19 lutego 2017

5.

         Po raz kolejny łapię się na tym, że gapię się na Harrego z wargą między zębami. To już zaczyna się robić dziwne. Serio. Mrugam kilkakrotnie, gdy mój wzrok skupia się na zegarku na jego nadgarstku, gdy przeczesuje dłonią włosy. 17:15. Cholera, jestem spóźniona! Znowu.
-O kurwa- wyrywa mi się, a on spogląda na mnie zdziwiony, unosząc ciemną brew. W pośpiechu przeczesuję moją torebkę w poszukiwaniu telefonu, gdy nagle przypominam sobie, że włożyłam go do kieszeni kurtki. Ja pierdole. 5 nieodebranych połączeń i 7 wiadomości od Liama. Nosz kurwa mać. –Cholera jasna- warczę, rozglądając się dookoła spanikowana. Mam przejebane. Kurwa mać. Harry przygląda mi się przez cały czas, lekko zaniepokojony.
-Coś się stało?- pyta w końcu, a ja spoglądam na niego, przygryzając usta, na co marszczy lekko brwi.
-Jestem już spóźniona. Znowu- wzdycham, łapiąc się za głowę. Nagle mój telefon zaczyna wibrować i na ekranie dostrzegam zdjęcie Liama. –Kurwa. Muszę lecieć- mówię, cofając się. Harry wygląda jakby chciał coś powiedzieć, ale nie daję mu na to szansy. –Na razie Styles!- rzucam i ruszam przed siebie biegiem. Zanim przykładam telefon do ucha, słyszę jeszcze wołanie:
-Trzymaj się Black!
***
Dosłownie wbiegam na zaplecze, ledwo wyrabiając na zakręcie. Chowam kurtkę i torebkę do szafki, wciągam przez głowę czarną koszulkę z logo knajpy i zawiązuję czarny fartuszek w pasie. W następnej sekundzie podchodzi do mnie Liam ze zmarszczonymi brwiami.
-Spóźniłaś się. Znowu- przypomina, krzyżując wytatuowane ramiona na wyrzeźbionej piersi. Rzucam mu skruszone spojrzenie i przepraszający uśmiech, gdy sięgam po czarną tacę i ruszam na salę.
-Wiem, przepraszam. Po prostu dzisiejszy dzień był zwariowany- tłumaczę się, a on gromi mnie spojrzeniem brązowych oczu. –To się więcej nie powtórzy. Słowo skauta- przyrzekam, kreśląc krzyż na sercu. Liam jeszcze przez chwilę patrzy na mnie spod zmarszczonych brwi, ale w końcu wzdycha. Wiem, że wygrałam to starcie.
-Ty nigdy nie byłaś skautem- zauważa, a ja wzruszam ramionami z szerokim uśmiechem.
-Słuszna uwaga- przytakuję, a chłopak chichocze. Cały on. Słodki, miły, pomocny Liam. Może i z tym zarostem, milionem tatuaży i dość widocznymi mięśniami wygląda na typa, z którym nie chciałoby się zadzierać, ale jest jedną z najmilszych, najbardziej kochanych osób jakie znam.
-Bierz się wreszcie do pracy. Nie za to ci płacimy- wzdycha pokonany, a ja posyłam mu kolejny stuwatowy uśmiech i żartobliwie salutuję.
-Ta jest, szefie!- Liam tylko wywraca oczami i staje za barem. Kurde, mam chyba dzisiaj farta. Zadowolona, że i tym razem mi się upiekło, pędzę do stolika, przy którym siadają nowi goście.
***
O 21 tłok jest niesamowity i ledwo wyrabiamy z całym tym tłumem. Lawiruję między stolikami i latam z tacą pełną piwa i innych przekąsek jak jakaś pierdolona modelka na wybiegu. No tak, niedzielny wieczór. Jestem cholernie zadowolona, że jeszcze ani razu się nie potknęłam ani nic nie wylałam. Robię się w tym coraz lepsza. Może to czas, by porozmawiać z Liamem o podwyżce. Co prawda wiem, że to nie on podejmuje takie decyzje, bo to knajpa jego ojca, ale spróbować zawsze można.
Akurat, gdy mam zanieść zamówienie do 7, gdzie lekko poirytowana kobieta czeka na swoje frytki z chili i colę, Liam łapie mnie za ramię i bierze moją tacę. Patrzę na niego, unosząc brwi.
-Idź do 13. Becka nie wyrabia. Ja zaniosę to zamówienie- instruuje mnie, a ja bez słowa kiwam głową i wykonuję jego polecenie. Ta cała Becka jest nowa i przez nią mam dwa razy więcej roboty. Rozumiem, że każdy na początku może mieć problemy, ale ona serio jest koszmarna. Wciąż myli zamówienia, tłucze coś albo zagaduje przystojniejszych klientów przez co później muszę obsługiwać jej stoliki, bo nie wyrabia. Tak, jak teraz.
Lawiruję między stolikami, krocząc w półmroku baru. Słabe oświetlenie lamp i kolorowe neony dają przyjemny półmrok. W sumie ta knajpa z tym klimatem, muzyką na żywo, tematycznymi plakatami, zdjęciami na ścianach i ciemnymi boksami jest dobrym miejscem na pierwszą randkę. Pewnie gdybym tu nie pracowała od roku, przyszłabym tu na jedną. Gdybym jeszcze chodziła na randki oczywiście.
Podchodzę do dużego boksu ze skórzanymi, bordowymi siedzeniami z numerem 13, przywołując na usta służbowy uśmiech.
-Dobry wieczór. Co państwu podać?- pytam, wyciągając ołówek i notesik z kieszeni czarnego fartuszka. Dopiero teraz przyglądam się klientom. Grupa studentów w skórzanych kurtkach i z tatuażami wystającymi spod ich rękawów. Dziwne, dałabym sobie rękę uciąć, że skądś ich znam…
-Black?- niski, znajomy głos dzwoni w moich uszach jak alarm, a ja mrugam kilkakrotnie, przyzwyczajając oczy do półmroku. Marszczę brwi dostrzegając błysk znajomej zieleni i lekki uśmiech na różowych ustach. No to są kurwa jakieś żarty.
-Styles? Śledzisz mnie czy jak?- pytam, a on uśmiecha się szerzej, ukazując dołeczki w policzkach. Jego dwaj kumple patrzą to na mnie, to na niego, najwyraźniej nic nie rozumiejąc.
-Chyba jestem marnym detektywem, skoro wciąż na mnie wpadasz- mówi, a ja szczerzę się jak idiotka, gapiąc się na niego.
-Nie żebym narzekała. Lubię na ciebie wpadać, zwłaszcza, gdy jesteś rozebrany- Harry chichocze na moje słowa, a ja czuję dziwny ucisk w piersi na ten dźwięk. Jebany kac. Gapimy się na siebie w ciszy jeszcze przez jakiś czas, szczerząc się do siebie, gdy kumple Harrego przerywają nam, mając już dość.
-Hej, jestem Zayn. Miło poznać- ciemnowłosy, cholernie przystojny mulat wyciąga do mnie wytatuowaną rękę, a ja ją ściskam, lekko przytłoczona jego atrakcyjnością. Z bliska jest jeszcze przystojniejszy. Cholera, jak bardzo.
-Jack. Jack Black- mówię, posyłając mu uśmiech. Odwzajemnia go, a moje serce staje na moment na ten widok. Ja pierdole. Drugi chłopak wyciąga do mnie dłoń, uśmiechając się uroczo. Ma zaczesane ku górze brązowe włosy, radosne niebieskie oczy i lekki zarost. Odwzajemniam gest, marszcząc lekko brwi.
-Louis Tomlinson. Wiele o tobie słyszałem- mówi, a ja wymuszam uśmiech, czytając między wierszami. Oczywiście, że wiele o mnie słyszał. Atmosfera w boksie się zagęszcza. Czy on musiał to kurwa powiedzieć? Teraz pewnie wszyscy wyobrażają sobie te wszystkie sceny, które i tak nigdy nie miały miejsca. No ja pierdole.
-A ja o tobie nie- unoszę brew, kończąc temat. Zayn śmieje się, dotykając językiem zębów, a ja czerpię dziwną przyjemność z tego widoku. Harry przewierca mnie spojrzeniem z głębi boksu, co silnie staram się ignorować. Jeszcze tego brakowało żeby zaczął sobie nie wiadomo co o mnie myśleć. –Więc co będzie dla was?- pytam, czując jak humor mi się psuje. No kurwa zajebiście. A ten dzień zapowiadał się tak dobrze.
Bez słowa spisuję ich zamówienie. Przez cały czas czuję na sobie spojrzenie Harrego, ale ponownie to ignoruję. Posyłam im kolejny wymuszony uśmiech i ruszam do baru. Czuję, że za mną idzie, nawet nie musząc sprawdzać. A temu kurwa co? Podaję Nancy zamówienie i sięgam spod lady dwa kufle. Zaczynam napełniać pierwszy, gdy on podchodzi do baru.
-Przepraszam za Louisa. Czasem nie myśli zanim coś powie- mówi, gdy uparcie wbijam wzrok w bursztynowy płyn w kuflu. –No dobra, często nie myśli zanim coś powie- dodaje, a ja marszczę brwi i odstawiam pełen kufel, w końcu na niego patrząc. Marszczy zmartwiony brwi i przeczesuje nerwowo ciemne włosy. Ten widok dekoncentruje mnie na chwilę, co on wykorzystuje, nie dając mi dojść do słowa. –Nie przejmuj się nim, to idiota.
-Niby dlaczego miałabym się nim przejmować?- pytam w końcu, a on patrzy na mnie zaskoczony. –Przecież nie powiedział nic nowego. Wszyscy znają te plotki- wychodzi o wiele ostrzej niż zamierzałam, a chłopak unosi brwi. Wzdycham. –Serio. Nic mi nie jest- Harry nie wygląda na przekonanego.
-Jesteś pewna? Wyglądasz na wkurzoną.
-Tak. Po prostu… po prostu to był długi dzień i boli mnie głowa- uśmiecham się lekko, a chłopak przez chwilę lustruje mnie wzrokiem. W końcu marszczy lekko brwi i kiwa głową.
-Jasne- mówi tylko, a ja wiem, że go nie przekonałam. Cholera, myślałam, że jestem dobra w wciskaniu kitu. Chyba wyszłam z wprawy. –Masz rację, to był długi dzień- dodaje, posyłając mi uśmiech. Ten chłopak jest taki… intrygujący. Tak, to dobre słowo. Jest cholernie intrygujący i sprawia, że chcę go poznać z każdą chwilą coraz bardziej. Dziwne. Przez chwilę śledzę wzrokiem jego szerokie plecy, zanim wracam do napełniania kufli piwem.
***
Gdy o 24 wychodzę z baru, przez chwilę szukam kluczyków od samochodu w torebce. Dopiero potem przypominam sobie, że przyszłam pieszo.
-No kurwa mać- jęczę, uświadamiając sobie, że czeka mnie trzydziestominutowy marsz ciemnymi ulicami Londynu, który o tej porze nie jest zbyt przyjemnym miejscem dla samotnej dziewczyny. Pewnie mogłabym wynająć taksówkę, ale zwyczajnie mnie na nią kurwa nie stać. Jebane życie studenta. –Zajebiście.
-Nie klnij tak. Młode, piękne damy nie powinny się wyrażać w ten sposób- podskakuję w miejscu, słysząc głos gdzieś z tyłu. Odwracam się, gotowa w każdej chwili do widowiskowego kopniaka w krocze i ucieczki, gdy z cienia nieopodal wyłania się Harry z szelmowskim uśmiechem. Łapię się za serce, gromiąc go spojrzeniem.
-Boże, prawie padłam na zawał- mówię, a on wciąż się szczerzy, przeczesując włosy dłonią. Dupek. –Co ty tu robisz? Jest 24, nie powinieneś teraz spać czy coś? Nie masz jutro zajęć?- pytam, a gdy zdaję sobie sprawę, że brzmię jak zrzędliwa matka, marszczę brwi. –Znaczy, co tu robisz?- poprawiam się, a on się śmieje.
-Cóż, po prostu kręciłem się po okolicy i wpadłem na ciebie, gdy wychodziłaś z baru- wzrusza ramionami w zbyt nonszalancki sposób, bym to łyknęła. Unoszę brew, krzyżując ręce na piersi, a on drapie się w kark, spuszczając wzrok. –Nie chcę żebyś wzięła mnie za jakiegoś psychopatę czy coś…- urywa, zerkając na mnie niepewnie, a gdy dostrzega upór w moich oczach, wzdycha i ponownie spuszcza wzrok. –Zapytałem kiedy kończysz i stwierdziłem, że poczekam i odwiozę cię do domu, bo nie masz tu auta i niebezpiecznie jest wracać do domu samemu, zwłaszcza, gdy jest się młodą, atrakcyjną dziewczyną- mamrocze, a jego słowa są tak słodkie, że nie mogę przestać uśmiechać się jak idiotka. No kurwa. Harry czeka w napięciu, zapewne myśląc, że zacznę się wydzierać albo robić inny syf, ale gdy to nie następuje, podnosi na mnie zdziwiony wzrok. Gdy widzi jak się szczerzę, dziwi się jeszcze bardziej.
-Cóż, to bardzo miło z twojej strony- mówię wreszcie, a on jeszcze przez chwilę gapi się na mnie zbaraniały, zanim się uśmiecha. –Naprawdę nie musiałeś tego robić, ale doceniam i dziękuję- dodaję, a on wbija wzrok w swoje buty, kopiąc jakiś kamyk. Nawet w słabym świetle latarni potrafię dostrzec jego czerwone policzki. Przygryzam wargę, podchodząc do niego o krok. –Jedziemy? Trochę tu zimno- naciągam rękawy kurtki na zmarznięte dłonie, a on podnosi na mnie wzrok i kiwa nieznacznie głową, prowadząc mnie do swojego czarnego mustanga.
Przyjemne ciepło rozchodzi się po moim ciele, gdy Harry podkręca klimatyzację. Pewnie zauważył jak szczękam zębami. I pewnie nie powinnam nosić tylko skórzanej kurtki o tej porze roku, ale nie czuję się jeszcze psychicznie gotowa na tę zimową. Wyglądam w niej jak przerośnięty goryl. W dodatku pół twarzy zakrywa mi gruby szalik a resztę wielki kaptur z puszkiem wokół. Ogólnie zimą mało mnie widać spod sterty ubrań, którą zazwyczaj noszę. Ale nieważne jak grubo się ubiorę, zawsze, gdy wyjdę choćby na chwilę na zewnątrz, mój nos robi się czerwony i wyglądam jak jakiś pieprzony pijak spod supermarketu. A kiedy się wygląda jak pieprzony pijak, trudno kogoś poderwać.
-Cieplej ci? Widziałem jak się trzęsiesz- jego niski głos przerywa moje rozmyślania. Mrugam kilkakrotnie, spoglądając na jego profil, gdy marszczy brwi, skupiony na drodze.
-Tak, już jest okej- mówię i wciągam głośniej powietrze, gdy jedna z jego dużych dłoni łapie obie moje i delikatnie ściska, pocierając kciukiem. Nie mogę powstrzymać dreszczy spowodowanych jego dotykiem, a on to zauważa.
-Nadal drżysz- spogląda na mnie, wciąż marszcząc brwi, a ja tłumię chichot, chcący wyrwać się z mojego gardła. To zdecydowanie nie z zimna, Styles. –Nie powinnaś już nosić tej kurtki. Jest na nią za zimno- karci mnie, spoglądając na skórzaną kurtkę, którą mam na sobie.
-Ja…- urywam, gdy zatrzymuje się na światłach i robi coś cholernie dziwnego- ściąga swoją zamszową kurtkę z wełnianym kołnierzem, która jest zdecydowanie grubsza od mojej i nakrywa mnie nią. Jestem zbyt zaskoczona, by móc cokolwiek zrobić. Gapię się po prostu na niego, siedzącego tylko w białym T-shircie i dżinsach, otoczona jego przyjemnym zapachem mocniej niż zazwyczaj. Ściskam wnętrze kurtki, odkrywając więcej miękkiej wełny. –Em, dzięki- mamroczę, niezdolna by powiedzieć coś więcej. Harry posyła mi jeszcze jedno spojrzenie spod zmarszczonych brwi i rusza do przodu. Okej. Kim jest ten chłopak i co zrobił z tym cholernym podrywaczem Harrym Stylesem, którego wszyscy znają? Nie mam pojęcia, ale muszę przyznać, że jestem przyjemnie zaskoczona. Zdecydowanie wolę tego Harrego.
***
Ze snu wyrywa mnie czyjaś ciepła dłoń na ramieniu i cichy głos tuż przy uchu.
-Wstawaj śpiąca królewno, jesteśmy na miejscu- mruczę coś niezrozumiałego w odpowiedzi i wiercę się na łóżku. Znaczy, myślałam, że to łóżko, ale jest mniejsze i strasznie niewygodne. I w zasadzie to siedzę, a nie leżę. Co do chuja? Otwieram wolno oczy i mrugam nimi kilkakrotnie, odzyskując ostrość widzenia. Rozglądam się po wnętrzu samochodu, a gdy mój wzrok zatrzymuje się na uśmiechniętym Harrym, marszczę brwi.
-Sorki, nie chciałam zasnąć- mamroczę, pocierając czoło. Harry uśmiecha się szerzej, unosząc brwi.
-Zdążyłem przywyknąć- posyła mi znaczące spojrzenie, a ja szybko odwracam głowę, by nie dostrzegł rumieńców na moich policzkach. Cholera. Wydaje się jakby minęły wieki a nie kilkanaście godzin odkąd wyszłam z nim z imprezy. Przygryzam wargę, gdy zdaję sobie sprawę, że wciąż jestem przykryta jego kurtką.
-Dzięki- mówię oddając mu ją. Patrzy na mnie przez chwilę z lekkim uśmiechem, a potem ją zakłada. Szkoda, zdążyłam polubić widok tatuaży na jego silnych ramionach. –Za wszystko. Jeszcze raz- dodaję, łapiąc za klamkę. Harry nic nie mówi i już mam wychodzić, gdy zatrzymuję się w pół ruchu. Odwracam się do niego, a on unosi pytająco brwi. Przygryzam wargę i nachylam się szybko zanim zmienię zdanie. Całuję go w policzek i odsuwam się, by zobaczyć jak otwiera lekko usta zdziwiony. Tłumię chichot i posyłam mu ostatni uśmiech. –Pa, Styles- żegnam się z nim dzisiaj chyba po raz tysięczny i ostatni. Chłopak patrzy na mnie, wciąż lekko zdziwiony.
-Cz-cześć, Black- mamrocze, a ja wysiadam z auta i nie oglądając się za siebie ruszam do akademika. Uśmiecham się pod nosem, gdy słyszę warkot silnika dopiero, gdy otwieram drzwi wejściowe. Naprawdę lubię tego Harrego. Cholera.

16 lutego 2017

4.

         Przymykam oczy, masując pulsujące skronie, a gdy je otwieram oni wciąż tam są. Siedzą na łóżku Effie i gromią mnie spojrzeniem, czekając aż wszystko im wyjaśnię. Cholernie trudno było ich przekonać, że opowiem im o tym, gdy już będziemy w pokoju.  Nie miałam najmniejszej ochoty na sceny przed akademikiem. Ledwie zdołałam przekrzyczeć przekleństwa Nialla. On i te jego pierdolone irlandzkie geny. Wzdycham już chyba po raz milionowy dzisiaj, rezygnując z próby złagodzenia bólu. Powinnam się tego spodziewać po tych wszystkich drinkach i shotach. Kurwa.
-Do niczego nie doszło- mamroczę, marszcząc brwi. Oni nie wyglądają na zbytnio przekonanych, nadal siedząc z tymi naburmuszonymi minami wkurzonych siedmiolatków. No ja pierdole. –No dobra, do niczego poważnego- prostuję, dzielnie wytrzymując siłę ich spojrzenia, a Izzy w końcu wzdycha, wyraźnie spokojniejsza. Jednak ruda Effie i jej blond chłopak wciąż nie dają za wygraną. Wywracam oczami. –Nie uprawiałam seksu z Harrym Stylesem, okej?- warczę, krzyżując ręce pod biustem. Sztyletują mnie zielono-niebieskim spojrzeniem jeszcze przez chwilę, a potem poddają się. Atmosfera w pokoju staje się wyraźnie lżejsza. Gdyby nie bolała mnie tak głowa może nawet bym się na to uśmiechnęła.
-Więc dlaczego wróciłaś dopiero teraz?- cichy, ale zdecydowany głos Effie przecina powietrze, a ja zerkam na nią, zagryzając wargi by nie wybuchnąć. Do kurwy nędzy, jestem już dorosła i naprawdę nie potrzebuję niańki sprawdzającej mnie na każdym pierdolonym kroku. Wypuszczam głośno powietrze, czując na sobie ciężar trzech spojrzeń.
-Bo zasnęłam- mówię, ze wszystkich sił panując nad swoim głosem. Ruda brew Effie unosi się wysoko, a ja mam ochotę rzucić czymś w ścianę. –Do chuja, byłam tak pijana, że zasnęłam zanim do czegokolwiek doszło!- cedzę przez zęby, a usatysfakcjonowana dziewczyna wbija wzrok w swój telefon.
-I on tak po prostu pozwolił ci zostać? Przecież to Harry Styles- mówi Niall, jakby to było logiczne. Bo w sumie było. Ale jak się okazuje, jednak nie do końca. Wzdycham.
-Cholera, tak, pozwolił mi zostać. Tak po prostu- warczę, ciskając mu gniewnym spojrzeniem.
-To dziwne. I jeszcze cię odwiózł- dodaje Izzy, wtykając palce w dziury na swoich dżinsach. Całą uwagę skupia na wykonywanej czynności, a jej słowa wydają się przypadkowe. Jednak znam ją na tyle, by wiedzieć, że wcale nie były takie przypadkowe. Ona też wciąż mi nie ufa. Słodka, kochana Izzy. Co się do chuja dzieje z tym światem.
Żeby kompletnie nie wybuchnąć, wstaję i podchodzę do szafy, wybierając z niej czyste ubrania. Staję za jej otwartymi drzwiami i zaczynam się rozbierać. Dla pewności, ciskam skórzaną kurtką w Horana, który mruczy coś pod nosem. Wciągam przez głowę zwykły szary T-shirt uczelni i dopasowane jasne dżinsy. Brudną bieliznę i ubrania z wczorajszego dnia wrzucam do kosza na brudy. Przez cały czas jestem boleśnie świadoma spoczywających na mnie spojrzeń. W końcu wzdycham.
-Nie wiem czemu to kurwa zrobił. Też byłam zdziwiona. Jak się okazuje Harry Styles wcale nie jest takim chujem, za jakiego go wszyscy mają- mówię z przyzwyczajenia sprawdzając telefon. Zero wiadomości. Znaczy, zero takich, które by mnie interesowały. Gdy wreszcie na nich spoglądam mają niepewne miny. Izzy wciąż skubie swoje dżinsy, przygryzając pełne wargi. Effie opiera rudą głowę o ramię swojego chłopaka, który jakby mechanicznie, nie do końca tego świadomy, rysuje wzroki palcem na jej drobnym ramieniu. Razem wyglądają naprawdę uroczo. Niall z tymi wszystkimi tatuażami, irlandzkim akcentem, blond odrostami i ciepłym uśmiechem i Effie z burzą rudych włosów, milionem piegów i wzrostem skrzata. O dziwo, to Niall jest tym słodkim i uroczym. Effie jest wredna i cholernie wkurzająca. Ale jest moją współlokatorką i muszę ją jakoś znosić. Cóż, przyjaciół się nie wybiera. Nie w moim wypadku.
-To naprawdę dziwne. Ale miło z jego strony- ciszę przerywa Izzy, a jej piękną twarz rozjaśnia nieznaczny uśmiech. Gapię się na nią przez chwilę i łapię się na tym, że mam ochotę odwzajemnić gest, zupełnie zapominając, że jestem na nich wkurwiona za traktowanie mnie jak jakiegoś pieprzonego bachora.
-Może wróćmy do tego jak głupio zachowała się wczoraj Jack, chcąc stracić dziewictwo z Harrym Stylesem- nawraca Horan, a ja jęczę. Boże, myślałam, że już skończyliśmy ten temat. No ja pierdole. Wszyscy myślą, że już nie jestem dziewicą, więc co za różnica? Chyba nikogo nie powinno obchodzić z kim uprawiam seks, a z kim nie do cholery. Gromię chłopaka spojrzeniem, a on je dzielnie znosi, marszcząc ciemne brwi.
-Moje dziewictwo to nie wasz pieprzony interes- ucinam, sięgając po grubą książkę z szafki nocnej. Uspokajam się nieco, czując jej znajomy ciężar i wyczuwając przyjemny zapach kurzu. Otwieram na zaznaczonej stronie i wciskam okulary na nos, zupełnie ignorując tę Świętą Trójce, która z niewiadomych powodów uwielbia się mnie czepiać i prawić kazania. „Jack, nie możesz tak po prostu stracić dziewictwa z pierwszym lepszym facetem poznanym na imprezie”. A, gdy im powiedziałam, że to nie będzie nikt przypadkowy, tylko Harry Styles, wkurzyli się jeszcze bardziej. Jakby pierwszy w życiu seks był czymś wielkim. Powinni się cieszyć, że wybrałam do tego takiego, można powiedzieć, profesjonalistę, a nie jakiegoś żółtodzioba, który nie miałby o niczym zielonego pojęcia. Powinni być zadowoleni, że w pewnym sensie to przemyślałam i zaplanowałam. Ale nie, im w dupach ciągle źle.
-Jack, serio, posłuchaj. Kiedy w końcu zrozumiesz, że to nie jest zwykła rzecz, której możesz się tak po prostu pozbyć jak niechcianego śmiecia?- kontynuuje Effie, a ja wywracam oczami.
-Kiedy to właśnie jest zwykła rzecz, której chcę się pozbyć. I to jak najszybciej- mówię, a dziewczyna jęczy, uderzając głową w ramię swojego chłopaka. Niall oplata ją w talii i przysuwa bliżej siebie. Wywracam oczami na ich pokaz wzajemnej miłości. –Poza tym i tak wszyscy myślą, że nie jestem dziewicą od piętnastego roku życia i co tydzień mam innego faceta. Więc co za różnica?
-Ale my wiemy, że jest inaczej i nie możemy pozwolić ci na tak głupie zachowanie- powtarza Niall, a ja spoglądam na ekran wibrującego telefonu. Wzdycham na kolejną wiadomość od tego dupka, z którym obściskiwałam się na zeszłotygodniowej imprezie. Tylko go całowałam i może odrobinę więcej, a on od razu ześwirował. Zdobył mój numer i od tego czasu ciągle do mnie wypisuje, prosząc o spotkanie. Co za idiota. Myśli, że może mnie mieć. Był co prawda przystojny, ale to typ półgłówka ze szkolnej drużyny. Studiuje jakieś sportowe gówno, a jakże. Nawet nie pamiętam jakie, gdy mi o tym mówił byłam skupiona na czymś innym. Zresztą, nawet jakbym nie była, miałabym to w dupie. Co może mnie to obchodzić? Ja tylko chciałam się zabawić, a nie poznać historię jego życia.
Nagle mój wzrok skupia się na godzinie, a ja klnę cicho pod nosem. 14:30. Już jestem spóźniona. W pośpiechu chwytam swoją skórzaną, brązową torbę na ramię i wrzucam do niej portfel, książkę i telefon. Zgarniam klucze z szafki i biorę od Horana moją skórzaną kurtkę.
-Gdzie ty idziesz? Jeszcze nie skończyliśmy rozmawiać- zauważa rudowłosa, gdy w pośpiechu sznuruję niskie, czarne trampki.
-Jestem spóźniona na zajęcia z malarstwa- rzucam, prawie biegnąć do drzwi.
-Ale J…
-Widzimy się później. Pa!- zamykam drzwi i nie mogę ukryć krzywego uśmiechu, gdy pędzę przez kampus jak oszalała. Przynajmniej tym razem mi się upiekło. Ale zobaczymy na jak długo.
***
Gdy wchodzę do pracowni, wszyscy już zajmują swoje miejsca, a profesor Galvin pochrapuje cicho, leżąc wyciągnięty w rogu na jego słomianym fotelu, w jednej z tych jego dziwnych piżamowych par spodni, lnianej koszuli i z milionem drewnianych koralików na szyi i ręce. Jego stopy w sandałach drżą lekko, gdy najciszej jak potrafię zajmuję swoje miejsce. Rzucam kilka uśmiechów do znajomych twarzy, gdy zakładam lniany fartuch, poznaczony w kilku miejscach farbą. Schylam się po ołówek i dopiero teraz zdaję sobie sprawę z obecności modela pośrodku pracowni. Obecności nagiego modela. Nagiego, cholernie gorącego modela. Moje stanowisko jest w pierwszym rzędzie, jakieś dwa metry od jego nagiego tyłka. Dziwnie znajomego tyłka. Cholera, gdzieś go już widziałam. Marszczę brwi, w skupieniu gapiąc się na jego nagą pupę. Moment, to niemożliwe. Czy to…
-Styles?- zdaję sobie sprawę, że powiedziałam to na głos, dopiero, gdy zamiast tyłka widzę miskę z owocami, przysłaniającą strategiczne miejsce modela. Mój wzrok prześlizguje się po znajomych tatuażach na ramionach i torsie, a ja pluję sobie w brodę, że dopiero teraz je zauważyłam. Zamieram, napotykając znajomą zieleń. O Boże. Ludzie gapią się na mnie, marszcząc brwi. Pewnie nieczęsto zdarza się im rozpoznawać kogoś po nagim tyłku. Ale co oni mogą wiedzieć o życiu. Zupełnie ich ignoruję, całkowicie skupiona na szerokim uśmiechu i uroczych dołeczkach w policzkach.
-Black. Miło cię znowu widzieć. Nie spodziewałem się ciebie tutaj- mówi i zdaje się, że fakt, że stoi zupełnie nagi w pomieszczeniu pełnym ludzi, którzy uwieczniają jego piękne ciało na płótnie wcale nie robi na nim wrażenia. I pewnie tak właśnie jest. –Co tu robisz? Myślałem, że psycholodzy nie interesują się sztuką- unosi ciemną brew, a ja potrafię się tylko na niego gapić, stojąc w tym idiotycznym fartuchu i wciąż ściskając w ręce ten durny ołówek. Nagi Harry. W mojej pracowni. Jasna cholera.
-Cóż, jak widać nie wszyscy- mamroczę, a on uśmiecha się szerzej, dostrzegając moje zmieszanie. Mrugam kilkakrotnie, walcząc z szokiem. –Nie myśl tak szablonowo Styles. Poza tym, ja mogłabym powiedzieć, że to raczej niespotykane by angliści pozowali nago na dodatkowych zajęciach z malarstwa w weekendy- krzyżuję ręce pod biustem i uśmiecham się pod nosem, a on śmieje się na moje słowa.
-No dobra. Masz mnie- unosi jedną rękę, a mi chwilę zajmuje zrozumienie, dlaczego tylko jedną. Mój wzrok mimowolnie wędruje do miski na wysokości jego krocza i przygryzam wargę. –Co robisz potem?- unoszę na niego wzrok, dostrzegając iskierki rozbawienia w jego oczach. Cholera. Razi mnie kolejnym stuwatowym uśmiechem, a ja prawie zapominam o co pytał.
-W sumie to nic- wzruszam ramionami, wciskając dłonie w tylne kieszenie dżinsów. Jestem kurewsko zadowolona, że ostatecznie wybrałam je zamiast luźnych, starych dresów, które chciałam ubrać.
-Masz ochotę na spacer?- pyta, a ja prawie krztuszę się powietrzem. Czy ja właśnie się przesłyszałam? Lekko otwieram usta, gapiąc się na niego, ale zaraz je przygryzam, dostrzegając jego krzywy uśmieszek.
-Jasne- zgadzam się, nie mogąc ukryć uśmiechu, wpływającego na moje usta. Harry odwzajemnia ten gest, a ten widok jest tak piękny, że dziewczyna po mojej lewej zaczyna szybciej kreślić ołówkiem, chcąc to uwiecznić. Wcale jej się nie dziwię.
-Okej- mówi tylko i ponownie odwraca się do mnie tyłem. Przez chwilę po prostu stoję, gapiąc się na niego z głupim wyrazem twarzy. Ale po chwil trzeźwieję i mój wzrok zsuwa się po jego plecach, zatrzymując na wiadomym miejscu. –Nie gap się tak Black. Lepiej dobrze odwzoruj mój boski tyłek, bo mam zamiar to sprawdzić- słysząc jego niski głos, zagryzam mocno wargi, by się nie roześmiać.
***
Półtorej godziny mija strasznie szybko, a ja niezadowolona patrzę jak Harry naciąga na swoje nagie ciało niebieski szlafrok. Z irytacją zauważam, że nie jestem jedyną, która tego żałuje. Gromię spojrzeniem grupkę dziewczyn czatujących na niego przy wyjściu. Jeśli myślą, że mogą do niego zagadać to są w błędzie. Blondynka stojąca na ich przedzie odwzajemnia moje spojrzenie, ale gdy unoszę brew, zarzuca swoimi puklami i wychodzi, ciągnąc za sobą swoje koleżanki. I tak powinno być.
-Gotowa?- byłam tak zajęta przeganianiem tamtych idiotek, że nie zauważyłam kiedy podszedł do mnie Harry. Oglądam się na niego zaskoczona, a zapach mydła i wody kolońskiej uderza we mnie, sprawiając, że lekko kręci mi się w głowie. Mój wzrok automatycznie ląduje na jego nagiej, wytatuowanej piersi, wystającej spod rozchełstanego szlafroka. Przygryzam wargę, dostrzegając uśmieszek na jego różowych ustach.
-Tak, tylko wezmę swoje rzeczy- mówię, ściągając przez głowę fartuch i pakując swoje ołówki, by zając czymś ręce. I głowę. Harry milczy, a ja ze wszystkich sił staram nie się nie myśleć o tym, że pod tym cholernym szlafrokiem jest zupełnie nagi.
-Całkiem niezłe- mruczy, a ja w końcu się na niego oglądam. Wpatruje się w mój szkic ze zmarszczonymi brwiami i lekkim uśmiechem. Unoszę brwi i porywam płótno ze stelaża w ataku nagłej paniki. Myśl, że Harry mógłby zobaczyć mój rysunek, zwłaszcza taki na którym znajduje się jego nagi wizerunek, przyprawia mnie o ciarki. Nie do chuja. Chłopak unosi brwi na moją reakcję. –Co jest? Nie chcesz mi pokazać?- pyta rozbawiony. Kręcę głową, przyciskając płótno do piersi. –Nie bądź taka wstydliwa. To serio całkiem niezłe- chwali mnie, a ja nawet nie drgnę. Śmieje się cicho, kręcąc głową. –Gdy mnie rozbierałaś ostatniej nocy nie byłaś taka nieśmiała- mówi głośno, zupełnie nie przejmując się, że ktoś mógłby go usłyszeć. Jego zielone oczy ciemnieją, gdy nachyla się do mnie. Przełykam ślinę, modląc się by profesor Galvin się jeszcze nie obudził. Gdy jego twarz zatrzymuje się centymetry od mojej, czuję suchość w gardle. Cholera. –Przede mną nie musisz udawać. Wiem, że tak naprawdę jesteś niegrzeczną dziewczynką- jego niski głos wibruje w moich uszach, a ja czuję jak krew szaleje w moim ciele.
Wtedy pojmuję co on zamierza w sekundzie, gdy czuję jego duże dłonie na moim płótnie. Wyrywam mu się, odskakując do tyłu, a on wybucha śmiechem.
-Mowy nie ma- mówię, marszcząc brwi, a on wzrusza ramionami, uśmiechając się.
-Nie tym to innym razem. W końcu mi się uda- wzdycha, a coś w jego oczach mówi mi, że nie do końca mówił tylko o moim szkicu. Kurwa. –Idziemy?- unosi brew, wskazując głową na drzwi pracowni. Odstawiam płótno pod ścianę, upewniające się, że je odwrócone tyłem do Harrego i jego ciekawskiego spojrzenia i kiwam głową. Chłopak uśmiecha się i przepuszcza mnie w drzwiach, a ja zdaję sobie z czegoś sprawę. Odwracam się do niego, gdy idziemy korytarzem, niepewna jak to powiedzieć.
-Zamierzasz się ubrać?- pytam, a on spogląda na mnie, unosząc brew.
-A co? Nie podobam ci się w tym stroju?- wskazuje na niebieski szlafrok, a ja ponownie na niego patrzę. Z pewnością nie nazwałabym go „strojem”. Unoszę brwi, a on się śmieje. –Moje rzeczy są w szatni- wyjaśnia, a ja czuję ulgę. Nagi Harry ma nade mną pewną przewagę. Gdy jego goła pierś razi mnie po oczach nie mogę się skupić, w przeciwieństwie do niego, co sprawia mu wyraźną przyjemność. Szlag.
***
Popołudniowe słońce wisi nisko nad horyzontem, oślepiając jasnym blaskiem. Po wietrze nie ma nawet śladu i jest zadziwiająco ciepło jak na późną jesień. Bardzo późną jesień. Deptak, którym idziemy jest zasypany gnijącymi liśćmi, a trawa przybrała ciemnozielony kolor. Przyroda przygotowuje się do zimy, a ja paraduję po mieście, ubrana jedynie w skórzaną kurtkę. Nie żebym narzekała czy coś.
Biorę łyk swojej gorącej czekolady, którą kupił dla mnie Harry w mojej ulubionej kawiarni i powstrzymuję się, by nie jęczeć, czując jej intensywnie czekoladowy smak na języku. Ten idiota, gdy tylko zobaczył, że wyciągam portfel, wepchnął mnie na kobietę niosącą kilka kartonów i popędził do kasy. Podczas, gdy ja ją przepraszałam i pomagałam posprzątać ten cały syf, on zapłacił za moją czekoladę i ciastko. Które potem zjadł. Dupek. Spoglądam na niego ukradkiem, podziwiając jego przystojny profil. Ubrany w dopasowane czarne dżinsy, białą koszulkę i brązową, zamszową kurtkę z wełnianym kołnierzem, wygląda cholernie dobrze. Zresztą, jak kurwa zawsze. Jebany przystojniak. Gdy podziwiam wyraźną linię jego szczęki, unosi dużą dłoń i przeczesuje nią ciemne, kręcone włosy. Przygryzam wargę i zmuszam się, by się nie gapić. Wbijam wzrok w psa biegającego radośnie nieopodal. Jego właściciel rzuca mu patyk, a on biegnie za nim, szczekając głośno. Nagle czuję palce na brodzie, a jego ciepły kciuk ciągnie za moją dolną wargę, bym przestałą ją przygryzać. Wypuszczam ją spomiędzy zębów, patrząc na niego zaskoczona. Marszczy delikatnie brwi, wpatrując się w moje usta. Gdy patrzy mi w oczy, lekko sztywnieję, wciąż czując jego palce na mojej brodzie.
-Przestań ją ciągle przygryzać. To rozpraszające- karci mnie, a ja nie jestem w stanie nic powiedzieć. Gapię się tylko na niego, ściskając ten głupi kubek z czekoladą. Wyraz jego twarzy łagodnieje odrobinę, gdy dostrzega moje zaskoczenie. Łapie mnie za nadgarstek i ciągnie za sobą bez słowa.  –Więc, powiesz mi co robiłaś na tych zajęciach?- pyta, jakby sytuacja sprzed chwili nie miała miejsca. Chrząkam, pozbywając się guli z gardła i wzruszam ramionami.
-Lubię pogapić się na nagie męskie tyłki- odpowiadam, a on spogląda na mnie z rozbawionym uśmiechem.
-Zauważyłem- nie mogę nic poradzić na głupi uśmiech na mojej twarzy wywołany jego słowami. –Od dawna tam chodzisz?
-Będzie już z miesiąc- mówię, patrząc przed siebie. Przez chwilę śledzę wzrokiem parę studentów obściskującej się na pobliskiej ławce zanim się do niego odwracam. –A ty? Co tam robiłeś?
-Lubię, gdy ładne dziewczyny gapią się na mój nagi tyłek- żartuje, a ja chichoczę. Wygląda na wyraźnie zadowolonego, że rozbawił mnie swoim żartem. Przez chwilę milczy, patrząc na mnie z uśmiechem. Jego oczy są trochę nieobecne, jakby o czymś intensywnie myślał. –Przegrałem zakład- wyjaśnia, a ja unoszę brew. –Założyłem się z moim kumplem kto wyrwie lepszą laskę. Gdy zauważyłem jak mnie podrywasz, wiedziałem, że mam wygraną w kieszeni, bo dziewczyna Zayna nie była nawet w połowie tak…- urywa nagle i odwraca wzrok, gdy jego policzki oblewają się rozkosznym rumieńcem. Już zaczęłam się zastanawiać gdzie podział się ten nieśmiały Harry. Zagryzam wargi, by stłamsić głupi uśmiech spowodowany jego niedokończonym komplementem. Idiotka. Chłopak zerka na mnie niepewnie, masując sobie kark. –Ale potem zasnęłaś zanim do czegoś doszło.  Zayn zaszedł dalej niż ja, więc wygrał, a ja musiałem pozować nago na zajęciach z malarstwa- dokańcza, wpatrując się w moją twarz i czekając na jakąś reakcję. Pewnie powinnam się czuć jakoś dotknięta tym zakładem czy coś, ale nie jest tak. Może to dziwne, ale nie mam mu tego za złe. Przecież też go chciałam wykorzystać w ten sposób, więc jesteśmy kwita.
-Więc dlaczego mnie nie obudziłeś żeby dokończyć?- w końcu zadaję pytanie, które błąka się po mojej głowie odkąd wstałam. Harry patrzy na mnie zdziwiony, unosząc brwi. Pewnie nie takiego pytania się spodziewał. Chłopak marszczy brwi, wbijając wzrok w jakiś punkt za mną, ponownie masując sobie kark.
-Cóż, po prostu wyglądałaś tak słodko, że nie mogłem cię obudzić. Już ci mówiłem- mamrocze, a ja mrugam kilka razy zanim się uśmiecham.
-W sumie to dobrze, że tego nie zrobiłeś- oznajmiam, a on patrzy na mnie pytająco. –Od dawna tak dobrze nie spałam.
-Serio?- uśmiecha się, a ja kiwam głową.
-Łóżka w akademiku są strasznie małe.
-Wiem coś o tym- mruczy, krzywiąc się, a ja nie mogę się nie roześmiać, choć dobrze wiem co kryje się za jego słowami.

10 lutego 2017

3.

         Budzi mnie ciche i denerwujące brzęczenie. Co do cholery? Przecież jest sobota, wyłączyłam budzik. Mamroczę coś niezadowolona i układam się wygodniej na łóżku. Gdy brzęczenie nie ustaje, wyciągam rękę i po omacku szukam tego durnego telefonu. Gdy moja dłoń natrafia na pustkę, otwieram oczy i zaraz je mrużę, oślepiona jasnym światłem wpadającym przez ogromne okno. Rozglądam się po pomieszczeniu, zastanawiając się gdzie ja do cholery jestem. Ubiegła noc wraca do mnie z siłą pociągu, a głowa zaczyna boleśnie pulsować, gdy ją lekko unoszę. Ja pierdole. Dziwi mnie tylko fakt, że ostatnim co pamiętam to walenie do drzwi i widok nagiego tyłka Harrego. Seksownego nagiego tyłka Harrego. Opadam z jękiem na łóżko, zakrywając twarz poduszką. Właśnie. To jego mieszkanie. Gdzie on jest?
-Dzień dobry słoneczko- sztywnieję na dźwięk jego głosu. Czyli jednak tu jest. Szlag. Liczyłam, że wymknę się po cichu i zamówię taksówkę do akademika. Nie można mieć wszystkiego.
-Bry- mruczę niewyraźnie z poduszką na twarzy. Nie lubię takich sytuacji. Zdecydowanie wolę się wymykać cichaczem. Może to niekulturalne, ale mam to w dupie. Lepsze to niż niezręczny poranek przy wspólnym śniadaniu. –Która godzina?
-Trzynasta- odpowiada, a ja podnoszę się na łokciach, zrzucając poduszkę z twarzy. Stoi w progu, oparty o framugę drzwi, ściskając kubek z parującą herbatą. Wilgotne włosy wydają się ciemniejsze niż normalnie. Nadal ma na sobie jedynie czarne bokserki. Jasna cholera. Półnagi w świetle dnia wygląda jeszcze lepiej.
-Co do chuja?- fukam, a on się śmieje. Marszczę zdezorientowana brwi, widząc dołeczki w jego policzkach.
-Spałaś tak słodko, że nie miałem serca cię budzić- posyła mi uśmiech, a potem bierze łyk napoju. –Poza tym, miałem nadzieję, że jak już się obudzisz, dokończymy to, co zaczęliśmy wczoraj- dodaje, bezczelnie się na mnie gapiąc, a ja zdaję sobie sprawę, że wciąż jestem ubrana tylko w czarną, koronkową bieliznę. I leżę w jego łóżku. Szlag. Czyli jednak faktycznie zasnęłam, uprawiając seks z Harrym Stylesem. Nigdy wcześniej nic takiego mi się nie przytrafiło. Jemu pewnie też.
-Gdzie łazienka?- pytam, a on uśmiecha się i kręci głową, ale bez słowa wskazuje mi kierunek. Zbieram swoje rzeczy z podłogi i mijam go w drzwiach. On oczywiście nie omieszka rzucić okiem na mój zadek. Wywracam oczami i zamykam się w łazience.
***
Szybkim ruchem związuję włosy na czubku głowy w niedbałego koka. Zmywam z twarzy resztę starego tuszu i nakładam nową warstwę. Prysznic sprawił, że się rozbudziłam, a bursztynowe oczy nabrały blasku. Przemywam jeszcze zęby palcem i czuję się gotowa do wyjścia. Znaczy fizycznie. Bo psychicznie nie do końca. W sumie to nigdy nie zostaję na noc, więc to dla mnie niezbyt miłe doświadczenie. Zresztą, słyszałam, że on wcale nie jest lepszy. Zdziwiłam się, gdy bez słowa przystał na to, byśmy pojechali do niego. Jeszcze dziwniejsze jest to, że mnie potem po prostu nie obudził, tylko czekał aż sama to zrobię. Myśl o Harrym patrzącym jak śpię, ubrana jedynie w seksowną bieliznę, przyprawia mnie o dreszcze. Chryste, Jackie, idiotko, przestań.
***
Gdy wchodzę do kuchni, pochyla się nad blatem, szczerząc do mnie bezczelnie. Udaję, że tego nie dostrzegam i przysiadam naprzeciw niego, na stołku. Nadal się nie ubrał. Radio brzęczy cicho w rogu.
-Pięknie wyglądasz w związanych włosach- mówi, przewiercając mnie spojrzeniem, a ja zerkam na niego, unosząc brew. Z całych sił staram się ukryć zadowolenie spowodowane jego durnym komplementem. W jego ustach nie brzmi wcale jak durny komplement… Ugh. Zachowuję się jak żałosna idiotka.
-Ja zawsze wyglądam pięknie- prycham, a on się śmieje. Przez chwilę gapię się na niego z durnym uśmiechem, a potem szybko wbijam wzrok w swoje czarne paznokcie. Naglę czuję jego ciepłe palce na brodzie, gdy podnosi moją głowę, bym na niego spojrzała. Nachyla się bardziej, a ja unoszę brwi, gdy dostrzegam, że jego oczy wcale nie są czarne tylko przyjemnie zielone. Odprężam się odrobinę, podziwiając ich kolor.
-Jesteś głodna? Napijesz się czegoś?- kiwam bez słowa głową, jak jakaś idiotyczna laleczka z główką na sprężynce. Otrząsam się jednak, widząc rozbawienie w jego oczach.
-Jasne. Po prostu zrób mi płatki z mlekiem i herbatę- odsuwam się od niego, kładąc dłonie płasko na udach. Czarny lakier prawie zlewa się z materiałem spodni. –Oh, i bądź tak miły i dorzuć do tego aspirynę- dodaję, posyłając mu nieznaczny uśmiech. Unosi brew, ale odwraca się bez słowa i szykuje mi śniadanie. Przygryzam wargę, podziwiając grę mięśni na jego nagich plecach. Zjeżdżam wzrokiem niżej i zatrzymuję się na jego tyłku. Ma naprawdę ładny tyłeczek. Uśmiecham się sama do siebie, ale przestaję, słysząc jego chrząkanie. Wracam wzrokiem do jego twarzy i zamieram, widząc, że na mnie patrzy. Ponownie unosi jedną brew, a rozbawione iskierki tańczą w jego zielonych oczach. Cholera.
-Może powinienem się ubrać? Czuję się napastowany- mówi swoim niskim głosem, a ja po raz pierwszy w jego obecności chichoczę. Unosi również drugą brew, zaskoczony moją reakcją. Uśmiecha się, ukazując dołeczki w policzkach, a ja wzruszam ramionami.
-Mi to nie przeszkadza.
-Właśnie widzę- ponownie się śmieję, a tym razem on dołącza do mnie. Kto by się spodziewał, że śniadanie z praktycznie obcym facetem, z którym zeszłej nocy prawie uprawiałam seks może być taki… przyjemny? Ta, to dobre słowo. Bo jest przyjemnie. I w ogóle nie jest niezręcznie. Cóż, z pewnością ja tak nie myślałam.
***
Dopijam swoją herbatę i sprawdzam godzinę w telefonie. 13:30. Krzywię się, dostrzegając kilka nieodebranych połączeń i nieprzeczytanych wiadomości od Izzy, Effie i Nialla. Będę musiała im to jakoś wyjaśnić. Chociaż za cholerę nie wiem jak. Bo wciąż się zastanawiam co ja tu jeszcze robię. Normalnie już dawno zwinęłabym swoje ciuchy i zawlekła się do akademika. Ale, głupio przyznać, jakoś tak przyjemnie siedzi mi się w tej kuchni, rozmawiając i śmiejąc się z tym chłopakiem. Chłopakiem ubranym jedynie w bokserki. Cholernie seksownym chłopakiem ubranym jedynie w bokserki. Szlag.
-Coś się stało?- pyta, dostrzegając jak się krzywię. Unoszę na niego wzrok i przyłapuję na tym, że uśmiecham się nieznacznie. Jackie do cholery jasnej, przestań zachowywać się jak skończona idiotka.
-Nie. Powinnam się już zbierać- mamroczę, zbierając swoje rzeczy z blatu. Wciągam na siebie kurtkę i wracam do sypialni po buty. Przez chwilę szukam drugiego, a gdy go znajduję, wciągam szybko i zawiązuję niedbale sznurówki. Zanim wyjdę, rozgadam się jeszcze po pomieszczeniu, sprawdzając czy czegoś nie zostawiłam. Mój wzrok na dłużej zatrzymuje się na dużym łóżku z aksamitną pościelą. Przygryzam wargę, przypominając sobie co tam się nie tak dawno działo. Lub raczej co mogło się dziać. Wzdycham, zgarniając torebkę z komody i wracam do kuchni.
Stoi tam, gdzie go zostawiłam. Wilgotne włosy kleją się odrobinę do jego karku. Opiera się tyłem o zlew, marszcząc brwi, jakby myślał nad czymś intensywnie. Na jego czole pojawia się bruzda. Wygląda tak uroczo i niewinnie, że gdyby nie te wszystkie tatuaże na jego ramionach i brzuchu, mogłabym uwierzyć, że jest młodszy. Boję się drgnąć, nie chcąc zburzyć tego pięknego widoku.
Lecz nagle mój telefon zaczyna wściekle wibrować, a ja prawię jęczę, gdy chłopak odwraca się w moją stronę zaskoczony. Warczę cicho, widząc uśmiechniętą twarz farbowanego blondyna na ekranie.
-Halo?
-Jack! Cholera, odebrałaś wreszcie!- na wyraźną ulgę w jego głosie wywracam oczami. Oni są naprawdę chorzy. Zachowują się jakbym pierwszy raz znikała na noc. Chociaż nie. To pierwszy raz, gdy zniknęłam na tak długo. Cholera. –Dlaczego jeszcze nie wróciłaś? Wszystko w porządku? Jesteś cała? Gdzie jesteś? Co się stało? Czy on ci coś kurwa zrobił?- zasypuje mnie pytaniami, a ja zaciskam powieki i masuję wolną dłonią skronie na potok jego słów. Boże drogi.
-Horan, zamknij do kurwy nędzy tę gębę. Łeb mi pęka- fukam i słyszę jak się uspokaja na mój zirytowany ton. U nas to norma. –Niedługo będę w akademiku. Nie panikuj tak. Ja pierdole- mamroczę, słysząc śmiech Harrego. Ignoruję go, mocniej masując pulsujące bólem skronie.
-Przyjechać po ciebie? Gdzie jesteś?
-Jasne. Ja…- urywam, zdając sobie z czegoś sprawę. Ja nie wiem gdzie kurwa jestem. –Ja nie wiem gdzie jestem- dokańczam, zerkając na Harrego. To zdanie zdecydowanie nie uspokoiło Nialla, bo znowu zaczyna zalewać mnie pytaniami.
-Jak to nie wiesz gdzie kurwa jesteś?! Jack, jest już prawie druga po południu, a ciebie wciąż nie ma! Gdzie on cię wywiózł do chuja?! Wiedziałem, że to cholernie zły pomysł! Od początku ci o tym mówiliśmy, ale ty jak zwykle nas nie słuchałaś!- zupełnie ignoruję jego słowa, bo właśnie dzieje się coś bardzo dziwnego.
-Potrzebujesz podwózki?- pyta Harry z uśmiechem. Lekko unoszę brwi i kiwam głową. –W takim razie cię odwiozę- otwieram usta chcąc coś powiedzieć, ale nie wydobywa się z nich żaden dźwięk. Chłopak uśmiecha się, rozbawiony wyrazem mojej twarzy.
-Jack! Czy ty mnie w ogóle słuchasz?!- dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że Horan krzyczał coś przez cały czas. Mrugam kilkakrotnie, chcąc pozbyć się tego dziwnego odrętwienia wywołanego niespodziewanym zachowaniem Harrego.
-Znalazłam transport. Niedługo będę- mówię wciąż patrząc na chłopaka, który uśmiechnął się odrobinę szerzej.
-Co?! Kto…- nie daję mu dokończyć, kończąc połączenie. Harry przez chwilę patrzy na telefon w mojej dłoni, a potem posyła mi kolejny stuwatowy uśmiech. Uciszam w głowie wszystkie myśli, które się w niej pojawiają, gdy tak na niego patrzę, stojącego w tej kuchni w samych bokserkach. Jakim cudem wczoraj zasnęłam?
-Tylko się ubiorę i możemy jechać- mówi, a ja kiwam nieznacznie głową. Gdy przechodzi obok mnie nie potrafię sobie odmówić, by po raz kolejny spojrzeć na jego boski tyłek. Jakim kurwa cudem? –Przestań się gapić!- woła, wchodząc do sypialni no co ja się śmieję.
***
Gdy znajduję się we wnętrzu jego auta, ponownie się nim zachwycam. W świetle dnia i gdy alkohol nie krąży w moich żyłach w takich ilościach, wygląda jeszcze lepiej. Zupełnie jak jego właściciel… Mrugam kilkakrotnie, ponownie dzisiaj wyrzucając z głowy głupie myśli. Co się ze mną dzisiaj dzieje? To pewnie ten cholerny kac.
-W porządku? Wyglądasz jakby cię coś bolało- patrzę na Harrego, uruchamiającego silnik i unoszę brwi. Oczywiście, że mnie coś boli. Boli mnie, że wczoraj zasnęłam! No ja pierdolę!
-Nie, jest okej- kłamię, gdy wsuwa na nos czarne okulary przeciwsłoneczne, zakrywając te piękne oczy. Unosi nieznacznie jedną brew, ale nic nie mówi, gdy wyjeżdżamy z parkingu. Przez chwilę w samochodzie panuje zupełna cisza nie licząc cichego pobrzękiwania radia. Harry widząc jak się krzywię na głośne dźwięki, wyciągnął rękę, ściszając je, za co jestem mu bardzo wdzięczna. Te cholerne pulsowanie w głowie doprowadza mnie do szału. Nie trzeba było tyle wczoraj pić. Ponownie dzisiaj się krzywię na tę myśl, a Harry to zauważa.
-Wiem, że mógłbym w nim posprzątać, ale ostatnio mam dużo na głowie- tłumaczy się, błędnie interpretując moją mimikę i kończy wypowiedź nieśmiałym uśmiechem. Unoszę brwi, zdziwiona jego nagłą zmianą nastroju. Dopiero co proponował mi seks i nie krył zadowolenia, gdy mój wzrok na zbyt długo spoczywał na jego półnagim ciele, a teraz jest zażenowany z powodu lekkiego bałaganu w jego samochodzie? Ten człowiek jest jakiś pokręcony.
Rzucam szybkie spojrzenie na tył samochodu, dostrzegając parę dresów, szarą bluzę i zamszową torbę na ramię rzuconą niedbale na tylne siedzenie.
-Nie, jest spoko, serio- zapewniam go, a on jeszcze przez chwilę patrzy na mnie zażenowany, ale w końcu się uśmiecha, kiwając głową. Ponownie zapada między nami cisza, która wcale nie jest niezręczna. A to dziwne, zważając na okoliczności.
Moje myśli ponownie uciekają do jego półnagiego, a nawet nagiego ciała i przygryzam wargę, odwracając twarz w stronę okna. Dziękuję Bogu za to, że tak trudno dostrzec rumieńce na mojej bladej twarzy. Teoretycznie powinno być odwrotnie, ale jestem bardzo zadowolona, że tak nie jest. W związanych włosach, które odsłaniają moją szyję i uszy czuję się naga i bezbronna. Zerkam na jego rękę, zaciśniętą na kierownicy i myślę o wczorajszej nocy, gdy ściskała moje udo. Podobało mi się to. Przy jego dużych dłoniach ze srebrnym obrączkami na długich palcach moja noga wydawała się taka drobna. W ogóle przy Harrym wydaje się taka mała i drobna. To też mi się podoba. A zwłaszcza podoba mi się uczucie, gdy obejmuje mnie podczas pocałunku, a ja czuję się przy nim taka krucha i delikatna, zupełnie odwrotnie niż zazwyczaj… Jackie, do kurwy nędzy, jesteś żałosna.
-Więc- zagaja, przerywając ciszę, a ja przerywam wewnętrzną kłótnie i patrzę na niego. Lekki uśmiech błąka się po jego ustach, gdy zerka na mnie na chwilę, odrywając wzrok od ruchliwej ulicy. –Co studiujesz?- pyta, a ja prawie parskam śmiechem. Ogłuchłam czy właśnie Harry Styles, ten sam, który jest chyba największym kobieciarzem w tej części Londynu, po tym, jak prawie spędził ze mną noc, pyta mnie co studiuję? Mrugam kilkakrotnie, gapiąc się na niego i zbierając myśli. –Przepraszam, nie chciałem być niegrzeczny, ja tylko…- pląta się, a moja szczęka prawie dotyka podłogi samochodu. Że kurwa co?
-Ale ty tak serio?- pytam w końcu, zanim zdążę ugryźć się w język, a on, jeśli to w ogóle możliwe, wygląda na jeszcze bardziej zmieszanego niż był chwilę temu. Co do cholery dzieje się z tym chłopakiem? On ma jakieś rozdwojenie jaźni czy co? Harry posyła mi krzywy uśmiech i kiwa nieznacznie głową. Od rozpoczęcia studiów rok temu poznałam wiele facetów, ale jeszcze żaden z nich nie zapytał mnie co studiuję. Nie ważne co zaszło między nami wcześniej. Cóż, nie tego się po nim spodziewałam. W sumie, to w ogóle nie spodziewałam się tego wszystkiego. Śniadania, podwózki, nawet tego, że pozwoli mi zostać na noc. Najwyraźniej Harry Styles nie jest taki, jak zakładałam na początku. A to, co chyba zaskakuje mnie jeszcze bardziej, nawet mi się podoba. –Psychologię kliniczną- mówię wreszcie, a chłopak, który już chyba stracił nadzieję, że mu w końcu odpowiem, unosi wysoko brwi, patrząc na mnie jak na kosmitę.
-Wow- wzdycha tylko, a ja chichoczę.
-Każdy tak reaguje- uśmiecham się, a on wyraźnie rozluźnia się, odwzajemniając gest. Wzruszam ramionami, patrząc na miasto za szybą. –Wszyscy zakładają, że skoro mam ładny tyłeczek, nie mogę mieć oleju w głowie- dodaję, a chłopak kręci głową, patrząc na mnie.
-To nie tak- mówi, a ja unoszę brew. Od razu się spina, widząc wyraz mojej twarzy i zaczyna plątać. –To znaczy, masz ładny tyłeczek, ale… To znaczy… Ja chciałem… Kurwa- poddaje się w końcu, a ja jeszcze przez chwilę patrzę na jego zmieszaną minę i zmarszczone brwi i wybucham śmiechem. Harry lekko rozluźnia się na ten dźwięk, ale gdy na niego spoglądam z szerokim uśmiechem, widzę wyraźne rumieńce na jego twarzy. Urocze. –Chodzi mi o to, że wcale nie zakładałem, że jesteś głupia. Po prostu nie spodziewałem się, że studiujesz coś tak… ścisłego- wyjaśnia, a ja unoszę brew zaciekawiona. Gdy unika mojego wzroku, z tymi rumieńcami na policzkach wygląda tak uroczo, że nie mogę przestać się uśmiechać.
-Co masz na myśli?
-Wyglądasz mi raczej na kogoś bardziej artystycznego- wyznaje, w końcu na mnie spoglądając, a widząc rozbawienie na mojej twarzy, szybko wraca wzrokiem do jezdni.
-Artystycznego?- drążę, a on wzdycha lekko, pewnie zły, że w ogóle zaczął ten temat. A ja nie potrafię nic na to poradzić, że tak bardzo podoba mi się widok zażenowanego Harrego Stylesa. Chrząka cicho zanim odpowiada.
-No wiesz. Widziałbym cię raczej jako malarkę, reżysera albo pisarkę niż jako psychologa- mówi, a ja milczę chwilę, trawiąc te słowa. Śmieszne, że akurat o tym wspomniał. W sumie podoba mi się to, co powiedział. Potraktuję to jako komplement.
-Hm, dzięki- zerkam na niego, a on nerwowo się wierci, gdy skręca na skrzyżowaniu. –A ty?
-Ja co?- patrzy na mnie głupio, a ja przygryzam wargę, by ponownie nie wybuchnąć śmiechem.
-Co studiujesz?- pytam, a on patrzy na mnie na chwilę w milczeniu i ponownie spogląda na drogę zanim odpowiada.
-Angielski- odzywa się i tym razem to ja unoszę wysoko brwi. Dobra, nie tego się spodziewałam. Znowu. Zerka na mnie z ukosa, lekko się uśmiechając. –No co?
-Nic. Tylko myślałam, że to będzie coś bardziej męskiego i seksownego- mówię, zanim zdążę pomyśleć, a całe zażenowanie znika z jego twarzy, gdy szczerzy się głupio i tym razem to ja się rumienię. Z tym, że teraz to widać.
-Męskiego i seksownego?- powtarza, unosząc brew. Jackie, ty chory pojebie. –Angielski nie jest wystarczająco męski i seksowny?- pyta, a ja wbijam wzrok w swoje czarne paznokcie. Nerwowo obracam pierścionki na moich palcach, przygryzając wargę. Wyobrażam sobie Harrego jako wykładowcę angielskiego, mówiącego o tych wszystkich romantycznych, starych powieściach i czuję jak puls mi przyspiesza. Nie. Angielski jest zdecydowanie męski i seksowny. Cholernie męski i seksowny. Zresztą, mam wrażenie, że czegokolwiek by Harry nie studiował w jego wykonaniu byłoby to cholernie męskie i seksowne.
-Dobra. Zmieniam zdanie. Angielski jest męski i seksowny- mówię, a on śmieje się krótko, kiwając głową. –Ale nie podejrzewałam, że może cię to kręcić. No wiesz, te wszystkie książki i w ogóle- patrzę na niego, a on przeciera brodę dużą dłonią, łapiąc dolną wargę kciukiem i palcem wskazującym. Gdy to robi, wbijam wzrok w jego usta, odczuwając przytłaczającą potrzebę pocałowania go. Teraz. W tym samochodzie. Jednak szybko wraca mi normalne myślenie i besztam się za to. Przecież wyznaję zasadę „zero miziania w samochodzie”. Ale przy nim tak trudno o tym pamiętać…
-Ale kręci i to bardzo- posyła mi szeroki uśmiech, a ja odwzajemniam gest, oczami wyobraźni widząc go wyciągniętego na kanapie, ze skupieniem na twarzy wertującego „Wichrowe wzgórza” albo inny klasyk.
-Zawsze chciałam, by mój facet kochał książki- wyrywa mi się i zakrywam usta, gdy spogląda na mnie z szerokim uśmiechem. Nie mogę nic poradzić na gorąco wpływające na moje blade policzki. Boże, jak ja nie znoszę się rumienić. Jeszcze ten pieprzony kok, odsłaniający całą moją twarz. Ja pierdole. Jak ja tego nienawidzę. Zawsze wtedy czuję się jak nieśmiała idiotka, którą przecież nie jestem.
-Doprawdy? To świetnie się składa- nabija się ze mnie, a ja gromię go wzrokiem. Chłopak śmieje się, a ja czuję się nieco mniej wkurzona, gdy ten dźwięk wypełnia małą przestrzeń auta.
-Ale to było dawno, gdy byłam jeszcze naiwną nastolatką. Teraz już wiem, że to bez sensu- mówię, a on zerka na mnie, wyraźnie zaciekawiony.
-Dlaczego?- pyta, a ja patrzę na niego, szukając kpiny w jego zielonych oczach. Nie znajduję tam nic prócz ciekawości. Hm, dziwne. Zazwyczaj, gdy wchodzę na takie tematy, ludzie się ze mnie nabijają i mówią, że jestem niemądra.
-Bo miłość nie istnieje. Jest wymysłem społeczeństwa, by wciskać nam różne badziewia, mówiąc, że właśnie ich potrzebujemy, by znaleźć drugą połówkę- oznajmiam z poważnym wyrazem twarzy, patrząc na niego wyzywająco. Czekam aż parsknie śmiechem, jak każdy wcześniej. Ale on tylko delikatnie marszczy brwi, spuszczając na chwilę wzrok, jakby nad czymś myślał. Unoszę brwi, zbita z tropu. I już mam go o to zapytać, gdy on mnie wyprzedza.
-Jesteśmy- parkuje przed akademikiem, a ja nie mogę zatrzymać ust zamkniętych, rozglądając się po znajomym parkingu. Już? Strasznie szybko zleciało. Gdy ponownie odwracam do niego głowę, patrzy na mnie z lekkim uśmiechem. Zaskoczona tym, że mi się przypatrywał, spuszczam wzrok, odpinając pas.
-Hm, dzięki za podwózkę- mówię, obracając obrączkę na palcu. Wciąż czuję na sobie jego wzrok.
-Nie ma sprawy- odpowiada i ponownie robi się cicho, a ja nie mogę się zmusić by wysiąść z tego cholernego samochodu. Biorę wdech i podnoszę na niego wzrok. Lekko sztywnieję, napotykając tę głęboką zieleń.
-Ja… ja chciałam przeprosić za wczoraj. Ja nie wiem jak to się stało. Chyba za dużo wypiłam- krzywię się, a on uśmiecha się szerzej.
-Nie ukrywam, że żałuję, że zasnęłaś, ale nie mam ci tego za złe. Zdarza się najlepszym- śmieje się, a ja uśmiecham się lekko. Czyli myśli tak jak inni. Cóż, ja nie zamierzam wyprowadzać go z błędu. Niech myśli co chce. Prawda nie jest choć w połowie tak ekscytująca jak kłamstwo.
-Naprawdę nie chciałam wtedy zasnąć.
-Przestań przepraszać- karci mnie, a ja przygryzam wargę, spuszczając wzrok. Teraz zrobiło się trochę niezręcznie. Przynajmniej dla mnie, bo on wygląda na zrelaksowanego. Gdzie podział się ten zażenowany chłopak sprzed chwili? Podnoszę na niego wzrok, uśmiechając się lekko.
-Jeszcze raz dzięki za wszystko. Było mi bardzo miło. Cześć, Styles- chłopak odwzajemnia uśmiech, a ja łapię za klamkę. I już mam wychodzić, gdy czuję jego ciepłą dłoń na moim ramieniu. Obracam się do niego, a on szybko się nachyla i całuje mnie w policzek. Zamieram na delikatny dotyk jego ust na mojej skórze. Mimowolnie drżę, gdy zalewają mnie wspomnienia wczorajszej nocy.
-Na razie, Black- rozciąga wargi w krzywym uśmieszku, a ja nie mogę przestać się na niego gapić. W końcu zbieram się w sobie i wysiadam. Ale łapię się na tym, że stoję pośrodku parkingu, odprowadzając jego czarnego mustanga wzrokiem z głupim uśmiechem na ustach. Mrugam kilkakrotnie. Jackie, ty popierzona idiotko.
-Jack?! Do kurwy nędzy, wreszcie! Już myślałem, że nigdy nie wrócisz!- drgam, słysząc za sobą głos Nialla. Odwracam się i widzę całą Świętą Trójcę kroczącą ku mnie z groźnymi minami. Nagle czuję, że głowa zaczyna mi pulsować denerwującym bólem. Zajebiście.

6 lutego 2017

2.

         Zaczynam żałować każdego shota, którego wypiłam przed imprezą z Niallem, gdy lekko chwiejąc się, wpadam na Harrego, a on uśmiecha się głupio.
-Aleś ty niecierpliwa- mówi, a ja mam ochotę zetrzeć ten uśmieszek z jego przystojnej buźki. –Spokojnie, mieszkam niedaleko- mruczy, nachylając się do mnie, a jego niski głos w połączeniu z ilością spożytego przeze mnie alkoholu wywołuje dreszcze. Posyłam mu lekki uśmiech, gdy otwiera i przytrzymuje drzwi swojego czarnego mustanga shelby z 67. Gdy je zamyka i obchodzi samochód, rozglądam się dyskretnie po jego wnętrzu, będąc pod wrażeniem. Skórzane siedzenia przyjemnie chłodzą rozgrzaną skórę. Kurde, ale chciałabym go poprowadzić. Harry musi pewnie być nieźle nadziany, że stać go na taki samochód. I musi na niego pewnie wyrywać dużo lasek… Nie powiem, całkiem sprytne. Gdy zapala silnik, włącza się radio, a z niego leci jakaś szybka, rockowa piosenka, ale jestem zbyt narąbana żeby móc ją trafnie rozpoznać. Wyjeżdżamy na ulice, a ja sprawdzam szybko w bocznym lusterku jak wyglądam. Ciemne, długie włosy okalają moją bladą twarzy puszystymi lokami, bursztynowe oczy świecą w ciemności, różowe usta krzywią się w małym uśmiechu, leki makijaż nadal się trzyma, a trójkątny podbródek drga, gdy czuję jego ciepłą dłoń na udzie. Zerkam na jego profil, gdy skupia się na prawie pustej drodze. O tej godzinie wszyscy już dawno śpią, albo jeszcze imprezują. Wydaje się być zrelaksowany i zadowolony, jak sportowiec wracający do domu z trofeum. Krzywię się lekko na to skojarzenie, ale zaraz o tym zapominam, gdy patrzy na mnie, uśmiechając się pod nosem. –Dlaczego się tak we mnie wpatrujesz?- pyta, zadowolony, że mnie na tym przyłapał. Pewnie przyzwyczaił się do tego, że wywołuje zachwyt u płci pięknej. Ale nie ze mną te numery. Nie jestem kolejną, zauroczoną idiotką. Jestem Jack Black i to ja go poderwałam, nie odwrotnie. Mrugam kilkakrotnie, by odzyskać jasność umysłu. Przybieram obojętny wyraz twarzy i unoszę ciemną brew.
-Zastanawiam się jak długo to jeszcze potrwa- mówię, a on patrzy na mnie przez chwilę, a potem odwraca się z uśmiechem, kręcąc głową. Wyglądam przez okno na mijane budynki, próbując zorientować się, w której części Londynu jesteśmy. Może gdybym tyle nie wypiła, miałabym z tym mniejszy problem.
-Nie udawaj takiej znudzonej, Black- ponownie patrzę na niego i śledzę wzrokiem język, którym oblizuje usta. Cholera. –Widziałem twoje uśmiechy i ruchy w salonie. Wiem, że mnie pragniesz- zmniejsza odległość między nami, nachylając się do mnie, a powietrze w samochodzie wzrasta o kilkaset stopni. Zachowuję jednak kamienny wyraz twarzy i posyłam mu krzywy uśmieszek.
-Ah, to. Chciałam tylko poderwać twojego przystojnego kumpla w skórzanej kurtce- mówię, czując jak jego nacisk na moje udo rośnie. Ja pierdole. –A skoro napatoczyłeś się ty, to nie wybrzydzam- patrzy na mnie jeszcze przez chwilę, a potem śmieje się i odsuwa. Gdy to robi, dołeczki pojawiają się po obu stronach jego twarzy. Przez moment wygląda naprawdę uroczo. Ale zaraz potem jego ręka na mojej nodze przesuwa się wyżej, a ja cieszę się, że nie ubrałam sukienki, bo mogłoby to się skończyć inaczej. Cała słodkość ulatuje z niego, gdy spogląda na mnie ponownie.
-Już myślałem, że udało mi się poderwać największą flirciarę na całym kampusie- cóż, nie przeczę, że właśnie nią jestem.
-Raczej to ja poderwałam największego kobieciarza na całym kampusie- poprawiam go, on ponownie się uśmiecha, a ja mimowolnie odwzajemniam ten gest, ponownie widząc dołeczki w jego policzkach. Mam wrażenie, że nie często uśmiecha się w ten sposób. Mrugam, a ten uśmiech znika tak szybko, jak się pojawił. Harry na powrót przybiera minę seksownego kusiciela, gdy przygryza wargę, lustrując mnie wzrokiem. Dobry jest. Muszę powiedzieć, że jesteśmy siebie warci. Dlatego udając, że zupełnie nie dostrzegam jego gorącego spojrzenia, odgarniam włosy na lewe ramię, by mógł mnie lepiej widzieć. Gdy lekko ściska moje udo, spoglądam na niego. Nachyla się do mnie, a ja twardo wytrzymuję siłę jego spojrzenia. Nie będzie żadnego miziania w samochodzie. Mam jakieś zasady, do cholery jasnej. Pewnie nie brzmi to zbyt wiarygodnie z ust dziewczyny, która ma skłonność do zmieniania facetów co weekend, ale trudno.
Unosi brew, widząc mój upór, a potem gasi silnik. Faktycznie mieszka niedaleko. Gdy wysiada i okrąża samochód, by otworzyć mi drzwi, próbuję ustalić gdzie jestem. Ale jest ciemno, a uliczna latarnia rzuca marne światło na okolicę. Zajebiście. Przygryzam wargę i idę za nim w ciszy. Gdy wsiadamy do windy, lekko przytłacza mnie jej rozmiar. Jest trochę ciasna, a Harry starający się wejść w moją przestrzeń osobistą, potęguje to wrażenie.
Nagle przyciska mnie do lustrzanej ściany, jedną dłoń ściskając na moim biodrze, a drugą kładąc na policzku. Staram się ukryć zdziwienie, gdy kciukiem delikatnie gładzi moją skórę. Przez ten durny alkohol czuję, że tracę nad sobą kontrolę, gdy odczuwam dziwną miękkość w kolanach. Co się ze mną dzieje? Jego twarz jest centymetry od mojej, ale to dla niego wciąż za mało. Gdy jego usta zatrzymują się milimetry od moich, dociska swoje biodra do moich, a ja biorę drżący oddech. Kurwa mać. Uśmiecha się i już prawie przyciska swoje usta do moich, gdy odzyskuję świadomość i odpycham go od siebie, łapiąc się drążka na ścianie obok, by zachować równowagę. Spokój Jackie. Harry uśmiecha się i przygryza wargę, patrząc na mnie z rozbawieniem. Podoba mu się, że się stawiam. Ale zaskoczyłam go, inaczej w życiu nie miałabym tyle siły by go odepchnąć. Wypuszcza mnie przodem z windy i mimo, że wiem, że to tylko okazja by pogapić się na mój tyłek, ruszam przed siebie. Czuję go zaraz za sobą, gdy idziemy korytarzem, wyłożonym bordowym chodnikiem. Całkiem tu ładnie. Mówiłam, że musi być nadziany, skoro stać go na takie auto.
-To tutaj- mówi, wskazując na czarne drzwi ze złotym numerem. C69. Oh, wspaniale. Chyba wie o czym myślę, bo chichocze, a ja spoglądam na niego zaskoczona tym, jak bardzo spodobał mi się ten dźwięk. –Jeśli chcesz, tego też spróbujemy- szczerzy zęby, a ja wywracam oczami i wchodzę do jego mieszkania. Dupek. Harry prowadzi mnie w jego głąb, a ja stwierdzam, że jest dość przestronne i ładne. Jak na faceta utrzymane w niezłym porządku. Tylko tu i tam można dostrzec porozkładane książki, rozwalone notatki lub okruszki po jedzeniu. Unoszę brew, zastanawiając się, gdzie ten chłopak pracuje, że stać go na takie mieszkanie. Moja marna pensja z baru, w którym pracuję, ledwo starcza na opłacenie akademika i pozwala mi na wyjście w weekend. Byle bez szaleństw.
-Ładnie tu- mówię, gdy zdejmuje koszulę i rzuca ją niedbale na brązową kanapę. Przyłapuję się na tym, że śledzę wzrokiem czarne wzory na jego silnych ramionach.
-Ta. Dzięki- mamrocze, gdy odwraca się do mnie i łapie za rękę. Na jego usta ponownie wpływa ten uśmieszek, a ja nie protestuję, gdy ciągnie mnie do sypialni. Jest tam prawie zupełnie ciemno. Jedynie światło księżyca oświetla wnętrze, nadając wszystkiemu tajemniczości. Spoglądam na duże łóżko, gdy Harry ściąga buty i kopie je w kąt pokoju. Ciekawe ile dziewczyn już w nim leżało i robiło te wszystkie rzeczy z Harrym…
Moje rozmyślania na ten temat przerywa sam Harry, gdy zbliża się do mnie i oplata ciasno w talii, przyciągając do siebie. Kładę ręce na jego torsie, wyczuwając pod nimi gorącą skórę i twarde mięśnie. Przez biały materiał delikatnie przebijają czarne linie tatuaży, co potrafię dostrzec nawet w półmroku. Spoglądam mu w oczy i ponownie uderza mnie jak ciemne są. Jego ręka zjeżdża niżej i ściska mój tyłek. Uśmiecha się głupkowato, gdy podnoszę brew. Droczy się ze mną. Dość tego do cholery jasnej. Sztywnieje lekko, gdy bez ostrzeżenia oplatam jego szyję i wpijam się w gorące usta. Rozchyla wargi, a ja nie zwlekam ani chwili, przejeżdżając językiem po tej dolnej. Jęczy cicho, gdy ją przygryzam i delikatnie ciągnę. Wplatam palce w jego włosy i odsuwam go lekko od siebie. Też znam się na rzeczy do cholery jasnej. Całuję linię jego szczęki i zasysam mocniej skórę pod uchem. Mruczy z zadowoleniem i ściąga ze mnie kurtkę.
-Już zaczynałem myśleć, że mnie nie chcesz Black- mówi zachrypniętym głosem, a ja uśmiecham się zadowolona, że do tego doprowadziłam. Moje dłonie gładzą jego tors i zjeżdżają w dół po brzuchu, gdy całuję jego szyję.
-Przecież ci mówiłam, że nie będę wybrzydzać- mocniej ściskam bicepsy na co wciąga głośniej powietrze, a potem chichocze. Naprawdę lubię ten dźwięk. Odnajduję jego usta, gdy łapię za rąbek jego białej koszulki. Ściągam ją bez słowa, odsuwając się na chwilę, by nasycić się tym widokiem. Przejeżdżam palcem po jaskółce na piersi, motylu na brzuchu, a potem liściu laurowym na biodrze. Naprawdę mi się podobają. Uśmiecham się na widok gęsiej skórki. Nagle przyciąga mnie do siebie za biodra, a jego pocałunki stają się coraz szybsze. Wplatam palce w jego włosy, gdy jego ręce wędrują pod moją koszulkę. Drżę lekko, czując jego palce spacerujące wzdłuż mojego kręgosłupa i bawiące się zapięciem od stanika. Dobra. On też się zna na rzeczy. On kurewsko mocno zna się na rzeczy. Drugą dłonią sięga do mojego tyłka, ściskając go lekko i mrucząc przy tym głośno. Moje dłonie znów lądują na jego torsie, gdy popycham go w tył. Chłopak odsuwa się niechętnie, a ja schylam się, by zdjąć buty. Alkohol ponownie daje o sobie znać, gdy zaczyna mi się kręcić w głowie, ale ignoruję to i buty po chwili lądują na ziemi. Podchodzę do niego, wciąż popychając do tyłu. Patrzy na mnie pożądliwie, a ja nie potrafię ukryć głupiego uśmiechu. Jest tak cholernie przystojny. I cały mój. Popycham go jeszcze raz, a on opada na łóżko, wciąż na mnie patrząc. Staję między jego nogami, odgarniając włosy za lewe ramię. Ciemne oczy śledzą każdy mój ruch. Chłopak łapie za moje biodra, ale jego dłonie zaraz wędrują wyżej, gdy zdejmuje moją koszulkę, a ja zostaję w czarnym, koronkowym staniku. Przez chwilę podziwia ten widok z zadowoloną miną. No jasne. Łapie i ściska lekko moje piersi, a ja przymykam oczy, jęcząc cicho. Kurwa. Jego duże dłonie wędrują wzdłuż moich ramion i zatrzymują się na tatuażach na przedramionach. Na prawym jest to półksiężyc, na lewym zaś słońce. Jego dotyk jest przyjemny i zadziwiająco delikatny. Zaskakujące. Nie tego się po nim spodziewałam. Nagle łapie za moje uda  i sadza na sobie okrakiem. Opieram się o jego tors, ale zaraz znowu wplatam palce we włosy, gdy całuje mnie po szczęce, szyi i dekolcie. Lekko zasysa skórę na obojczyku, a ja drżę. Jego dłonie wciąż gładzą moje nagie plecy i ściskają biodra. Mocniej naciskam na jego krocze, a on jęczy. Czuję jak wybrzuszenie w jego spodniach twardnieje pod wpływem moich ruchów. Cholera jasna. Harry nagle łapie mnie mocniej, a ja ląduję na łóżku. Leży nade mną, opierając się łokciami po obu stronach mojej głowy. Przyciągam go do siebie i całuję, a on znajduje drogę do moich spodni. Unoszę lekko biodra, gdy je rozpina, by ułatwić mu ich zdjęcie. Zsuwa je ze mnie i rzuca na ziemię. Jęczę, gdy ponownie ściska moją pierś, przygryzając moją wargę. Błądzę dłońmi po jego brzuchu, aż w końcu łapię za gumkę od bokserek. Szybko zdejmuję z niego spodnie i łapię za tyłek, na co ponownie chichocze. Czy to normalne, że ten dźwięk podoba mi się coraz bardziej? Bez ostrzeżenia ściągam z niego bokserki, a chłopak wciąga głośno powietrze, gdy oplatam wokół niego palce i ściskam lekko.
-Black…- zaczyna, ale nagle ktoś puka do drzwi. Sztywniejemy, nie wiedząc co zrobić. Akurat w takim kurwa momencie. Chłopak marszczy brwi. Wciąż trzymam go w ręce. –Pewnie zaraz pójdzie- mamrocze i ponownie zaczyna całować moją szyję. Poruszam lekko ręką, a on jęczy mi prosto do ucha. Pukanie nagle zmienia się w walenie, a ja przerywam pieszczotę. Ja pierdole.
-Może powinieneś sprawdzić?- proponuję. Chłopak czeka jeszcze chwilę, ale w końcu wzdycha, gdy ten ktoś nie odpuszcza i wstaje. Gdy odchodzi, obracam za nim głowę podziwiając jego tyłek w świetle księżyca. Kurewsko fantastyczny. Uśmiecham się głupio, widząc jak w pośpiechu wciąga na siebie czarne bokserki. Wbijam wzrok w sufit, przygryzając wargę. Cały wiruje. Może faktycznie nie powinnam tyle pić. Przymykam na chwilę oczy, a głosy z korytarza stają się coraz cichsze…