie serio. Zasycha mi w ustach.
-Chcę twoich palców- sapię, zaczynając się wiercić, ale on przytrzymuje mnie silnym ramieniem. Widzę jak oblizuje usta, patrząc na mnie błyszczącymi oczami.
-Gdzie?- wyciągam rękę, by wplątać palce w jego włosy i przyciągnąć go do siebie.
-We mnie- przez kilka długich sekund patrzy mi w oczy, a potem złącza nasze usta, a ja jęczę w jego, gdy czuję jego palce ponownie w sobie. Napięcie w moim brzuchu rośnie i gdy jest już nie do wytrzymania i myślę, że zaraz oszaleję, fala ciepła rozlewa się po moim ciele, a ja jęczę i opadam bez tchu na kanapę. Harry wyciąga ze mnie palce, a potem je oblizuje, patrząc na mnie z iskierkami w oczach, gdy nie mogę wydobyć z siebie słowa. Japierdolekurwamać.
W końcu nachyla się nade mną i całuje delikatnie w rozgrzane czoło.
-Grzeczna dziewczynka- mruczy, a ja patrzę jak wstaje i odchodzi w stronę łazienki. Mój wzrok zatrzymuje się chwilę dłużej na wyraźnym wypukleniu w jego spodniach. Ah, te dresy.
Pod wpływem dziwnego impulsu wstaję z kanapy i na wciąż odrobinę drżących nogach  idę w stronę łazienki. Otwieram drzwi i w środku zastaję Harrego z lekko opuszczonymi spodniami, stojącego do mnie tyłem. Rzuca mi zaskoczone spojrzenie przez ramię, a ja podchodzę do niego bez słowa i całuję, wplątując jedną rękę w jego włosy. Boże, jak ja to uwielbiam.
Tymczasem moja druga dłoń niepostrzeżenie zjechała do paska dresów i wślizgnęła się za spodnie, łapiąc za niego. Harry mruczy w moje usta i wyciąga rękę ze swoich spodni, dając mi pełne pole do popisu. Nie przerywając pocałunku zaczynam wolno poruszać ręką w górę i w dół. Jedyną oznaką, że mu się podoba są jego palce zaciśnięte mocno na moich biodrach. Jutro pewnie będę miała tam siniaki, ale nie przejmuję się tym. Nie zmieniam tempa, a Harry warczy, odsuwając się ode mnie. Unoszę brew, uśmiechając się krzywo.
-Coś nie tak?- powtarzam jego słowa z przed chwili, a on przyciąga mnie do siebie, gwałtownie łącząc nasze usta. Całuję jego szczękę i mocniej zasysam skórę na szyi, słysząc jego nierównomierny oddech w uchu. Delikatnie go ściskam, a on jęczy. A ten jęk jest tak gorący, że na sam jego dźwięk czuję się podniecona. Kurwa mać.
Przyspieszam ruchy, a on kładzie głowę w zgięciu mojej szyi, oddychając ciężko. Wygląda przy tym tak bezbronnie i niewinnie, że nie mogę nic poradzić na przyjemność jaką sprawa mi ten widok. Wiem, że jest blisko i chwilę później dochodzi na moją rękę z cichym jękiem. Całuję go w ramię i odwracam się do umywalki, by umyć dłonie. W lustrze widzę, że wciąż stoi w tym samym miejscu, bezkarnie gapiąc się na mój tyłek i uspokajając oddech. Gdy nasze spojrzenia się spotykają, uśmiecha się leniwie i podchodzi do mnie od tyłu, opierając o umywalkę po moich bokach. Wtyka nos w moje włosy i wiem, że się uśmiecha. W końcu odgarnia moje włosy na bok i delikatnie całuje w szyję. Uśmiecham się, gdy jego usta wywołują u mnie gęsią skórkę i lekkie zawroty w brzuchu. Cholera.
-Jesteś niesamowita- mruczy zachrypniętym głosem, a ja zagryzam wargi, by ukryć głupi uśmieszek. Może i zachowuję się jak idiotka, ale jest mi zbyt dobrze, by cokolwiek z tym robić. Czuję jak kładzie dłonie na mojej talii i odwraca mnie do siebie. Gładzi kciukiem mój policzek i przejeżdża nim po dolnej wardze, a ja przyglądam się w jakim skupieniu śledzi swój palec. Opieram dłonie na jego nagim torsie i nie protestuję, gdy nachyla się do mnie i przejeżdża nosem po moim wciąż ciepłym policzku. Z wszystkich sił staram się zignorować dziwne wariacje w moim brzuchu jako odpowiedź na jego gest. Co wychodzi mi całkiem nieźle i zachowuję spokój, gdy delikatnie całuje mnie w kącik ust.
Odsuwa się ode mnie, opuszczając dłonie w dół moich pleców.
-Chyba mieliśmy coś oglądać- przypomina, a ja uśmiecham się i kiwam głową. Ciągnie mnie do salonu i o dziwo, tym razem naprawdę skupiam się na filmie. Kto by się spodziewał.

***

Po jakimś czasie zostaje obudzona z drzemki, gdy ktoś bierze mnie na ręce. Opieram głowę o ciepłe ramię, a czując zapach mydła i wody kolońskiej, wzdycham.
-Harry- mamroczę z zamkniętymi oczami, a on delikatnie ściska moje kolana.
-Shhh, śpij- jego pierś lekko wibruje, gdy słyszę jego niski głos tuż nad głową. Marszczę brwi, gdy czuję jak kładzie mnie na czymś miękkim i śliskim. Aksamitna pościel Harrego.
-Nie, ja na kanapie- jęczę bez sensu, próbując się mu wyrwać, ale on mnie ponownie ucisza i już po chwili otula mnie kołdrą. Cóż, nie mogę się kłócić z takim argumentem. Skubany ma dar przekonywania. Chwilę później słyszę jak kładzie się obok mnie i wzdycham cichutko, gdy całuje mnie w kark, szepcząc do ucha:
-Dobranoc Jackie.
Dawno tak dobrze nie spałam.

27 sierpnia 2017

17.



         Dzisiejszy dzień nie wydaje się wcale taki zły i humor dopisuje mi od samego rana. W moim przypadku to dość nietypowe. Sama nie wiem dlaczego tak się dzieje. Teoretycznie powinnam być wykończona, bo pisałam z Harrym jakoś do czwartej rano, ale dziwnym trafem, gdy zadzwonił budzik byłam bardzo rześka i zupełnie wyspana. Nie mam pojęcia jak to działa, ale chcę tak codziennie. Normalnie siedem godzin snu mi nie wystarcza i rano naprawdę mam problem z wstaniem i ogólnie nastrój do dupy i lepiej wtedy mnie nie wkurzać. Ale dziś czuję się wspaniale. A spałam tylko trzy godziny. To jakieś czary.
Uśmiecham się i z zadowoleniem ciągnę kolejny łyk mojej ulubionej gorącej czekolady, która rozgrzewa mnie przyjemnie od środka. Nawet lodowaty wiatr i paskudna pogoda, która z każdym dniem jest gorsza nie jest w stanie popsuć mi humoru. Fioletowa czapka zdaje się dziś cieplejsza niż zazwyczaj.
-Boże, Effie, wyglądasz strasznie- mówi Izzy, obrzucając rudą zmartwionym spojrzeniem. Ta patrzy na nią z wyrzutem. –Bez urazy, ale serio. Widziałaś się dzisiaj?
-Jasne, że widziałam!- fuka Effie, wyraźnie poirytowana. Zerkam na nią z uśmiechem, który jakoś nie chce zejść z mojej twarzy. –Nie spałam pół nocy, bo Jack romansowała z kimś do rana i nie mogłam zasnąć przez te ciągłe wibracje i jej durne chichoty!- dziewczyna miota we mnie rozjuszonym spojrzeniem, ale nie potrafię się tym przejąć. Mam zbyt dobry humor. Izzy unosi brwi, patrząc na mnie pytająco, na co wzruszam nonszalancko ramionami, biorąc kolejnego łyka.
-Nie przeczę- i zanim blondynka zdąży zbombardować mnie milionem pytań na temat tajemniczego chłopaka, z którym romansowałam, podchodzi do nas jak zawsze wesoły Niall.
-Hej wam- wita nas szerokim uśmiechem, który blednie odrobinę na widok jego dziewczyny. Cienie pod jej oczami są bardzo wyraźnie, mina wyraźnie wkurzona, a wzrok wyraźnie mówiący, że potrzebuje kofeiny. Dużej dawki kofeiny. –Stało się coś?
-Jack się stała!- wybucha ruda, wskazując na mnie oskarżycielsko ręką. Horan patrzy zdziwiony najpierw na mnie, później na Izzy, a na końcu na swoją dziewczynę, która skrzyżowała ramiona na piersi, łypiąc na nas wściekle znad swojej cholernie mocnej kawy. Posyłam zbaraniałemu chłopakowi promienny uśmiech, a blondynka macha tylko ręką, dając mu do zrozumienia, że nie ma sensu się w to zagłębiać. I pewnie ma rację.

***

Podczas wykładów Effie nie odzywa się zbyt wiele. W sumie to milczy i jeśli nie rzuca mi morderczych spojrzeń, to pochrapuje, ośliniając ławkę. Cóż, starałam się być naprawdę cicho, ale nie mogłam nic poradzić na te wszystkie żarty Harrego, które tak strasznie mnie bawiły. Nie wiem jak, ale chłopak ma jakiś talent do rozbawiania mnie tymi bezsensownymi dowcipami. Od hamowania śmiechu wciąż boli mnie gardło, serio. Więc i tak byłam dość cicho.
-… i wtedy ten dupek Dean jej powiedział, że on nie chce tego dziecka i ma spadać na drzewo. Rozumiecie to? Jak można być aż takim gnojkiem?- prycha Izzy, kończąc swój dziesięciominutowy wykład o jakimś tam serialu. Niall kręci z przejęciem głową, przeżuwając swoją kanapkę z kurczakiem, Effie chrapie głośniej, ośliniając sobie notatki, a ja wzdycham, zerkając na telefon. Milczy od dłuższej chwili. Ciekawe co Harry może teraz robić? Pewnie też ma przerwę na lunch, tak jak większość studentów. Możliwe, że siedzi gdzieś z kumplami i nad jedzeniem gadają o ostatniej imprezie i pijanych laskach tańczących w stanikach na stole. Słyszałam, że dały niezły pokaz. Tylko słyszałam, bo akurat wtedy byłam zamknięta na piętrze w jednym pokoju z Harry Stylesem…
-Jack, co ty się wciąż tak gapisz na ten telefon?- mrugam kilkakrotnie, wyrwana z zamyślenia. Podnoszę wzrok na Horana, który wreszcie przeżuł swoją kanapkę i mógł normalnie mówić. Takich momentów podczas lunchu nie było zbyt wiele. Ten chłopak wciąż miał coś w ustach. –Nigdy tak nie miałaś, a od rana praktycznie nie rozstajesz się z nim na krok- otwieram usta by się jakoś wykręcić, gdy nagle dociera do mnie, że faktycznie tak było. Cholera. Zamieniam się w jakąś zakochaną idiotkę. I to niby dlaczego? Przecież Harry i ja nie jesteśmy parą. I nigdy nie będziemy.
-Ta, wybacz. Tak jakoś wyszło- mówię, wzruszając ramieniem i uśmiechając się lekko. –To jak wykłady?- unoszę brew, patrząc na chłopaka, a on przez chwilę milczy, prześwietlając mnie wzrokiem. Jakby oczekiwał, że zaraz powiem, że w sumie mam to gdzieś i zacznę znowu wgapiać się w ten durny telefon. W końcu chyba uznał, że naprawdę wróciłam i uśmiecha się promiennie.
-Całkiem spoko jak na razie. Robiłem z Graysonem zawody na technologii dźwięku kto wybeka całe abecadło. Byłem przy N i już myślałem, że wygram, gdy podszedł do nas ten nowy profesor z niebieskimi włosami i wybekał całe abecadło. Już dawno tak głośno się nie śmiałem- rechocze, ja parskam śmiechem, a Izzy wywraca tylko oczami. Raczej nie lubi, gdy chłopacy bekają, zupełnie się przy tym nie kryjąc, ale mnie to jakoś nigdy nie przeszkadzało. Swego czasu robiłam nawet z Niallem i Effie zawody kto głośniej beknie. Rudej to raczej nie wychodzi, ale się nie poddaje, trzeba jej oddać. Za to ja jestem całkiem niezła i można powiedzieć, że dorównuję pod tym względem Horanowi. A to faktycznie wyczyn.
Nagle coś wibruje i wzrok wszystkich wędruje do mojej komórki. Oprócz Effie, która nadal smacznie śpi. Na ekranie pojawia się jedna literka, na widok której coś przewraca się w moim brzuchu. H.
-Odpisz- mówi nagle chłopak, a ja podnoszę na niego wzrok, unosząc brew. Izzy kiwa głową, przygryzając swoją bagietkę. Jednak ja chowam telefon do torby i uśmiecham się do nich szeroko.
- To może poczekać. Ten bekany alfabet bardzo mnie zainteresował. Opowiedz mi o tym więcej- żądam, wspierając łokcie na stole, a Niall parska śmiechem. Blondynka rzuca mi zadowolone spojrzenie, a ja posłałam jej lekki uśmiech. W końcu Święta Trójca jest tylko jedna.

***

Gdy zjedliśmy, Niall jakimś cudem obudził swoją dziewczynę na tyle, by móc ją odprowadzić na kolejne zajęcia, a Izzy popędziła na wykłady z pisarstwa, udałam się na ławeczkę w opuszczonym korytarzu, który rzadko ktoś odwiedzał. Była naprzeciwko wielkiego okna wychodzącego na jakiś zapomniany kawałek zieleni. Miałam jeszcze jakieś pół godziny do kolejnego wykładu, a nie miałam najmniejszej ochoty iść już do sali. Dlatego usiadłam na ławeczce z zadowoleniem odkrywając, że w pobliżu nie ma żywej duszy i wyciągnęłam swój szkicownik. Wbijam wzrok w czystą kartkę, starając się jakoś pozbierać myśli. Macham krótkim ołówkiem między placami, zagryzając wargę. Jestem tak zamyślona, że nawet nie zauważam, że ktoś do mnie podchodzi.
-Jack? Miło cię znowu widzieć- podnoszę zaskoczona głowę i mimowolnie rozciągam usta w szerokim uśmiechu na widok chłopaka. Siada obok mnie na ławeczce.
-Cześć Zayn. Co słychać?- chłopak obdarza mnie porażającym uśmiechem, a ja przypominam sobie, by oddychać normalnie. Może z biegiem czasu przyzwyczaję się do jego urody i będę mogła przy nim oddychać , nie martwiąc się o atak serca? Szczerze mówiąc wątpię.
-Zniknęłaś na tej imprezie. Nie mogłem cię potem znaleźć- mówi, a ja zmuszam mózg, by zaczął pracować. Czy to w ogóle normalne, by być aż tak pięknym? Pytam serio, bo jeszcze nigdy nikogo takiego nie widziałam. Nigdy.
-Ta, jakoś tak wyszło- mamroczę, wbijając wzrok w białą kartkę. Może to dlatego, że przez bite kilka godzin gawędziłam sobie z Harrym Stylesem o życiu w pokoju Louisa na piętrze. Może.
-Louis mi mówił, że miałaś dobre towarzystwo, więc w sumie nie szkodzi- podnoszę na niego zdziwiona wzrok, a on widząc moją minę, wybucha śmiechem. Okej, jeśli kiedykolwiek pomyślałam, że on nie może być piękniejszy, byłam głupia i naiwna. Śmiejący się Zayn jest tak kurewsko piękny, że patrzenie na niego dosłownie boli. Kurwa mać.
-Louis to straszna gaduła- wzdycham, a on z rozbawieniem kiwa głową. Nagle zauważa szkicownik na moich nogach i unosi brwi.
-Rysujesz?
-Tak… to, znaczy trochę, ale…
-Mogę coś zobaczyć?- unoszę brwi i już prawie się zgadzam, gdy przypominam sobie mój ostatni rysunek. Półnagi Harry. Jasna cholera, przecież Zayn to jego kumpel, on nie może tego zobaczyć. Nikt nie może tego zobaczyć!
Kręcę głową, przytulając do piersi otwarty zeszyt, a Zayn ponownie chichocze, najwyraźniej rozbawiony moim zachowaniem. Boże, kiedy ten szok minie? Ja naprawdę chciałabym myśleć przy nim o czymś innym.
-Okej, rozumiem- unosi ręce, kiwając głową jakby naprawdę rozumiał. Bo może tak jest.
Nagle do głowy przychodzi mi szalona myśl i przygryzam wargę, patrząc na niego badawczo. Chłopak unosi brew, dostrzegając zmianę w moim zachowaniu.
-Mogę cię narysować?- pytam, tylko odrobinę nieśmiało, a Zayn unosi też drugą brew, wyraźnie zaskoczony. Pewnie nie tego się spodziewał. Choć z jego twarzą to powinna być jedyna rzecz, której powinien się spodziewać. Cholera, on powinien być do tego przyzwyczajony.
-J-jasne- duka w końcu, a ja uśmiecham do niego szeroko. –Ale ten rysunek mi pokażesz- dodaje szybko, a ja wzdycham i kiwam głową, zgadzając się. Brzmi sprawiedliwie.
Siadam do niego twarzą i przez chwilę patrzę w milczeniu na jego rysy. Już nie dostrzegam Zayna tylko piękne linie i krzywizny, które chcę narysować. Gdy przykładam ołówek do kartki, szkic jakby sam zaczyna się pojawiać, a ja wreszcie czuję jak moje myśli się uporządkowują i, że mam nad wszystkim kontrolę. Nareszcie.
-Wiesz- podejmuje po chwili ciszy, wiercąc się trochę na ławce. Podnoszę na niego wzrok, by narysować kształt ust. –Nikt nigdy wcześniej mnie nie rysował i nie do końca wiem, co powinienem teraz robić- mamroczę, a ja z wrażenia aż na chwilę przestaję rysować, patrząc na niego zbaraniała. Zayn marszczy lekko brwi, nie rozumiejąc mojego zachowania. –To źle?
-Żartujesz?- pytam w końcu, a on kręci niepewnie głową. –Nikt nigdy cię nie rysował? Ale że serio?- chłopak ponownie kręci głową, wciąż nie rozumiejąc o co mi chodzi. Jak to w ogóle możliwe? Przecież z taką twarzą ludzie powinni na każdym kroku prosić go, by zapozował do rysunku. Nieustannie. –To dziwne- mruczę, wracając do rysowania.
-Dlaczego dziwne?- ponownie podnoszę na niego wzrok, ale tym razem tylko na chwilę, by uchwycić te kości policzkowe. Gdyby tylko Michał Anioł go zobaczył… Biedaczek pewnie by ześwirował.
-Bo…- urywam, gdy prawie mówię, że ma cholernie piękną twarz. Nie, ja jeszcze nie zwariowałam. –Masz naprawdę interesującą urodę- dukam, spuszczając wzrok na kartkę. Przecież mu nie powiem, że jest kurwa piękny. Jestem Jack Black do cholery.
Gdy ponownie podnoszę na niego wzrok, uśmiecha się szeroko, aż jasne słońce na zewnątrz wydaje się przy nim blaknąć. Jak to się dzieje?

***

Ostatnie poprawki i portret Zayna jest gotowy. Rzucam na niego szybkie spojrzenie i unoszę wzrok na chłopaka, który od razu obdarza mnie szerokim uśmiechem.
-Gotowe- mówię, a on przysuwa się bliżej i zagląda do szkicownika. Unosi wysoko brwi i bierze ode mnie zeszyt. Nie spuszczam z niego oka, pilnując, by nie przewracał strony. Jebany Styles.
-Wow- słyszę w końcu. –To jest naprawdę niesamowite- rzuca mi zaskoczone spojrzenie, ale zaraz wraca do gapienia się na szkic. Przygryzam wargę, zakładając kosmyk włosów za ucho. Kątem oka dostrzegam, że chce przewrócić kartkę, by zobaczyć inne rysunki, ale reaguję w mgnieniu oka i wyrywam mu szkicownik zanim zdąży zauważyć, że narysowałam jego półnagiego kumpla. Ja pierdole. Przyciskam zeszyt do piersi, czując szalone bicie serca. Zayn patrzy na mnie zdziwiony, a ja posyłam mu niewinny uśmiech.
-To tylko zwykłe bazgroły- mamroczę i w tym samym momencie, gdy on kręci głową i otwiera usta, by coś powiedzieć, spoglądam na stary zegarek na moim nadgarstku. Cholera, nie zostało mi zbyt dużo czasu, by dotrzeć na wykłady. Kurwa mać, znowu. –Muszę już lecieć- podrywam się na równe nogi, zbierając swoje rzeczy, a zdziwiony Zayn po chwili do mnie dołącza. –Dzięki za portret- uśmiecham się do niego ostatni raz i ruszam pędem przed siebie.
-Nie ma za co. Na razie Jack!- woła za mną, a ja unoszę w biegu rękę, kiwając mu. Zanim zniknę za zakrętem, słyszę jeszcze jak krzyczy: -Następny zabieram ze sobą!- jasne.

***

Opieram się o ścianę przy drzwiach do damskiej toalety, śledząc wzrokiem ciemną czcionkę. To była kolejna z tych książek, przez które aktualnie jestem spłukana. Nadal uważam, że było warto.
Effie była tak padnięta i tak głęboko przekonana, że jestem jej coś winna za tę nieprzespaną noc, że uparła się, bym za nią poczekała i zawiozła ją do akademika, gdzie, zapewne, zamierza się zdrzemnąć. Niall niestety nie mógł jej odwieźć, bo po wykładach miał wuef, a jego troskliwa dziewczyna nie mogła pozwolić na to, by jej chłopak z jej powodu opuszczał zajęcia. Horan oczywiście chciał zrezygnować z kosza, w końcu jego dziewczyna jest ważniejsza, ale ruda się nie dała. Przypomniała sobie, że kończę tylko godzinę wcześniej niż ona i mogę ją odwieźć. Dlaczego Izzy nie ma samochodu? Wtedy moje życie byłoby o wiele łatwiejsze.
Dlatego stałam teraz pod damskim kiblem, czekając aż Effie i Izzy, która też skończyła już wykłady, skończą opróżniać pęcherze i pindrzyć się przed lustrem, bym mogła wreszcie wrócić do siebie i w spokoju poczytać. No właśnie, w spokoju.
-Dlaczego mi nie odpisałaś? Mam zacząć myśleć, że wymieniasz sprośne smsy z innymi facetami?- książka prawie wypada mi z rąk, gdy w uchu słyszę niski głos. Cholera jasna. Patrzę z wyrzutem na Harrego, a on opiera się ramieniem o ścianę po mojej lewej, odgradzając drogę ucieczki. Unosi nieznacznie ciemną brew, uśmiechając się krzywo pod nosem. Co za palant.
-Miałam inne rzeczy na głowie- mruczę, obrzucając go obojętnym spojrzeniem. Harry uśmiecha się szerzej na moje słowa, a ja wracam do czytania. Inne rzeczy, czyli gadanie o bekanym abecadle z Niallem, rysowanie Zayna i udawanie, że jestem dobrą studentką. Tja.
Nagle chłopak wyrywa mi książkę z ręki i zamyka ją, nie odrywając ode mnie wzroku. Marszczę brwi, patrząc na niego zdenerwowana. Nawet nie włożył zakładki!
-Ja to czytałam!- fukam, ale on oczywiście nic sobie z tego nie robi. Nachyla się do mnie tylko bardziej, zmniejszając i tak już małą odległość pomiędzy nami. Wkładam naprawdę dużo wysiłku w to, by nie zmienić wyrazu twarzy. Jebany Styles.
-Więc masz czas żeby czytać książkę, ale nie masz czasu żeby mi odpisać?- przewierca mnie spojrzeniem zielonych oczu, a ja na chwilę zapominam języka w gębie. Dlaczego w sumie jestem na niego zła? –Czuję się zaniedbany- mówi, wyginając usta w podkuwkę, a ja mrugam zdziwiona i parskam śmiechem, zanim zdążę się powstrzymać. Szlag.
I dokładnie w tej sekundzie drzwi łazienki stają otworem, a ja wpadam na Harrego, zaskoczona. Cholera jasna, na śmierć zapomniałam o tych dwóch w kiblu. Kurwa mać.
Harry szczerzy się do mnie, wyraźnie zadowolony, że stoję tak blisko, wspierając ręce na jego piersi, a ja patrzę wielkimi oczami na Izzy i Effie, które zamarły w pół kroku, wbijając w nas wzrok. Izzy wygląda na zaskoczoną, a Effie na poirytowaną nieco mocniej niż wcześniej. Aż dziwne, że to w ogóle możliwe.
-Witam panie- Harry obdarza je szerokim uśmiechem, jakby sytuacja nie była ani trochę dziwna. Blondynka odwzajemnia gest, będąc pod wyraźnym wrażeniem siły jego uśmiechu. Z bliska robi jeszcze większe wrażenie. Z kolei Effie jakby odrobinę się rozpogadza, ale możliwe, że się przewidziałam. Bo nie jestem pewna czy nawet uśmiech samego Harrego Stylesa mógłby tego dokonać.
-Idziemy?- mruczy ruda, robiąc parę kroków naprzód i rzucając mi zmęczone spojrzenie. Zgadzam się w stu procentach z Izzy. Wygląda paskudnie.
-Jasne- mamroczę, odsuwając się od Harrego. Blondynka i Effie ruszyły już korytarzem zostawiając mnie w tyle i tylko Izzy obraca się co parę kroków, rzucając nam ciekawskie spojrzenia. Jednak chłopak nie chce dać mi jeszcze spokoju, więc łapie za mój nadgarstek i przyciąga do siebie. Podnoszę na niego wzrok, unosząc brew, a on szczerzy do mnie bezczelnie zęby. –Muszę iść- przypominam mu, a on w końcu wzdycha, poddając się. Nie mam pojęcia na co liczył, ale się zdecydowanie przeliczył. Jednak zanim Harry mnie puszcza, nachyla się i całuje w czoło. Mrugam kilkakrotnie, oszołomiona tym nagłym i bardzo delikatnym gestem.
-Do zobaczenia Jackie- obrzuca mnie ostatnim spojrzeniem i odchodzi, zostawiając zbaraniałą przy tych durnych drzwiach od łazienki. Patrzę w ślad za nim i dopiero po chwili orientuję się, że on wciąż ściska moją książkę w rękach. No chyba nie.
-Hej, a moja książka?!- wołam za nim, a on obraca się, obrzucając mnie kolejnym, krzywym uśmieszkiem. Co za koleś.
-Oddam ci ją, gdy będziesz grzeczna!

***

Przez całą drogę do akademika Izzy szczerzyła się do mnie z tylnego siedzenia, co ja starannie ignorowałam. Effie za to patrzyła wciąż w jeden punkt, zmuszając się by nie zasnąć. Mam wrażenie, że te ciągłe drzemki działały na nią jeszcze gorzej. Ale w końcu dotarłyśmy do pokoju, a gdy ruda przekroczyła próg, zdjęła buty, kurtkę, rzuciła je w kąt i wczołgała się do łóżka, gdzie od razu zasnęła. Przysięgam. Rzucam jej krzywe spojrzenie, rozpinając kurtkę. Izzy stoi tuż za mną, przebierając w miejscu nogami i dam sobie rękę uciąć, że ten durny uśmiech wciąż widnieje na jej twarzy. Boże, co za ludzie. Odwracam się wreszcie do niej, unosząc brew. Może, gdy okażę jakieś zainteresowanie to się wygada i da mi spokój. Może.
-Razem wyglądacie tak uroczo! Para idealna!- piszczy, prawie podskakując w miejscu, ale jedno szybkie spojrzenie w stronę łóżka rudej wystarczy, by odrobinę utemperować jej zapał. Siadam na łóżku, kładąc torbę na ziemi obok. Blondynka staje przede mną, nie przestając się tak uśmiechać. Na litość boską.
-Niby kto?- pytam bez większego zainteresowania, zerkając na telefon. Powinnam dać mu tę satysfakcję i w końcu odpisać? Pewnie nie, ale dupek ma moją książkę i Bóg jeden wie kiedy raczy mi ją oddać. Jeśli w ogóle. A wolałabym ją odzyskać, w końcu wydałam na nią swoje ostatnie pieniądze.
-Ty i Harry!- wyrzuca z siebie przyciszonym głosem, a ja zerkam na nią znad komórki. Że co? -Naprawdę do siebie pasujecie.
-Ale ty wiesz, że my nie jesteśmy razem?- unoszę brwi, a ona wywraca oczami na moje słowa, siadając obok. Oczywiście, że wie, ale jakoś nie przywiązuje do tego zbyt wielkiej uwagi. Oczywiście.
-Moglibyście być najsławniejszą parą na całej uczelni. Każdy by was znał. Boże, razem wyglądacie tak pięknie!- rzucam jej dziwne spojrzenie, doskonale wiedząc, że tłumaczenie kolejny raz jak jest naprawdę nie ma sensu. Gdy Izzy sobie coś ubzdura, nie ma siły żeby wybić jej to z głowy. Fantastycznie.
I dokładnie w tym momencie telefon w mojej dłoni zaczyna wibrować, a ja skupiam na nim całą swoją uwagę, mimo, że blondynka wciąż rozpływa się nad moim nieistniejącym związkiem z Harrym Stylesem.
Nadal jesteś niegrzeczną dziewczynką i mi nie odpisujesz.
H.
Uśmiecham się krzywo pod nosem. A to gnojek. Jeszcze mi będzie wypominał. Zupełnie jakby należała mu się moja uwaga. Powinien się cieszyć, że w ogóle odczytuję jego wiadomości. Pod tym względem naprawę tratuję go wyjątkowo.
To ty jesteś niegrzeczny. Zabrałeś moją książkę.
Odpisując mu, zdaję sobie sprawę, że daję mu dokładnie to, czego chce, ale ja naprawdę muszę odzyskać tę książkę. No i, głupio przyznać, naprawdę lubię wymieniać z nim smsy, nawet te sprośne. A to coś nowego.
Myślałem, że dziewczyny lubią niegrzecznych chłopców.
H.
Czasem tęsknię za tym rumieniącym się Harrym, który był zażenowany nieistniejącym bałaganem w jego aucie.
A chłopcy niegrzeczne dziewczyny.
Wysyłam wiadomość i mój wzrok automatycznie wędruje do godziny na ekranie. 15:30. Powinnam się już zbierać do baru. Cholera. Ponownie zgarniam swoje rzeczy i zaczynam się ubierać. Pokazuję Izzy na migi, że jadę do pracy, ale ona jakby mnie nie widziała, pochłonięta swoimi marzeniami o Harrym i o mnie. Świruska.
W biegu odczytuję jeszcze wiadomość.
Osobiście preferuję te lekko sprośne.
H.
Boże, co za głupek. Parskam śmiechem i odpalam silnik, a Rakieta warczy zadowolona.

***

Gdy zmęczona po pracy wracam do akademika, zastaję Effie, która na mój widok podrywa się z łóżka gwałtownie, jakby poparzyło jej tyłek. Unoszę brwi, zdziwiona jej zachowaniem.
-Niall cię w końcu namówił żebyście spróbowali od tyłu?- pytam, a ona tylko wywraca oczami, wręczając mi do ręki moją sportową torbę. Momencik, co tu się dzieje?
-Nie- mamrocze, zakładając włosy za ucho i spoglądając nerwowo na godzinę w jej telefonie. –Ale jeśli chcesz być dobrą przyjaciółką i mu to umożliwić, wyniesiesz się na tę noc z pokoju- mój zmęczony mózg wolno przetwarza jej słowa i docierają do mnie jedynie częściowo.
-Serio chcesz się zgodzić żeby ci wsadził w…
-Nie to jest teraz najważniejsze. Musisz zniknąć na jedną noc. Proszę?- przerywa mi, szczerząc do mnie zęby i próbując wyglądać słodko i niewinnie jakby właśnie przed chwilą nie rozważała seksu analnego z jej chłopakiem. Co się dzieje z tym światem?
-A nie mieliście nocować u Nialla?- staram się ze wszystkich sił wyrzucić wiadomy obraz pojawiający się w mojej głowie. Ruda kręci energicznie głową, a jej zdenerwowanie rośnie z każdą chwilą.
-Jego współlokator wszystko pomylił i przyprowadził do nich swoją dziewczynę. Nie mamy wyjścia- posyła mi zdesperowane spojrzenie, błagając bym zrozumiała.
-A gdzie ja mam spać?- marszczę brwi, bo średnio spodobał mi się ten pomysł. Myślałam, że jak zwykle po pracy będę mogła wziąć gorący prysznic a potem się wyspać we własnym łóżku, ale jak widać nie można mieć wszystkiego.
-U Izzy. Mówiła, że nie ma problemu i, że jej współlokatorka i tak mówiła, że nie wraca na noc- czy dzisiaj jest jakiś Dzień Spania w Nie Swoim Łóżku czy co? Effie błaga mnie spojrzeniem, zagryzając wargę, a ja w końcu wzdycham i zarzucam torbę na ramię. Jestem za dobą przyjaciółką, by psuć ich bujne życie seksualne.
-No dobra- wzdycham, a ona piszczy i rzuca się na mnie, cmokając w policzek. –Ale nie chcę potem słyszeć ani słowa, że „nie możesz siedzieć” albo „robienie kupy wprawia cię w dyskomfort”- cytuję efekty uboczne seksu analnego, które przeczytałyśmy jakiś czas temu na jakiejś stronie internetowej. Effie lubi być przygotowaną, a ja byłam po prostu ciekawa.
-Nie martw się. Jesteś najlepsza Jack, kocham cię- wyrzuca z siebie z ogromnym uśmiechem, a ja macham na nią ręką, chwytając klamkę.
-Wisicie mi z Niallem dużą pizzę- ruda kiwa energicznie głową na moje słowa, zapewniając, że dostanę swoje jedzenie i dosłownie wypycha mnie siłą na korytarz. A gdy się odwracam, by życzyć jej powodzenia, zamyka mi drzwi przed nosem. Unoszę brwi. Milutko.
Ponownie wzdycham, poprawiając na ramieniu sportową torbę i idę korytarzem do pokoju Izzy. Gdy ciągnę za klamkę, a ona nie ustępuje, zaczynam walić w drzwi. Jestem naprawdę zmęczona, a jedyne o czym marzę, to prysznic i łóżko.
Gdy po kilku minutach intensywnego dobijania się do drzwi i dzwonienia do blondynki, wiem, że jestem w dupie. Izzy zasnęła, a to znaczy, że obudzi się dopiero za kilka godzin. Zajebiście. Co ja mam teraz niby zrobić?
Wzdycham i odwracam się na pięcie, by wrócić do pokoju i wyjaśnić wszystko Effie, gdy dostrzegam Nialla, który z szerokim uśmiechem na ustach podchodzi do naszych drzwi, nawet mnie nie zauważając. Jest cały podekscytowany i widać, że ledwie może ustać w miejscu. Po chwili ruda otwiera mu i dosłownie wciąga go do środka, od razu przechodząc do rzeczy. Cudownie. Gdzie ja mam teraz spać?
Nagle do głowy przychodzi mi szalony pomysł i jest na tyle szalony, że przez chwilę rozważam czy to na pewno dobry pomysł. Ale w końcu stwierdzam, że to moje jedyne wyjście i chcąc nie chcąc, ruszam w stronę parkingu. Po prostu fantastycznie.

***

Wślizgnęłam się do środka budynku, akurat, gdy jakiś przygarbiony facet wychodził ze swoim buldogiem na spacer. Nie wydawał się zdziwiony widokiem młodej dziewczyny, która w nocy z torbą na ramieniu chodzi do jego budynku. Pewnie sąsiedzi zdążyli się do tego przyzwyczaić. Taaa.
Wciskam w windzie trzecie piętro i wbijam wzrok w podłogę. Mam nadzieję, że nie przyjmuje akurat kogoś innego i będę mogła przenocować. Wystarczy mi kanapa w salonie. Serio.
Zagryzam wargę, gdy winda się zatrzymuje i wychodzę na korytarz. Idę przez chwilę w ciszy po bordowym dywanie na korytarzu, ponownie zastanawiając się jakim cudem go na to wszystko stać. Po chwili już stoję pod ciemnymi drzwiami ze złotym numerem. C69. Dlaczego dobór numeru mieszkania wcale mnie nie dziwi?
Tym razem przygryzam wnętrze policzka i pukam trzykrotnie w ciemne drewno drzwi. Cholera jasna, co ja najlepszego wyrabiam? Czy mnie już do końca pojebało? Nie powinno mnie tu być. Nie wiem co sobie myślałam, ale zmęczenie zdecydowanie nie służy podejmowanym przeze mnie decyzją.
I już mam się odwrócić i uciec gdzie pieprz rośnie, gdy drzwi nagle stają otworem, a do moich uszu dobiega znajomy głos.
-Jackie?
Kurwa mać.