27 sierpnia 2017

17.



         Dzisiejszy dzień nie wydaje się wcale taki zły i humor dopisuje mi od samego rana. W moim przypadku to dość nietypowe. Sama nie wiem dlaczego tak się dzieje. Teoretycznie powinnam być wykończona, bo pisałam z Harrym jakoś do czwartej rano, ale dziwnym trafem, gdy zadzwonił budzik byłam bardzo rześka i zupełnie wyspana. Nie mam pojęcia jak to działa, ale chcę tak codziennie. Normalnie siedem godzin snu mi nie wystarcza i rano naprawdę mam problem z wstaniem i ogólnie nastrój do dupy i lepiej wtedy mnie nie wkurzać. Ale dziś czuję się wspaniale. A spałam tylko trzy godziny. To jakieś czary.
Uśmiecham się i z zadowoleniem ciągnę kolejny łyk mojej ulubionej gorącej czekolady, która rozgrzewa mnie przyjemnie od środka. Nawet lodowaty wiatr i paskudna pogoda, która z każdym dniem jest gorsza nie jest w stanie popsuć mi humoru. Fioletowa czapka zdaje się dziś cieplejsza niż zazwyczaj.
-Boże, Effie, wyglądasz strasznie- mówi Izzy, obrzucając rudą zmartwionym spojrzeniem. Ta patrzy na nią z wyrzutem. –Bez urazy, ale serio. Widziałaś się dzisiaj?
-Jasne, że widziałam!- fuka Effie, wyraźnie poirytowana. Zerkam na nią z uśmiechem, który jakoś nie chce zejść z mojej twarzy. –Nie spałam pół nocy, bo Jack romansowała z kimś do rana i nie mogłam zasnąć przez te ciągłe wibracje i jej durne chichoty!- dziewczyna miota we mnie rozjuszonym spojrzeniem, ale nie potrafię się tym przejąć. Mam zbyt dobry humor. Izzy unosi brwi, patrząc na mnie pytająco, na co wzruszam nonszalancko ramionami, biorąc kolejnego łyka.
-Nie przeczę- i zanim blondynka zdąży zbombardować mnie milionem pytań na temat tajemniczego chłopaka, z którym romansowałam, podchodzi do nas jak zawsze wesoły Niall.
-Hej wam- wita nas szerokim uśmiechem, który blednie odrobinę na widok jego dziewczyny. Cienie pod jej oczami są bardzo wyraźnie, mina wyraźnie wkurzona, a wzrok wyraźnie mówiący, że potrzebuje kofeiny. Dużej dawki kofeiny. –Stało się coś?
-Jack się stała!- wybucha ruda, wskazując na mnie oskarżycielsko ręką. Horan patrzy zdziwiony najpierw na mnie, później na Izzy, a na końcu na swoją dziewczynę, która skrzyżowała ramiona na piersi, łypiąc na nas wściekle znad swojej cholernie mocnej kawy. Posyłam zbaraniałemu chłopakowi promienny uśmiech, a blondynka macha tylko ręką, dając mu do zrozumienia, że nie ma sensu się w to zagłębiać. I pewnie ma rację.

***

Podczas wykładów Effie nie odzywa się zbyt wiele. W sumie to milczy i jeśli nie rzuca mi morderczych spojrzeń, to pochrapuje, ośliniając ławkę. Cóż, starałam się być naprawdę cicho, ale nie mogłam nic poradzić na te wszystkie żarty Harrego, które tak strasznie mnie bawiły. Nie wiem jak, ale chłopak ma jakiś talent do rozbawiania mnie tymi bezsensownymi dowcipami. Od hamowania śmiechu wciąż boli mnie gardło, serio. Więc i tak byłam dość cicho.
-… i wtedy ten dupek Dean jej powiedział, że on nie chce tego dziecka i ma spadać na drzewo. Rozumiecie to? Jak można być aż takim gnojkiem?- prycha Izzy, kończąc swój dziesięciominutowy wykład o jakimś tam serialu. Niall kręci z przejęciem głową, przeżuwając swoją kanapkę z kurczakiem, Effie chrapie głośniej, ośliniając sobie notatki, a ja wzdycham, zerkając na telefon. Milczy od dłuższej chwili. Ciekawe co Harry może teraz robić? Pewnie też ma przerwę na lunch, tak jak większość studentów. Możliwe, że siedzi gdzieś z kumplami i nad jedzeniem gadają o ostatniej imprezie i pijanych laskach tańczących w stanikach na stole. Słyszałam, że dały niezły pokaz. Tylko słyszałam, bo akurat wtedy byłam zamknięta na piętrze w jednym pokoju z Harry Stylesem…
-Jack, co ty się wciąż tak gapisz na ten telefon?- mrugam kilkakrotnie, wyrwana z zamyślenia. Podnoszę wzrok na Horana, który wreszcie przeżuł swoją kanapkę i mógł normalnie mówić. Takich momentów podczas lunchu nie było zbyt wiele. Ten chłopak wciąż miał coś w ustach. –Nigdy tak nie miałaś, a od rana praktycznie nie rozstajesz się z nim na krok- otwieram usta by się jakoś wykręcić, gdy nagle dociera do mnie, że faktycznie tak było. Cholera. Zamieniam się w jakąś zakochaną idiotkę. I to niby dlaczego? Przecież Harry i ja nie jesteśmy parą. I nigdy nie będziemy.
-Ta, wybacz. Tak jakoś wyszło- mówię, wzruszając ramieniem i uśmiechając się lekko. –To jak wykłady?- unoszę brew, patrząc na chłopaka, a on przez chwilę milczy, prześwietlając mnie wzrokiem. Jakby oczekiwał, że zaraz powiem, że w sumie mam to gdzieś i zacznę znowu wgapiać się w ten durny telefon. W końcu chyba uznał, że naprawdę wróciłam i uśmiecha się promiennie.
-Całkiem spoko jak na razie. Robiłem z Graysonem zawody na technologii dźwięku kto wybeka całe abecadło. Byłem przy N i już myślałem, że wygram, gdy podszedł do nas ten nowy profesor z niebieskimi włosami i wybekał całe abecadło. Już dawno tak głośno się nie śmiałem- rechocze, ja parskam śmiechem, a Izzy wywraca tylko oczami. Raczej nie lubi, gdy chłopacy bekają, zupełnie się przy tym nie kryjąc, ale mnie to jakoś nigdy nie przeszkadzało. Swego czasu robiłam nawet z Niallem i Effie zawody kto głośniej beknie. Rudej to raczej nie wychodzi, ale się nie poddaje, trzeba jej oddać. Za to ja jestem całkiem niezła i można powiedzieć, że dorównuję pod tym względem Horanowi. A to faktycznie wyczyn.
Nagle coś wibruje i wzrok wszystkich wędruje do mojej komórki. Oprócz Effie, która nadal smacznie śpi. Na ekranie pojawia się jedna literka, na widok której coś przewraca się w moim brzuchu. H.
-Odpisz- mówi nagle chłopak, a ja podnoszę na niego wzrok, unosząc brew. Izzy kiwa głową, przygryzając swoją bagietkę. Jednak ja chowam telefon do torby i uśmiecham się do nich szeroko.
- To może poczekać. Ten bekany alfabet bardzo mnie zainteresował. Opowiedz mi o tym więcej- żądam, wspierając łokcie na stole, a Niall parska śmiechem. Blondynka rzuca mi zadowolone spojrzenie, a ja posłałam jej lekki uśmiech. W końcu Święta Trójca jest tylko jedna.

***

Gdy zjedliśmy, Niall jakimś cudem obudził swoją dziewczynę na tyle, by móc ją odprowadzić na kolejne zajęcia, a Izzy popędziła na wykłady z pisarstwa, udałam się na ławeczkę w opuszczonym korytarzu, który rzadko ktoś odwiedzał. Była naprzeciwko wielkiego okna wychodzącego na jakiś zapomniany kawałek zieleni. Miałam jeszcze jakieś pół godziny do kolejnego wykładu, a nie miałam najmniejszej ochoty iść już do sali. Dlatego usiadłam na ławeczce z zadowoleniem odkrywając, że w pobliżu nie ma żywej duszy i wyciągnęłam swój szkicownik. Wbijam wzrok w czystą kartkę, starając się jakoś pozbierać myśli. Macham krótkim ołówkiem między placami, zagryzając wargę. Jestem tak zamyślona, że nawet nie zauważam, że ktoś do mnie podchodzi.
-Jack? Miło cię znowu widzieć- podnoszę zaskoczona głowę i mimowolnie rozciągam usta w szerokim uśmiechu na widok chłopaka. Siada obok mnie na ławeczce.
-Cześć Zayn. Co słychać?- chłopak obdarza mnie porażającym uśmiechem, a ja przypominam sobie, by oddychać normalnie. Może z biegiem czasu przyzwyczaję się do jego urody i będę mogła przy nim oddychać , nie martwiąc się o atak serca? Szczerze mówiąc wątpię.
-Zniknęłaś na tej imprezie. Nie mogłem cię potem znaleźć- mówi, a ja zmuszam mózg, by zaczął pracować. Czy to w ogóle normalne, by być aż tak pięknym? Pytam serio, bo jeszcze nigdy nikogo takiego nie widziałam. Nigdy.
-Ta, jakoś tak wyszło- mamroczę, wbijając wzrok w białą kartkę. Może to dlatego, że przez bite kilka godzin gawędziłam sobie z Harrym Stylesem o życiu w pokoju Louisa na piętrze. Może.
-Louis mi mówił, że miałaś dobre towarzystwo, więc w sumie nie szkodzi- podnoszę na niego zdziwiona wzrok, a on widząc moją minę, wybucha śmiechem. Okej, jeśli kiedykolwiek pomyślałam, że on nie może być piękniejszy, byłam głupia i naiwna. Śmiejący się Zayn jest tak kurewsko piękny, że patrzenie na niego dosłownie boli. Kurwa mać.
-Louis to straszna gaduła- wzdycham, a on z rozbawieniem kiwa głową. Nagle zauważa szkicownik na moich nogach i unosi brwi.
-Rysujesz?
-Tak… to, znaczy trochę, ale…
-Mogę coś zobaczyć?- unoszę brwi i już prawie się zgadzam, gdy przypominam sobie mój ostatni rysunek. Półnagi Harry. Jasna cholera, przecież Zayn to jego kumpel, on nie może tego zobaczyć. Nikt nie może tego zobaczyć!
Kręcę głową, przytulając do piersi otwarty zeszyt, a Zayn ponownie chichocze, najwyraźniej rozbawiony moim zachowaniem. Boże, kiedy ten szok minie? Ja naprawdę chciałabym myśleć przy nim o czymś innym.
-Okej, rozumiem- unosi ręce, kiwając głową jakby naprawdę rozumiał. Bo może tak jest.
Nagle do głowy przychodzi mi szalona myśl i przygryzam wargę, patrząc na niego badawczo. Chłopak unosi brew, dostrzegając zmianę w moim zachowaniu.
-Mogę cię narysować?- pytam, tylko odrobinę nieśmiało, a Zayn unosi też drugą brew, wyraźnie zaskoczony. Pewnie nie tego się spodziewał. Choć z jego twarzą to powinna być jedyna rzecz, której powinien się spodziewać. Cholera, on powinien być do tego przyzwyczajony.
-J-jasne- duka w końcu, a ja uśmiecham do niego szeroko. –Ale ten rysunek mi pokażesz- dodaje szybko, a ja wzdycham i kiwam głową, zgadzając się. Brzmi sprawiedliwie.
Siadam do niego twarzą i przez chwilę patrzę w milczeniu na jego rysy. Już nie dostrzegam Zayna tylko piękne linie i krzywizny, które chcę narysować. Gdy przykładam ołówek do kartki, szkic jakby sam zaczyna się pojawiać, a ja wreszcie czuję jak moje myśli się uporządkowują i, że mam nad wszystkim kontrolę. Nareszcie.
-Wiesz- podejmuje po chwili ciszy, wiercąc się trochę na ławce. Podnoszę na niego wzrok, by narysować kształt ust. –Nikt nigdy wcześniej mnie nie rysował i nie do końca wiem, co powinienem teraz robić- mamroczę, a ja z wrażenia aż na chwilę przestaję rysować, patrząc na niego zbaraniała. Zayn marszczy lekko brwi, nie rozumiejąc mojego zachowania. –To źle?
-Żartujesz?- pytam w końcu, a on kręci niepewnie głową. –Nikt nigdy cię nie rysował? Ale że serio?- chłopak ponownie kręci głową, wciąż nie rozumiejąc o co mi chodzi. Jak to w ogóle możliwe? Przecież z taką twarzą ludzie powinni na każdym kroku prosić go, by zapozował do rysunku. Nieustannie. –To dziwne- mruczę, wracając do rysowania.
-Dlaczego dziwne?- ponownie podnoszę na niego wzrok, ale tym razem tylko na chwilę, by uchwycić te kości policzkowe. Gdyby tylko Michał Anioł go zobaczył… Biedaczek pewnie by ześwirował.
-Bo…- urywam, gdy prawie mówię, że ma cholernie piękną twarz. Nie, ja jeszcze nie zwariowałam. –Masz naprawdę interesującą urodę- dukam, spuszczając wzrok na kartkę. Przecież mu nie powiem, że jest kurwa piękny. Jestem Jack Black do cholery.
Gdy ponownie podnoszę na niego wzrok, uśmiecha się szeroko, aż jasne słońce na zewnątrz wydaje się przy nim blaknąć. Jak to się dzieje?

***

Ostatnie poprawki i portret Zayna jest gotowy. Rzucam na niego szybkie spojrzenie i unoszę wzrok na chłopaka, który od razu obdarza mnie szerokim uśmiechem.
-Gotowe- mówię, a on przysuwa się bliżej i zagląda do szkicownika. Unosi wysoko brwi i bierze ode mnie zeszyt. Nie spuszczam z niego oka, pilnując, by nie przewracał strony. Jebany Styles.
-Wow- słyszę w końcu. –To jest naprawdę niesamowite- rzuca mi zaskoczone spojrzenie, ale zaraz wraca do gapienia się na szkic. Przygryzam wargę, zakładając kosmyk włosów za ucho. Kątem oka dostrzegam, że chce przewrócić kartkę, by zobaczyć inne rysunki, ale reaguję w mgnieniu oka i wyrywam mu szkicownik zanim zdąży zauważyć, że narysowałam jego półnagiego kumpla. Ja pierdole. Przyciskam zeszyt do piersi, czując szalone bicie serca. Zayn patrzy na mnie zdziwiony, a ja posyłam mu niewinny uśmiech.
-To tylko zwykłe bazgroły- mamroczę i w tym samym momencie, gdy on kręci głową i otwiera usta, by coś powiedzieć, spoglądam na stary zegarek na moim nadgarstku. Cholera, nie zostało mi zbyt dużo czasu, by dotrzeć na wykłady. Kurwa mać, znowu. –Muszę już lecieć- podrywam się na równe nogi, zbierając swoje rzeczy, a zdziwiony Zayn po chwili do mnie dołącza. –Dzięki za portret- uśmiecham się do niego ostatni raz i ruszam pędem przed siebie.
-Nie ma za co. Na razie Jack!- woła za mną, a ja unoszę w biegu rękę, kiwając mu. Zanim zniknę za zakrętem, słyszę jeszcze jak krzyczy: -Następny zabieram ze sobą!- jasne.

***

Opieram się o ścianę przy drzwiach do damskiej toalety, śledząc wzrokiem ciemną czcionkę. To była kolejna z tych książek, przez które aktualnie jestem spłukana. Nadal uważam, że było warto.
Effie była tak padnięta i tak głęboko przekonana, że jestem jej coś winna za tę nieprzespaną noc, że uparła się, bym za nią poczekała i zawiozła ją do akademika, gdzie, zapewne, zamierza się zdrzemnąć. Niall niestety nie mógł jej odwieźć, bo po wykładach miał wuef, a jego troskliwa dziewczyna nie mogła pozwolić na to, by jej chłopak z jej powodu opuszczał zajęcia. Horan oczywiście chciał zrezygnować z kosza, w końcu jego dziewczyna jest ważniejsza, ale ruda się nie dała. Przypomniała sobie, że kończę tylko godzinę wcześniej niż ona i mogę ją odwieźć. Dlaczego Izzy nie ma samochodu? Wtedy moje życie byłoby o wiele łatwiejsze.
Dlatego stałam teraz pod damskim kiblem, czekając aż Effie i Izzy, która też skończyła już wykłady, skończą opróżniać pęcherze i pindrzyć się przed lustrem, bym mogła wreszcie wrócić do siebie i w spokoju poczytać. No właśnie, w spokoju.
-Dlaczego mi nie odpisałaś? Mam zacząć myśleć, że wymieniasz sprośne smsy z innymi facetami?- książka prawie wypada mi z rąk, gdy w uchu słyszę niski głos. Cholera jasna. Patrzę z wyrzutem na Harrego, a on opiera się ramieniem o ścianę po mojej lewej, odgradzając drogę ucieczki. Unosi nieznacznie ciemną brew, uśmiechając się krzywo pod nosem. Co za palant.
-Miałam inne rzeczy na głowie- mruczę, obrzucając go obojętnym spojrzeniem. Harry uśmiecha się szerzej na moje słowa, a ja wracam do czytania. Inne rzeczy, czyli gadanie o bekanym abecadle z Niallem, rysowanie Zayna i udawanie, że jestem dobrą studentką. Tja.
Nagle chłopak wyrywa mi książkę z ręki i zamyka ją, nie odrywając ode mnie wzroku. Marszczę brwi, patrząc na niego zdenerwowana. Nawet nie włożył zakładki!
-Ja to czytałam!- fukam, ale on oczywiście nic sobie z tego nie robi. Nachyla się do mnie tylko bardziej, zmniejszając i tak już małą odległość pomiędzy nami. Wkładam naprawdę dużo wysiłku w to, by nie zmienić wyrazu twarzy. Jebany Styles.
-Więc masz czas żeby czytać książkę, ale nie masz czasu żeby mi odpisać?- przewierca mnie spojrzeniem zielonych oczu, a ja na chwilę zapominam języka w gębie. Dlaczego w sumie jestem na niego zła? –Czuję się zaniedbany- mówi, wyginając usta w podkuwkę, a ja mrugam zdziwiona i parskam śmiechem, zanim zdążę się powstrzymać. Szlag.
I dokładnie w tej sekundzie drzwi łazienki stają otworem, a ja wpadam na Harrego, zaskoczona. Cholera jasna, na śmierć zapomniałam o tych dwóch w kiblu. Kurwa mać.
Harry szczerzy się do mnie, wyraźnie zadowolony, że stoję tak blisko, wspierając ręce na jego piersi, a ja patrzę wielkimi oczami na Izzy i Effie, które zamarły w pół kroku, wbijając w nas wzrok. Izzy wygląda na zaskoczoną, a Effie na poirytowaną nieco mocniej niż wcześniej. Aż dziwne, że to w ogóle możliwe.
-Witam panie- Harry obdarza je szerokim uśmiechem, jakby sytuacja nie była ani trochę dziwna. Blondynka odwzajemnia gest, będąc pod wyraźnym wrażeniem siły jego uśmiechu. Z bliska robi jeszcze większe wrażenie. Z kolei Effie jakby odrobinę się rozpogadza, ale możliwe, że się przewidziałam. Bo nie jestem pewna czy nawet uśmiech samego Harrego Stylesa mógłby tego dokonać.
-Idziemy?- mruczy ruda, robiąc parę kroków naprzód i rzucając mi zmęczone spojrzenie. Zgadzam się w stu procentach z Izzy. Wygląda paskudnie.
-Jasne- mamroczę, odsuwając się od Harrego. Blondynka i Effie ruszyły już korytarzem zostawiając mnie w tyle i tylko Izzy obraca się co parę kroków, rzucając nam ciekawskie spojrzenia. Jednak chłopak nie chce dać mi jeszcze spokoju, więc łapie za mój nadgarstek i przyciąga do siebie. Podnoszę na niego wzrok, unosząc brew, a on szczerzy do mnie bezczelnie zęby. –Muszę iść- przypominam mu, a on w końcu wzdycha, poddając się. Nie mam pojęcia na co liczył, ale się zdecydowanie przeliczył. Jednak zanim Harry mnie puszcza, nachyla się i całuje w czoło. Mrugam kilkakrotnie, oszołomiona tym nagłym i bardzo delikatnym gestem.
-Do zobaczenia Jackie- obrzuca mnie ostatnim spojrzeniem i odchodzi, zostawiając zbaraniałą przy tych durnych drzwiach od łazienki. Patrzę w ślad za nim i dopiero po chwili orientuję się, że on wciąż ściska moją książkę w rękach. No chyba nie.
-Hej, a moja książka?!- wołam za nim, a on obraca się, obrzucając mnie kolejnym, krzywym uśmieszkiem. Co za koleś.
-Oddam ci ją, gdy będziesz grzeczna!

***

Przez całą drogę do akademika Izzy szczerzyła się do mnie z tylnego siedzenia, co ja starannie ignorowałam. Effie za to patrzyła wciąż w jeden punkt, zmuszając się by nie zasnąć. Mam wrażenie, że te ciągłe drzemki działały na nią jeszcze gorzej. Ale w końcu dotarłyśmy do pokoju, a gdy ruda przekroczyła próg, zdjęła buty, kurtkę, rzuciła je w kąt i wczołgała się do łóżka, gdzie od razu zasnęła. Przysięgam. Rzucam jej krzywe spojrzenie, rozpinając kurtkę. Izzy stoi tuż za mną, przebierając w miejscu nogami i dam sobie rękę uciąć, że ten durny uśmiech wciąż widnieje na jej twarzy. Boże, co za ludzie. Odwracam się wreszcie do niej, unosząc brew. Może, gdy okażę jakieś zainteresowanie to się wygada i da mi spokój. Może.
-Razem wyglądacie tak uroczo! Para idealna!- piszczy, prawie podskakując w miejscu, ale jedno szybkie spojrzenie w stronę łóżka rudej wystarczy, by odrobinę utemperować jej zapał. Siadam na łóżku, kładąc torbę na ziemi obok. Blondynka staje przede mną, nie przestając się tak uśmiechać. Na litość boską.
-Niby kto?- pytam bez większego zainteresowania, zerkając na telefon. Powinnam dać mu tę satysfakcję i w końcu odpisać? Pewnie nie, ale dupek ma moją książkę i Bóg jeden wie kiedy raczy mi ją oddać. Jeśli w ogóle. A wolałabym ją odzyskać, w końcu wydałam na nią swoje ostatnie pieniądze.
-Ty i Harry!- wyrzuca z siebie przyciszonym głosem, a ja zerkam na nią znad komórki. Że co? -Naprawdę do siebie pasujecie.
-Ale ty wiesz, że my nie jesteśmy razem?- unoszę brwi, a ona wywraca oczami na moje słowa, siadając obok. Oczywiście, że wie, ale jakoś nie przywiązuje do tego zbyt wielkiej uwagi. Oczywiście.
-Moglibyście być najsławniejszą parą na całej uczelni. Każdy by was znał. Boże, razem wyglądacie tak pięknie!- rzucam jej dziwne spojrzenie, doskonale wiedząc, że tłumaczenie kolejny raz jak jest naprawdę nie ma sensu. Gdy Izzy sobie coś ubzdura, nie ma siły żeby wybić jej to z głowy. Fantastycznie.
I dokładnie w tym momencie telefon w mojej dłoni zaczyna wibrować, a ja skupiam na nim całą swoją uwagę, mimo, że blondynka wciąż rozpływa się nad moim nieistniejącym związkiem z Harrym Stylesem.
Nadal jesteś niegrzeczną dziewczynką i mi nie odpisujesz.
H.
Uśmiecham się krzywo pod nosem. A to gnojek. Jeszcze mi będzie wypominał. Zupełnie jakby należała mu się moja uwaga. Powinien się cieszyć, że w ogóle odczytuję jego wiadomości. Pod tym względem naprawę tratuję go wyjątkowo.
To ty jesteś niegrzeczny. Zabrałeś moją książkę.
Odpisując mu, zdaję sobie sprawę, że daję mu dokładnie to, czego chce, ale ja naprawdę muszę odzyskać tę książkę. No i, głupio przyznać, naprawdę lubię wymieniać z nim smsy, nawet te sprośne. A to coś nowego.
Myślałem, że dziewczyny lubią niegrzecznych chłopców.
H.
Czasem tęsknię za tym rumieniącym się Harrym, który był zażenowany nieistniejącym bałaganem w jego aucie.
A chłopcy niegrzeczne dziewczyny.
Wysyłam wiadomość i mój wzrok automatycznie wędruje do godziny na ekranie. 15:30. Powinnam się już zbierać do baru. Cholera. Ponownie zgarniam swoje rzeczy i zaczynam się ubierać. Pokazuję Izzy na migi, że jadę do pracy, ale ona jakby mnie nie widziała, pochłonięta swoimi marzeniami o Harrym i o mnie. Świruska.
W biegu odczytuję jeszcze wiadomość.
Osobiście preferuję te lekko sprośne.
H.
Boże, co za głupek. Parskam śmiechem i odpalam silnik, a Rakieta warczy zadowolona.

***

Gdy zmęczona po pracy wracam do akademika, zastaję Effie, która na mój widok podrywa się z łóżka gwałtownie, jakby poparzyło jej tyłek. Unoszę brwi, zdziwiona jej zachowaniem.
-Niall cię w końcu namówił żebyście spróbowali od tyłu?- pytam, a ona tylko wywraca oczami, wręczając mi do ręki moją sportową torbę. Momencik, co tu się dzieje?
-Nie- mamrocze, zakładając włosy za ucho i spoglądając nerwowo na godzinę w jej telefonie. –Ale jeśli chcesz być dobrą przyjaciółką i mu to umożliwić, wyniesiesz się na tę noc z pokoju- mój zmęczony mózg wolno przetwarza jej słowa i docierają do mnie jedynie częściowo.
-Serio chcesz się zgodzić żeby ci wsadził w…
-Nie to jest teraz najważniejsze. Musisz zniknąć na jedną noc. Proszę?- przerywa mi, szczerząc do mnie zęby i próbując wyglądać słodko i niewinnie jakby właśnie przed chwilą nie rozważała seksu analnego z jej chłopakiem. Co się dzieje z tym światem?
-A nie mieliście nocować u Nialla?- staram się ze wszystkich sił wyrzucić wiadomy obraz pojawiający się w mojej głowie. Ruda kręci energicznie głową, a jej zdenerwowanie rośnie z każdą chwilą.
-Jego współlokator wszystko pomylił i przyprowadził do nich swoją dziewczynę. Nie mamy wyjścia- posyła mi zdesperowane spojrzenie, błagając bym zrozumiała.
-A gdzie ja mam spać?- marszczę brwi, bo średnio spodobał mi się ten pomysł. Myślałam, że jak zwykle po pracy będę mogła wziąć gorący prysznic a potem się wyspać we własnym łóżku, ale jak widać nie można mieć wszystkiego.
-U Izzy. Mówiła, że nie ma problemu i, że jej współlokatorka i tak mówiła, że nie wraca na noc- czy dzisiaj jest jakiś Dzień Spania w Nie Swoim Łóżku czy co? Effie błaga mnie spojrzeniem, zagryzając wargę, a ja w końcu wzdycham i zarzucam torbę na ramię. Jestem za dobą przyjaciółką, by psuć ich bujne życie seksualne.
-No dobra- wzdycham, a ona piszczy i rzuca się na mnie, cmokając w policzek. –Ale nie chcę potem słyszeć ani słowa, że „nie możesz siedzieć” albo „robienie kupy wprawia cię w dyskomfort”- cytuję efekty uboczne seksu analnego, które przeczytałyśmy jakiś czas temu na jakiejś stronie internetowej. Effie lubi być przygotowaną, a ja byłam po prostu ciekawa.
-Nie martw się. Jesteś najlepsza Jack, kocham cię- wyrzuca z siebie z ogromnym uśmiechem, a ja macham na nią ręką, chwytając klamkę.
-Wisicie mi z Niallem dużą pizzę- ruda kiwa energicznie głową na moje słowa, zapewniając, że dostanę swoje jedzenie i dosłownie wypycha mnie siłą na korytarz. A gdy się odwracam, by życzyć jej powodzenia, zamyka mi drzwi przed nosem. Unoszę brwi. Milutko.
Ponownie wzdycham, poprawiając na ramieniu sportową torbę i idę korytarzem do pokoju Izzy. Gdy ciągnę za klamkę, a ona nie ustępuje, zaczynam walić w drzwi. Jestem naprawdę zmęczona, a jedyne o czym marzę, to prysznic i łóżko.
Gdy po kilku minutach intensywnego dobijania się do drzwi i dzwonienia do blondynki, wiem, że jestem w dupie. Izzy zasnęła, a to znaczy, że obudzi się dopiero za kilka godzin. Zajebiście. Co ja mam teraz niby zrobić?
Wzdycham i odwracam się na pięcie, by wrócić do pokoju i wyjaśnić wszystko Effie, gdy dostrzegam Nialla, który z szerokim uśmiechem na ustach podchodzi do naszych drzwi, nawet mnie nie zauważając. Jest cały podekscytowany i widać, że ledwie może ustać w miejscu. Po chwili ruda otwiera mu i dosłownie wciąga go do środka, od razu przechodząc do rzeczy. Cudownie. Gdzie ja mam teraz spać?
Nagle do głowy przychodzi mi szalony pomysł i jest na tyle szalony, że przez chwilę rozważam czy to na pewno dobry pomysł. Ale w końcu stwierdzam, że to moje jedyne wyjście i chcąc nie chcąc, ruszam w stronę parkingu. Po prostu fantastycznie.

***

Wślizgnęłam się do środka budynku, akurat, gdy jakiś przygarbiony facet wychodził ze swoim buldogiem na spacer. Nie wydawał się zdziwiony widokiem młodej dziewczyny, która w nocy z torbą na ramieniu chodzi do jego budynku. Pewnie sąsiedzi zdążyli się do tego przyzwyczaić. Taaa.
Wciskam w windzie trzecie piętro i wbijam wzrok w podłogę. Mam nadzieję, że nie przyjmuje akurat kogoś innego i będę mogła przenocować. Wystarczy mi kanapa w salonie. Serio.
Zagryzam wargę, gdy winda się zatrzymuje i wychodzę na korytarz. Idę przez chwilę w ciszy po bordowym dywanie na korytarzu, ponownie zastanawiając się jakim cudem go na to wszystko stać. Po chwili już stoję pod ciemnymi drzwiami ze złotym numerem. C69. Dlaczego dobór numeru mieszkania wcale mnie nie dziwi?
Tym razem przygryzam wnętrze policzka i pukam trzykrotnie w ciemne drewno drzwi. Cholera jasna, co ja najlepszego wyrabiam? Czy mnie już do końca pojebało? Nie powinno mnie tu być. Nie wiem co sobie myślałam, ale zmęczenie zdecydowanie nie służy podejmowanym przeze mnie decyzją.
I już mam się odwrócić i uciec gdzie pieprz rośnie, gdy drzwi nagle stają otworem, a do moich uszu dobiega znajomy głos.
-Jackie?
Kurwa mać.

1 komentarz:

  1. Oj może być fajnie gdy Jackie będzie sama z Harrym w jego mieszkaniu. Super rozdział!

    OdpowiedzUsuń